niedziela, 7 maja 2017

Chciałam być korpo biurwą.

Jako dziecko z utęsknieniem oglądałam filmy o kropo biurwach. Mało tego, bawiłam się w korpo biurwę. Raz byłam sekretarką, innym razem księgową lub bankierem. Chciałam być takie jak one, te długonogie piękne kobiety. W damskich garniturach, dopasowanych żakietach, wysokich szpilkach wkraczające z uśmiechem na twarzy do eleganckiego biura. 

Chciałam być korpo biurwą. Pracować przy komputerze, w wyjściowym dresscode. Pełnić ważne funkcje w wielkim mieście. Codziennie wjeżdżać windą do wysokiego wieżowca. Brać udział w delegacjach i jak na korpo biurwę przystało, chciałam od strony biznesowej zwiedzać świat.

Ale coś poszło nie tak.
Gdy marzenia stały się rzeczywistością poczułam się oszukana. Ktoś zabrał mi wszystkie marzenia i wyobrażenia. Przecież nie tak wyglądało życie korpo biurwy z dziecięcych lat. Nie było w nim presji, stresu i wylanych łez. Nie było rozczarowań, ciasnych i klimatyzowanych pomieszczeń. Nie było wyścigów szczurów, zazdrosnych spojrzeń koleżanek i niemiłych przełożonych. Były wyjazdy, które w rzeczywistości zdarzały się tylko raz na rok i dedykowane były tylko dla najlepszym korpo szczurów.


Chciałam być korpo biurwą, ale zaczęły mnie przeszkadzać przeszklone biurowce. Nie mogłam patrzeć na przepiękną pogodę za oknem, podczas gdy ja musiałam siedzieć w biurze i robić coś, czego nie lubię. W biurowcu nawet śnieg za oknem wydawał się tak mało odrażający. Wszystko i burza, i deszcz, i grad, i mróz, wszystko było lepsze, od ciepłej posadki w korpo.

Chciałam być korpo biurwą, ale inaczej ten świat sobie wyobrażałam. Pamiętam ten dzień, w którym zwolniłam się z z jednej z firm. Było to stanowisko, o które musiałam zawalczyć. Pokonałam 10 innych osób. I wtedy sądziłam, że złapałam Pana Boga za nogi. Skakałam z radości, bo marzenia wreszcie się spełniały, bo świat stał przede mną otworem. Dziś wiem, że zabrałam moim rywalom marzenia. Oddaliby wiele, by być na moim miejscu i mieć takie możliwości, i taką pracę. A ja z radości, że uwolniłam się z piekła opijałam ten dzień z koleżanką, sącząc piwo na rzeką. Fuck off kopro...

/Oczywiście, że generalizuję. Mówię tylko o sobie i swoich odczuciach. Poniosłam swoistą klęskę, bo nie nadaję się na korpo biurwę. I zazdroszczę wszystkim tym, którym praca w kropo przynosi nie tylko sukcesy, ale i satysfakcje./

czwartek, 4 maja 2017

Pięć typów kupujących za pośrednictwem OLX.

Jak niemal każdemu użytkownikowi Internetu zdarzyło mi się co nieco wystawić na sprzedaż na portalu OLX. A to jakieś ciuszki, które się znudziły, a to jakiś nietrafiony prezent, a to książka, która się nie spodobała. Normalne. Trafiałam, a właściwie trafiali do mnie ludzie różnego typu. Kupujący zwinni, jak marzenie i marudy, które same nie wiedzą czego chcą od życia. A że hormony buzują we mnie za sprawą ciąży niczym wulkan energii postanowiłam wyróżnić pięć typów kupujących na OLX.

1. Konkret.
I taki typ klienta każdy lubi najbardziej. Szybko, sprawnie i bezboleśnie. Nie pyta o cenę, ani rozmiar wkładki, bo to wszystko napisane jest w ogłoszeniu. Pyta za to o numer konta do wpłaty lub czy mogę wysłać za pobraniem. Rach ciach i po krzyku, sprzedane!

2. Analfabeta.
Ogłoszenia staram się pisać tak, by osoba przeglądająca ofertę miała podane 99,9% informacji. W tym koszty wysyłki, czy chcę się wymienić, jaki rozmiar, jakie ma defekty oraz to, czy rzecz jest nowa, czy używana. I co z tego, analfabeta jakimś cudem poskłada literki i zapyta o wszystko, co wspomniane w ogłoszeniu raz jeszcze. I nie będzie to potok pytań zawarty w jednej wiadomości. Będzie pytać codziennie, dawkować pytania niczym złoty lek, a na koniec urwie kontakt nie mówiąc nawet "pocałuj się w dupę!".

3. Licytator.
Liczę się z tym, że kupujący zawsze będą chcieli nieco zmniejszyć cenę, to zupełnie normalne i szczerze mówiąc niektórym zazdroszczę tej żyłki handlowca. Bo sama kupując od innych nie potrafię się tak targować. A licytatorzy przechodzą samych siebie! Nie wystarczy im, że zgodzę się na kompromis. Dalej wiercą dziurę w brzuchu, a ja z każdą kolejną wiadomością zaczynam się zastanawiać, kiedy zaproponują bym wysłała sukienkę za darmo, oczywiście pokrywając koszty wysyłki.


