sobota, 23 lipca 2016

Semi hardi white - czyli jak uratować połamane paznokcie?


Gdy już udało mi się zapuścić paznokcie dzięki hybrydom semilac i kształtu migdałka, zapomniałam o kontynuacji piłowania i straciłam 4 piękne paznokcie u prawej ręki. Na lewej wciąż miałam długie, zadbane paznokcie. Jak żyć? Nie chciałam ich skracać, przecież nie po to je hodowałam, by teraz tak szybko się ich pozbyć. A nierównych paznokci też nie chciałam posiadać. Z pomocą przyszedł prezent od Pana Macieja z semilac dołączony do zestawu lakierów hybrydowych. Dziś przedstawię Wam mojego wybawcę smi hardi white i pokażę, jak krok po kroku przedłużyć paznokcie.


To idealna metoda na kruche paznokcie.
Masz cienkie, krótkie, rozdwajające się paznokcie? Z pomocą przyjdzie semi hard. Odpowiednio utwardzony i nałożony zapewni mocny i twardy paznokieć. Semilac prezentuje cztery kolory semi hard: clear - 29 zł / 7 ml, white  37 zł / 7 ml, milk 37 zł / 7 ml i rose (delikant róż) 37 zł / 7 ml.

Jeszcze nie próbowałam pewnej metody, ale myślę, że nadejdzie i na