4. Bajkopisarz.
To dopiero typ! Wciśnie ci każdą bajkę. Nie wiem czy po to, by zaspokoić swoje potrzeby, czy żeby wkurzyć. Finalnie nigdy nic nie kupi. Kiedyś chciałam sprzedać telefon. Zainteresowany prawdopodobnie mieszkał niedaleko mnie. Umówił się na konkrety dzień i godzinę, że przyjedzie, zobaczy i chętnie kupi. Ok! Zapytałam, czy wie, gdzie ma dotrzeć? Odpisał, że tak. No cóż, nie będę się narzucać w takim razie z podawaniem adresu ani nr telefonu. A lokalizację miałam ustawioną na... kościół. Dla pewności chwilę przed jego planowanym przybyciem zapytałam, czy na pewno będzie. Odpisał, że teraz nie może, bo zajmuje się dzieckiem. Moja troska osiągnęła maksimum, więc dalej pytałam kiedy mu pasuje, podał konkretny dzień. Wiecie... nie jestem nachalna. Zgodziłam się na przedstawiony termin. Nawet tego dnia owy Pan pisał do mnie, że już jedzie i będzie za pół h! Ja do dzisiaj się zastanawiam czy rzeczywiście zapukał do bram kościoła, czy może ksiądz albo jakaś inna babcia sprzedała mu swój stary telefon? Nie wiem, bo kontakt po prostu się urwał, a telefon zamiast sprzedać oddałam kuzynce.

5. Rezerwujący.
Ja Wam mówię, rezerwujący kochają to robić!! Kochają rezerwować! Zawsze wydawało mi się, że rezerwacja = zaliczka. Otóż, w jak wielkim byłam błędzie. Użytkownicy OLX na szczęście wyciągnęli mnie z tego snu. Raz zgodziłam się na zarezerwowanie żakietu na miesiąc. Oczywiście zainteresowana zarzekała się, że teraz nie ma kasy, ale umówionego dnia ją będzie miała i kupi. Moja rezerwacja była czysto fikcyjna, bo gdyby ktoś zgłosił się wcześniej, bez skrupułów sprzedałabym bardziej zainteresowanej finansowo osobie. Wiecie, ta rezerwująca przynajmniej przestała się odzywać, co dla mnie było jednoznaczne. Innym razem natomiast dziewczyna rezerwowała buty mówiąc, że za kilka dni wpłaci. Próbowałam ją pośpieszyć, mówiąc, że mam innych chętnych, a ona rezerwacje miała do wczoraj, no i co teraz, a przecież chcę być lojalna wobec niej. Odpisywała, że ona dzisiaj już nawet teraz biegnie na pocztę dokonać wpłaty. Że kasa będzie u mnie jeszcze dzisiaj, albo... jutro. Tylko, że nie prosiła w tym celu ani o nr konta, ani nie podawała adresu do wysyłki. Dziwne. Rozdwojenie jaźni?

Felieton oparłam na przykładzie kupujących za pośrednictwem OLX, ale przecież sytuacje możemy przypisać również do innych portali, czy nawet sprzedaży poprzez facebooka. Wszędzie tam, gdzie w sieci możemy się ogłosić, by coś sprzedać.

Ludzie są różni. Niestety sami sobie nawzajem jako kupujący robimy antyreklamę. A wystarczą konkretne komunikaty w stylu: - sory, ale nie kupuję od ciebie, bo nie. Wam życzę tylko ludzi z pierwszego typu, reszta niech ginie w nicości... I sami dla sprzedających również tacy bądźmy.

A Wy jakie macie doświadczenia? Zgadzacie się ze mną? Coś byście do tej listy dodali? :)


czwartek, 27 kwietnia 2017

Łączenie, mieszanie kolorów hybryd. Semilac. DIY.


O zaletach lakierów hybrydowych Semilac pisałam już 2 lata temu KLIK. I od tamtego czasu wciąż jestem wierna jednej marce. W swoich zasobach mam dokładnie 8 kolorów. Nie będę ukrywać, że nawet i taka gama kolorystyczna z czasem zaczyna się nudzić. Buteleczki, jak na swoje 7 ml są naprawdę mega wydajne i spore. Malując paznokcie tylko sobie, nie jestem w stanie zwyczajnie ich wykończyć. Dlatego wpadłam na pomysł, by pokombinować i połączyć kolory, w celu uzyskania czegoś nowego. Zainteresowani?

Na tapetę poszły póki co tylko dwa kolory  114 Shooting Star i 022 Mint. Owe lakiery miały już swoje premiery na blogu KLIK i KLIK.



Jak je łączyłam?
Na starą ulotkę dałam dużą kropelkę jednego i drugiego kolory. Pędzelkiem mieszałam lakier i nakładałam na paznokieć. Efekt? Jasny błękit!

Zdjęcie z lampą.
Zdjęcie bez lampy.
Być może zapytacie co to za dobrodziejstwo (lub szkaradztwo) na środkowym i małym palcu. Otóż fioletowy brokat. Do kupienia w niemal każdym sklepie z lakierami za około 2-5 zł za słoiczek ;)


I jak podoba Wam się efekt końcowy?



P.S. Już nie mogę się doczekać kolejnych kombinacji kolorystycznych :D

piątek, 21 kwietnia 2017

Najlepszy sposób na depilacje! Podgrzewacz do wosku.


Dziś przychodzę do Was z hitem, przez duże H. Pewnie niemal każda z nas marzy o gładkich nogach, których nie trzeba codziennie golić lub depilować. I najlepiej, żeby efekt utrzymał się przez długi czas, niekoniecznie mocno bolał i kosztował grosze. Trafiłam w sedno? Otóż do tego dodam jeszcze fakt, iż można zabieg wykonywać samodzielnie w zaciszu domowym, w ciągu kilku lub kilkunastu minut. Brzmi ciekawie? Czytajcie dalej :D

Trochę mojej historii...
Kiedyś używałam do depilacji plastrów Sensual. To było dosłownie z 6 lat temu i pamiętam, że przestałam i przerzuciłam się na zwykłą maszynkę do golenia. Dlaczego? Bo nie dość, że nie byłam w stanie plastrów rozgrzać na tyle dobrze, by depilacja była satysfakcjonująca i bezbolesna (to naprawdę mnie bolało!), to jeszcze wychodziło po prostu drogo. Nie ukrywam, że po tej przygodzie byłam zniechęcona do jakiegokolwiek woskowania. Jeszcze zanim sięgnęłam po owe plastry, zaliczyłam koszmarny i krótki romans z depilatorem. Brrr... powiem krótko - nigdy więcej!! Choć efekty po depilatorze są naprawdę zdumiewające, ból jest dla mnie nie do zniesienia. To niemal tortura, czuć każdy wyrywany włosek... Aż w końcu na jeden z babskich wieczorów, dokładnie rok temu koleżanka przyniosła podgrzewacz do wosku z całym arsenałem. Wytrzeszczałam oczy, ze zdumienia, ze takie małe COŚ i takie tanie, ma skutecznie wydepilować mi nogi. Oczywiście na tą okazję zapuściłam włoski, uśmierzyłam ból procentami i oddałam się "torturą". Szczerze? Od razu po zabiegu zamówiłam własny zestaw do woskowania i to nie pod wpływem upojenia czy szoku. To naprawdę działa i w sumie... nie boli.

Polecam zestaw kupić na allegro lub na ezebra.pl. Najtańszy podstawowy zestaw kupicie za 30 zł z przesyłką.

Co wchodzi w skład zestawu?
1. Podgrzewacz do wosku.
2. Plastry do depilacji.
3. Wosk do depilacji w rolce.


Mało prawda? :) Do tego polecam zaopatrzyć się w najzwyklejszą na świecie oliwkę dla dzieci, złagodzi podrażniania, nawilży skórę i pomoże usunąć pozostałości wosku.

Jak używać?
Długo zastanawiałam się, czy raczyć Was fotkami moich nóg gotowych do depilacji (czyt. z włoskami) i tego, jak po kolei wygląda zabieg. Stwierdziłam, że zostawię fakt do Waszej oceny. Kto na tak - niech pisze, a zaktualizuję post o zdjęcia :)

Najpierw trzeba nagrzać rolkę z woskiem. W tym celu wkładamy rolkę do podgrzewacza, do samego końca, podłączamy do prądu i czekamy. Jeżeli mamy całą rolkę nagrzanie zajmuje około 40-50 min, im mniej wosku w rolce, tym logicznie - czas się skraca.


Potem smarujemy rolką z woskiem skórę z włosem. Dobrze rozgrzany wosk łatwo się rozprowadza, jeżeli są jakieś problemy - dajmy jeszcze trochę czasu na rozgrzanie. Trzeba pamiętać, aby skóra była sucha i nietłusta. Następnie na wosk przykładamy plaster, dociskamy z włosem i zrywamy energicznym ruchem pod włos.

Zalety?
1. TANIO. Gdy skończy się rolka z woskiem, po prostu ją wyrzucamy i używamy nowej. Koszt około 4-5 zł za sztukę, plus przesyłka. Oczywiście najtaniej wychodzi przy większym zamówieniu. Jedna rolka wystarczy na 6-7 zabiegów. A nogi depiluję co mniej więcej 2 tygodnie. Więc przeliczcie sobie, jak wychodzi tanio. 
Paski do wosków 100 sztuk to koszt około 7-8 zł plus przesyłka. Najczęściej można zamówić w tym samym miejscu co wosk w rolce. Jednym paskiem spokojnie możemy wydepilować jedną nogę.
2. Włoski odrastają powoli, mega cienkie, mega słabe. Efekt oczywiście widać po kilku zabiegach. Przyznam szczerze, że po roku depilacji woskiem na nogach mam wiele łysych placów :) Myślę, że jeszcze trochę, a tych łysych miejsc będzie jeszcze więcej i więcej.
3. Ból. Na nogach depilacja naprawdę mnie nie boli i zajmuje mi dosłownie 7-10 minut wraz z oliwkowaniem. 

 
Wady? 
1. Włoski się wrastają. - Dlatego potrzebny jest przynajmniej raz na tydzień gruntowny peeling, który rozwiązuje problem do zera.
2. Kilka godzin po depilacji widać podrażnienie. Dlatego depilować warto przynajmniej dobę przed planowanym, ważnym wyjściem. Inaczej pokażemy się z czerwonymi kropkami na nogach.
3. Ból. Tak wiem, że wyżej uznałam to za zaletę. Bo o ile na nogach bólu nie ma, o tyle od czasu, gdy zaszłam w ciążę w strefie bikini i pod pachami, ból stał się dla mnie nie do wytrzymania. Przed ciążą owe zabiegi wykonywałam, bolało, ale do zniesienia. Teraz już po prostu nie jestem w stanie, ach te hormony... ;) mam nadzieję, że po ciąży się to zmieni.

Słyszałam historie, że w salonach kosmetycznych podobne zabiegi również wykonywane są czasami przy użyciu takiego samego sprzętu. Z tym, że tam za same nogi zapłacimy 50 - 100 zł. A samodzielnie to koszt  około 2-3 zł. Niech wypowiedzą się czy to prawda ci, którzy z takich usług korzystają w profesjonalnych salonach.

Znacie to cudeńko? Jakie są Wasze opinie?
 

niedziela, 16 kwietnia 2017

Magia świąt.


Już chyba gdzieś kiedyś poruszałam ten temat. Nie jara mnie bowiem gorączka przedświąteczna, "sprzątanie dla Jezusa", gotowanie tylu potraw, że nawet nie jest się w stanie ich wszystkich zjeść... Nie jara mnie magia siedzenia przy stole i jedzenia. Jara mnie za to czas spędzony z bliskimi. Choć kiedyś zapewne wszystko się zmieni i święta przestaną wyglądać tak samo.

Gdyby zależało to ode mnie, w święta wolałabym wypocząć, wyjechać, pozwiedzać. Gdyby nie fakt, że święta poza domem są coraz bardziej modne. I automatycznie wkracza wysoki sezon w górach, mazurach i nad morzem. Szkoda. Nie lubię tłumów obcych mi ludzi.

Przykre, ale wartości religijnej święta nie mają dla mnie od dawna żadnej. I nie, nie chodzę do kościoła. Ani na co dzień, ani od święta. Przewartościowałam je i dla mnie to po porostu czas wolny od pracy, który spędza się jedząc w gronie bliskich osób. Niestety, ale gdyby nie święta, takich okazji byłoby najzwyczajniej w świecie jeszcze mniej i mniej...

I Wam drodzy czytelnicy życzę przede wszystkich fajnych świąt. Takich rodzinnych, byście znaleźli w nich coś dla siebie, coś co kochacie. Aby każda chwila była tą wspaniałą, niezapomnianą chwilą. Chłońcie ją do cna. Po całości. Cieszcie się sobą, czasem wolną, rodziną i bliskimi. I aby okazji do spotkań było więcej, nie tylko od święta... ;)

piątek, 14 kwietnia 2017

Jak zaszyć dziurę w jeansach? Jak zaszyć dziurę w kroku? DIY

 Znacie choć jednego faceta, który nie znosi kupować spodni, a gdy doklei się do jednych chodzi tak długo, aż przysłowiowo spadną mu z tyłka? Jak poratować taką bidulkę? Można oczywiście wszystkie uszkodzone spodnie wyrzucić tam, gdzie ich miejsce, a poszkodowanego wysłać na gruntowne zakupy. A można... również reanimować spodnie. Jednak trzeba wiedzieć, jak to zrobić, żeby "jakoś" to wyglądało. Zainteresowani? Zapraszam na tutorial :)

Wszystko zależy z czym mamy do czynienia. Czy tylko z wyraźnymi przetarciami w materiale, które jeszcze dziurami nie są, czy tak jak w moim przypadku zaatakowało spodnie jedno i drugie. Muszę zaznaczyć, że sposób sprawdzi się głównie na jeansach. Nie jestem pewna, czy materiałowe spodnie lub dresowe dałoby się w taki sposób reanimować, choć... można próbować ;)

Kluczowa sprawa, to dobranie koloru nitki tak, aby zlewała się ze spodniami. Mi się to tak... średnio udało. Ale był to eksperyment, a spodnie typowo "robocze". Więc myślę, że ujdzie w tłoku.. :)

 KROK 1.
Jeśli mierzycie się z dziurą, po prostu trzeba ją igłą i nitką zaszyć. Ręcznie oczywiście. Ale trzeba zrobić to w taki sposób, żeby nie naciągnąć nieestetycznie materiału. Jeśli w grę wchodzą tylko wyraźne przetarcia, pomińcie krok i przejdźcie dalej. Teoretycznie po zaszyciu mogłoby tak zostać, ale... gwarantuję, że po kilku dniach dziura powróciłaby do swojego pierwotnego stanu, a nawet powiększyłaby się. Dlatego potrzebne są następne kroki.

 KROK 2.
Podstawa to wzmocnienie już i tak kruchego materiału. Jak widać, spodnie na których przeprowadzałam eksperyment, już kiedyś próbowałam reanimować. Pomoc była doraźna i jak widać tymczasowa. Dlatego do akcji wkracza flizelina, którą dopasowujemy do spodni i zaprasowujemy.



 KROK 3.
Teraz przyszedł czas na cerowanie. Używam maszyny do szycia, ze ściegiem prostym, z klasyczną stopką. Zmieniam tylko długość ściegu żeby był bardzo drobny około 1,5. I szyjemy. Najlepiej jest przeszywać materiał raz przy razie, jechać na przód, przesunąć się o milimetr w bok, cofnąć się, znów przesunąć, do przodu i tak w kółko... Na pewno krocze będzie dodatkowo wzmocnione i nieco bardziej sztywne. I jak widać na poniższych zdjęciach, szycia było naprawdę sporo ;)
Nie oszukujmy się, jeśli teraz pójdzie coś nie tak i znów spodnie się przetrą - po prostu już nic nie da się z nimi zrobić. Ale takim sposobem wydłużyłam im nieco życie z ich właścicielem ;)

Podoba Wam się pomysł?

czwartek, 6 kwietnia 2017

6 powodów, dla których nigdy nie będziesz chciała zostać moją przyjaciółką.

O dobrą, prawdziwą przyjaźń cholernie ciężko. Zastanawiałaś się kiedyś droga czytelniczko, czy mogłabyś się ze mną zaprzyjaźnić? Dziś rozwieję wszystkie twe wątpliwości! ;) A podobno ten kto ma szczęście w miłości, nie ma go w przyjaźni. Przedstawię 6 powodów, dla których moje "bliższe relacje" po prostu... rozpadały się.

1. Jestem wredna i lubię żartować.
Dosłownie. Staram się, by moje żarty nie raniły, ale gdy nie masz dystansu do siebie, nie dogadamy się. Często też szydzę sama z siebie i sprawia mi frajdę fakt, że widzę uśmiech na twarzy innych ;)

2. Oczekuję lojalności...
Jeśli skradniesz mą duszę na tyle, bym uznała cię za przyjaciela, pamiętaj, że już tak łatwo się nie wymigasz. Będę oczekiwała, że będziesz przyjaciółką już na zawsze. Że będziesz mieć swoje życie, swoje problemy i swój świat, ale zawsze znajdziesz dla mnie czas i nigdy o mnie nie zapomnisz.

3. ...i szczerości.
Musisz mówić nawet najgorsza prawdę, albo kłamać w taki sposób, bym nigdy, przenigdy się nie zorientowała. Nie umiem wybaczać kłamstw, nieświadomie nabieram dystansu do takiej osoby i wszystko wali się, i pali...


4. Nie narzucam się.
Nie zadzwonię do ciebie o 3 w nocy by opowiedzieć o prezencie od ukochanego. Zadzwonię w nocy tylko wtedy, gdy się na to umówimy. Albo gdy procenty odbiorą mi zmysły, albo gdy moje lub twoje życie będzie zagrożone, a ja nie będę wiedziała co robić.

5. Będę tylko wtedy, gdy będziesz tego chcieć.
Jeśli pokażesz mi dosadnie, że mam pójść - zrobię to. I nie zatrzymasz już mnie. Ludzie przecież się zmieniają. Szanuję te decyzje...

6. Musisz dbać o przyjaźń tak samo mocno, jak i ja.
Czasem tak niewiele brakuje, by nagle okazało się, że nawet z błahych powodów nie pasujemy do czyjegoś obrazka i świata. I to nic, że przez kilka lat wstecz tworzyliście spójny krajobraz. To co zaniedbane szybko więdnie, a wystarczy po prostu chcieć...

A Was? Co cechuje najbardziej?

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Zestaw pytań, który zdenerwuje (prawie) każdą ciężarną!

Odmienny stan ma swoje plusy i minusy. Urokiem są ciekawskie, nieraz pełne radości lub zmartwienia pytania osób z najbliższego otoczenia. Przygotowałam zestaw pytań, który działa na mnie, jak płachta na byka. 

Mocno z przymrużeniem oka. 

1. Chłopiec czy dziewczynka?
Szczególnie, jeśli pytanie pada na etapie, gdy ciąża ma kilka tygodni i narządy płciowe fasolki się nawet nie ukształtowały. Nawet pytania na co liczę bardziej przyprawiają mnie o zawrót głowy. Płeć nie ma dla mnie znaczenia, jedynie zdrowie maluszka.

2. Jaki masz duży/mały brzuch! Czy dziecko na pewno dobrze się rozwija?
Jakby wielkość brzucha miała tutaj jakiekolwiek znaczenie. Póki co cieszę się, że jest malutki i nie przeszkadza mi w codziennym funkcjonowaniu. Fasola ma się dobrze, a głupie porównywanie i pytania, już sprawiają, że nawet nie chce mi się tłumaczyć ;)

3. Ile przytyłaś? Czemu tak mało? Zaniedbujesz dziecko!
Kolejny dziwny osąd. Nie każdy musi być w ciąży słoniem od pierwszych tygodni. Niektórym wystarcza książkowa ilość kilogramów, by ciąża rozwijała się prawidłowo. Smutne, że nie wszyscy to rozumieją.

4. Ja w twoim stanie... Dlaczego tak nie robisz?
Rady, dziwne rady, o które nikt nie prosi. I których nikt nie chce słuchać ;)

5. A dziewczyna o imieniu X jest miesiąc dalej niż ty i ma mniejszy/większy brzuch. Co jest nie tak?
A czy musi być coś nie tak? Chyba, że chodzi o pytanie, które zdecydowanie jest nie na miejscu ;)

6. Czy aby na pewno nie nosisz bliźniaków?
Gdybym je "nosiła" to na pewno bym o tym doskonale wiedziała. Wróżenie z fusów można schować między bajki.


7. Na pewno chłopiec, bo ładnie wyglądasz!
I wtedy mam ochotę odpowiedzieć, że moje dziecko jeszcze nie zdecydowało jakiej będzie płci, a i w zabobony nie wierzy, więc darujcie sobie tego typu sugestie. A za komplement dziękuję ;)

8. Wiesz już jakie imię?
Nie wiem. I nawet jakbym wiedziała to bym nie powiedziała. Najbardziej irytuje, gdy otoczenie bardziej żywiołowo od rodziców reaguje na wybór imienia i gdyby mogło sami wybraliby, bez zgody rodziców. Podejrzewam, że negowanie wybranego imienia zdenerwuje mnie jeszcze bardziej.

9. Jakie to uczucie być w ciąży?
Pytanie z serii - nigdy nie byłam w ciąży i chcę wiedzieć, bez autopsji, jak to jest. Aż ciśnie mi się na usta, by odpowiedzieć, że żadne. Bo ciąża to może i błogosławiony stan, ale bez przesady by od razu robić z ciężarnych ufo ;)

10. Kiedy chrzest?
Jeszcze nie urodziłam, a już mam myśleć o chrzcie? Czasem smutno mi, że żyjemy w kraju, w którym rządzi religia. Chciałabym, aby moje dziecko miało czystą kartę i samo zdecydowało do jakiej i czy w ogóle jakiekolwiek religii chce należeć. Ale gdy pozwolę mu na to, przez wszystkie szkolne lata będzie wytykane palcami. Ominie go komunia święta, impreza i prezenty. Będzie miało żal, że nie wybrałam i że jest inne.

11. Kiedy rodzisz?
Nikt nie powinien mnie popędzać, poza samą naturą oczywiście. Jeśli pytanie padnie któryś raz z rzędu, po prostu przestanę odpowiadać, by nie denerwować się.

12. Wiesz, ze musisz teraz wypoczywać, bo po porodzie będzie galimatias?
No brawo. Nie wiedziałam tego, nawet przez myśl mi nie przeszło! I generalnie dzięki, że przypominasz ;)


Wypowiedzcie się, czy macie tak samo ;) I co byście do tej listy dodały?

czwartek, 30 marca 2017

6 powodów, dla których uciekłam z forum dla przyszych mam.


Podobno fora są fajne. Jednoczą osoby, które łączy pasja, dany czas w życiu i podejście. Dzięki nim można poznać wspaniałe osoby, uzyskać wsparcie lub porady. Jednym zdaniem - dlaczego mi to nie pasuje? Oto 6 powodów, dla których uciekłam z forum dla przyszłych mam.

Uwaga! Wpis jest mocno kontrowersyjny. Szczególnie dla kobiet, które strasznie pragną i jeszcze mocniej wyczekują swojego nienarodzonego dziecka. Kochane kobietki, nie chcę Was urazić, szanuję Was i Waszą determinację. Chcę tylko przedstawić nieco inny, bo swój, punkt widzenia.

1. Nie mam obsesji na punkcie swojej ciąży.
Na forum, na które 'kukałam' były w większości przyszłe matki, które zrobiły wszystko co tylko mogły, by zajść w ciążę. I chwała im za to, ale zachowywały się, jakby zdobyły co najmniej Mount Everest swoich możliwości. Najwyraźniej nie jestem na tym samym etapie, bo mimo, iż chciałam zostać matką, nie dzieliłam włosa na czworo i nie urażając nikogo, dla mnie sprawa była oczywista - nic na siłę. Na pewno nie doświadczyłam tego samego co one, więc i moje niezrozumienie jest na miejscu.

2. Nie chcę rozmawiać tylko o ciąży i macierzyństwie.
Tak, to był główny temat. O mdłościach, o narzekaniu na nastroje, o kupionych ubrankach, wózkach, zakupionych laktatorach w 2 miesiącu ciąży (o zgrozo!), o tym, że facet nie rozumie tej ciąży i związanych z nim nastrojów. Czytając wpisy miałam wrażenie, że te dziewczyny tak bardzo pochłonęło pragnienie macierzyństwa, że wieżowce z akcesoriów dla dzieci już przysłaniają cały świat. Wielu moich znajomych dziwi się, że na spotkaniach niepytana nie pokazuję sama z siebie zdjęć z usg, nie opowiadam o maluchu, ani o ciąży. Że wręcz dążę by poruszać inne tematy, by żyć normalnie.

3. Dobija mnie narzekanie innych.
Niestety na forum poza narzekaniami na ciężki, ciążowy nastrój były dziewczyny, którym okropnie współczułam. Straciły swoje maleństwa na bardzo wczesnym etapie lub w chwili, gdy już czuły ruchy, a ciążę widać było namacalnie. Najbardziej bolało, gdy czytałam wpisy kobiet, które traciły maleństwa będąc w tym samym tygodniu ciąży co ja. Fajne było to, że dziewczyny się jednoczyły i każda, jak jeden mąż wspierała drugą. Tylko fala 10 stron współczuć, rozdrapywania ran i opisywania zabiegów łyżeczkowania, i niejednokrotnie życie tych dziewczyn ze świadomością, że maluszek nie żyje, i czekają, aż "natura zrobi swoje" przyprawiało mnie o płacz... Napawało tylko zbędnym lękiem i zmartwieniami, mimo, iż u mnie wszystko przebiega książkowo. Strasznie udzielał mi się ich grobowy nastrój, a takie stany w ciąży są niepożądane!!



4. Nie chcę czytać doświadczeń z porodu.
 Bo każda kobieta ma je zupełnie inne. Każda, dosłownie każda przechodzi je inaczej. Boję się czytać czarnych scenariuszy, nie chcę ich nawet słyszeć, nie interesują mnie. Nie chcę się nastawiać, ani pozytywnie, ani negatywnie. Na tym etapie nie boję się rozwiązania, ale wiem, że cudze opinie mogą mi tylko zaszkodzić, niż pomóc.

5. Nie czuję jakiejkolwiek przynależności do klanu.
Nawiązując do pkt 2 - nie czułam żadnych mdłości, zmiennych nastrojów, nie mam kupionego ani jednego ubranka dla dziecka, ani nawet nie noszę ubrań ciążowych, mimo, że 4 miesiąc już za pasem!! I szczerze mówiąc dopóki nie stwierdzę, że nie mieszczę się w aktualne ciuchy nie mam najmniejszego zamiaru nawet rozglądać się za modą ciążową. Czułam się jak ufo, które wylądowało na środku wsi... Nie wiedziałam o czym pisać, a jeśli próbowałam, to tak jakby... nikt tego nie zauważał. Bo nie pisałam o tym ile razy zwymiotowałam i ile razy zagryzłam śledzia kremówką? Nie, nie czułam się odrzucona. Ja po prostu nie byłam w stanie zrozumieć podejścia dziewczyn. Okropne!

6. Wolę słuchać o ciąży od profesjonalistów, niż czytać porady przyszłych mam.
Byłam na fajnych wykładach dotyczących ciąży, na których jednoczyło się masa przyszłych mamusiek. Warsztaty prowadzili psycholodzy, ginekolodzy i położnicy. Super sprawa - masa fajnych pytań, ogrom wiedzy i niesamowite doświadczenie. I o szkołę rodzenia podejrzewam, że też zahaczę, dla samego zdobycia odpowiedniej wiedzy. Zdecydowanie bardziej przemawia dla mnie taka forma porad, niż ta, z którą spotkałam się na forum.

Pewnie jedyne co Wam się nasuwa to pytanie - po jaką cholerę pchałam się na forum dla przyszłych mam? Przecież to oczywiste, co mogłam tam zastać. A jednak podświadomie liczyłam na spotkanie tam mamusiek, które owszem, cieszą się z ciąży, ale ich życie nie kręci się tylko wokół niej... Nie byłam i nie jestem w stanie zrozumieć i zaakceptować ich nastawienia, podejścia, na tyle, by móc w tym uczestniczyć.

środa, 22 marca 2017

Jak zrobić legowisko dla psa?


Dobrze, gdy futrzak ma swój kąt w domu i przytulne spanko. Dlatego dziś pokażę Wam, w jaki mega szybki i prosty sposób zrobić legowisko - poduszkę dla psa.

Czego potrzebujemy?
* miara / centrymetr krawiecki
* nożyczki
* szpilki
* kredka do zaznaczenia materiału
* igła, nitka, opcjonalnie maszyna do szycia
* materiał
* wypełnienie poduchy - gąbka, koc, cokolwiek miękkiego.




Ja do wykonania legowiska użyłam gąbki ze starego łóżka. Jest w dwóch kawałkach, bo to po prostu pozostałe resztki od poprzedniego projektu. Mój pies bardzo upodobał sobie owy materiał i przeogromną chęcią na nim się wylegiwał, o czym przekonałam się tworząc zagłówek do łóżka. Myślę, że za jakiś czas pokażę Wam owe dzieło :)

Jako poszewka posłużyła mi ogromna, babcina spódnica o pięknym materiale, pasującym do wystroju pokoju. Wy możecie użyć prześcieradła, poszewki na poduszkę, koca lub czegokolwiek, co będzie w odpowiednim rozmiarze i stworzy poszewkę na legowisko.

Wymiary:
Polecam zmierzyć długość i szerokość pieska w czasie snu. U mnie wymiary legowiska to 45 cm na 75 cm. Czyli materiał potrzebny do obszycia to (liczę z zakładkami na obszycie) około 130 cm na 85 cm.

Ok! To do roboty! :)

Wewnątrz spódnicy włożyłam gąbkę i zaznaczyłam z trzech stron szpilkami i kredką boki poszewki. Zszyłam na maszynie, obcięłam i obszyłam boki. A co z czwartym bokiem? Zależało mi, żeby poszewka była ściągana w celu wyprania i żeby nie posiadała guzików, ani zamka. Obawiałam się, że piesek mógłbyś wpaść na pomysł obgryzienia zapięcia i cała robota poszłaby na marne :P Dlatego postawiłam na poduszkę zakładaną o tym, jak ją wykonać pisałam już kiedyś TUTAJ (krok 5).





Koszt wytworzenia legowiska w moim przypadku wyniósł 0 zł, poza poświęconym czasem, który był oczywiście przyjemnością. Polecam tworzyć legowisko w przypadku posiadania odpowiednich  materiałów. Wtedy naprawdę się opłaci. Bowiem widziałam w gazetce promocyjnej biedronki, że legowiska są w cenie od 40 zł. Zrobione z dużo lepszych materiałów, "dizajnerskie", wahają się w okolicach 100 zł.

I jak Wam się podoba? Mój piesek, co prawda nie jest najlepszym modelem, ale z chęcią wyleguje się na swoim nowym łóżeczku ;)




O MNIE

Moje zdjęcie
Kobieta pracująca. Żona. Zakochana w mężu i podróżach. W wolnych chwilach przerabia ubrania i grzebie w DIY. Lubi pisać, od zawsze. Zdarza jej się czytać bardziej lub mniej ambitne pozycje. A tutaj dzieli się z Wami swoimi przemyśleniami. Zapraszam do zakładki O MNIE. Przedstawiam genezę i cel prowadzonego przeze mnie bloga ;)

Łączna liczba wyświetleń

OBSERWATORZY

INSTAGRAM

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Tagi

022semilac (1) 114semilac (1) 183 metry stachu (1) acerola (1) addidas (1) aerozol do gardła (1) Afryka (1) Ameryka Południowa (1) Ameryka Północna (1) ankieta (2) antyperspirant w kluce (1) asymetryczne szorty (1) azja (1) badanie (1) balsam do ciała (2) balsam do ust (1) Bałtyk (1) beta glukan z owsa (1) biedronka (1) bieganie (1) bioliq (1) bioton (1) bloker (1) blond (2) ból gardła (2) ból karku (1) ból pleców (1) brak objawów ciąży (1) bransloletka (4) bransoletka z zamka błyskawicznego (1) bransoletka z zawleczek (1) brokatowy lakier (3) Bukowy Las (1) Burda Publishing Polska (1) care&go (1) cera problemowa (2) ciało (29) ciąża (3) cienie do powiek (1) cisza pod sercem (1) Czarny Staw Gąsienicowy (1) Czarny Staw pod Rysami (1) czas wolny (1) czasopisma (1) Czerwone Wierchy (1) cztery pory roku (1) czytnik ebook (1) depilacja (1) depilacja woskiem (1) dezodorant (1) dieta bez pszenicy (1) DIY (51) długie rękawiczki (3) Dolina Kościeliska (1) Dolina Pięciu Stawów Polskich. (1) dom (2) domowe ombre (1) dowartościowywanie (1) edukacja (1) efektima (4) efektywny czas dnia (2) essence (2) etui filcowe (1) etui na aparat (1) etui na inkbook (1) etui na tablet (1) etui na telefon (1) etui z filcu (1) Europa (1) everest (1) eyeliner (1) farbowanie włosów (4) felieton (79) feminizm (1) finuu (1) fit (1) FM Group (27) forum dla przyszłych mam (1) garnier (2) gdzie nosić obrączkę (1) GEHWOL med (1) Giewont (1) gorvita (9) handmade (3) head&shoulders (1) horoskopy (1) horror (1) Inkbook (1) isana (1) iwostin (1) jak działa psychika psa (1) jak pokonać bezsenność (1) jak przedłużyć (1) jak przerobić (27) jak przestać być śpiochem (1) jak ruszyć z miejsca (1) jak skrócić (1) jak skrócić spodnie (1) jak stać się pewnym siebie (1) jak uszyć (13) jak uszyć legowisko (1) jak wychować psa (1) jak zacerować spodnie (1) jak zaszyć dziure w spodniach (1) jak zaszyć dziurę w jeansach" (1) jak zdać egzamin (1) jak zmniejszyć biustonosz (1) jak zrobić legowisko dla psa (1) jedzenie (2) Jelenia Góra (1) joanna (1) jogurt naturalny z dodatkami (1) Kalatówki (1) Karb (1) Karkonosze (3) Kasprowy Wierch (1) keczup (1) kierunek studiów (2) kobieta która... (6) kokardka na włosy (1) kolczyki (1) kołnierzyk bebe (1) komin (2) komin ze swetra (3) Kondracka Przełęcz (1) Kopa Kondracka (2) korektor rozświetlający (1) koronkowa wstawka (2) korpo biurwa (1) kosmetyki do ciała (1) koszula damska (5) Kościelec (1) KPN (1) kredka do oczu (2) krem CC (1) krem do rąk (2) krem do stóp (2) krem do twarzy (3) krem pod oczy (2) krem przeciw blizom (1) krewniacy (1) książki (1) kuchnia (2) kulturalnie (1) kupujący (1) L'OREAL PARIS ELSEVE (1) lakier do paznokci (7) lakier do włosów (1) lampiony (1) legowisko dla psa (1) libster blog award (2) lifestyle (1) list do samej siebie (1) loreal (1) łagodzenie opuchnięć (1) łączenie kolorów hybryd (1) łupież (1) mahoń (1) malowanie paznokci (7) Małołączniak (1) Mały Kościelec (1) małżeństwo (1) manicure hybrydowy (5) marion (4) maseczka do stóp (1) maseczka do twarzy (3) maska do rąk (1) masło do ciała (1) masło fińskie (1) maść na bóle krzyżowe (1) maść na zakwasy (1) maść niedźwiedzi ząb (1) maść propolisowa (1) matowa pomadka (1) matowy lakier (1) maybelline (1) męska koszula (1) męska koszulka (1) męski sweter (1) mgiełka matująca (1) miasto 44 (1) mikroelemanty (1) million dollar lips (1) miłość od pierwszego wejrzenia (1) miodowy blond (1) mleczko do demakijażu (1) Morskie Oko (1) motywacja (1) na której dłoni nosić obrączkę (1) na którym palcu nosić obrączkę (1) naturalny złoty blond (1) nawilżanie stóp (1) neutorgena (1) niebieski french manicure (1) niedoskonałości skórne (2) niepełni (1) no-scar (1) noscar (1) nowe mieszkanie (1) obrączka (1) oceania aromatic (1) odżywka do włosów (4) olejek (1) olx (1) ombre (3) opalizujący blond (1) opowiadanie (5) Orla Perć (1) osuszacz do lakieru (1) pakowanie (1) palette (1) pantene (1) pastylki do ssania na gardło (1) paznokcie (21) pedi-spa (1) peeling do ciała (3) perfecta (1) pewność siebie (2) piąta pora roku (1) pielęgnacja paznokci (3) pielęgnacja twarzy (1) pierwszy raz (1) pierwszy trymestr (1) planowanie (1) platforma wiertnicza (1) płyn do higieny intymnej (1) płyn micelarny (2) płytka do zdobienia paznokci (2) pneumovit sept (1) podgrzewacz do wosku (1) podrażnione gardło (1) podróże (15) podszywanie prześwitującego materiału (2) podświadomość (1) pomadka (2) poradniki (1) poszewka na jaśka (2) poszewki bez guzików (1) poszewki na poduszki (1) pośrednicy nieruchomości (1) pozytywnie (1) pozytywny egoista (1) praca (2) praca w korpo (1) prayforparis (1) projekt denko (1) przedłużanie (1) przełęcz ocalonych (1) Przełęcz pod Kopą Kondracką (2) przemoc (1) przepis (2) przepowiadanie przyszłości (1) przeróbka (18) przeróbka spódnicy (1) przeróbki (1) przesuszone dłonie (1) przyjaźń (3) przyjaźń damska (1) przyjaźń damsko męska (1) psychologia (16) puder CC (1) pumice (1) pupa (1) pytania (1) recenzja filmu (24) recenzja kosmetyczna (2) recenzja książki (14) recenzje kosmetyków do ciała (1) recykling (30) relacje (1) relacje partnerskie (3) rękawiczki bez palcowe (2) rogowacenie skóry (3) rozdanie (2) rozjaśniacz w sprayu (1) rozjaśnianie (1) rozmyślenia (1) sakwa na biodra (1) Scholl (1) schwarzkopf (1) secondhand (8) sekret (1) semi hard white (1) semilac (9) seriale (1) skóra sucha (3) skóra szorstka (3) skóra tłusta (2) skóra wrażliwa (3) skromna sukienka ślubna (1) Smerczyński Staw (1) Smocza Jama (1) sny (1) sok (1) sok pomarańczowy (1) spinka do włosów (1) spodnie z dziurami (1) spodnie z koronką (1) spotkanie bloggerek (1) spódnica (1) spódnica maxi (2) spódniczka z paskiem (1) spray do gardła (1) stopy (2) streetcom (1) suche gardło (2) suche usta (3) suchy szampon do włosów (2) sweter (2) syoss (1) sypialnia (1) szampon (2) szampon koloryzujący (2) Szpiglasowa Przełęcz (1) Szrenica (1) szycie (16) ślub (3) ślub na głowie (1) Śnieżka (1) świeca zapachowa (1) świece (1) świecznik ze słoika (1) święta (1) tarka do stóp (1) Tatry (11) Tatry Wysokie (2) telewizja (1) top 5 (1) torebka (1) torebka na biodra (1) torebka nerka (1) TT hair (1) tunika (3) tusz do rzęs (2) tutorial (25) twarz (29) typy kupujących (1) urządzanie mieszkania (1) usta (1) utrata przyjaciela (1) uzależnienie od snu (1) venita (1) versatile blogger avard (1) vichy (1) walentynki (1) wax (1) wibo (1) wielkanoc (1) większa objętość (1) witamina C (1) witaminy (2) włosy (19) włosy wpadające (2) włosy zniszczone (3) Wodospad Kamieńczyka (1) Wrota Chałubińskiego (1) wróżbici (1) wygładzanie włosów (1) wykroje (1) wyniki (1) wzorki na paznokciach (1) z przymrużeniem oka (1) Zadni Granat (1) zaginięcia (1) zalotka do rzęs (1) Zamek Chojnik (1) zauroczenie (1) zbiór truskawek (1) Zbójeckie Skały (1) zdrowa dieta (1) zdrowie (2) ziaja (3) Zielony Staw (1) złote myśli (1) zmniejszanie żakietu (1) zmywacz do paznokci (1) zniszczone dłonie (1) zott (1) zrób to sam (1) zrób to sama (36) zwężanie spodni (1) żel do mycia twarzy (2) żel do stóp (1) żel do ust (1) żel mineralny (1) żel na opuchnięcia (1) żel na siniaki (1) żel pod prysznic (2) żwyioł deepwather horizon (1) życzenia (1)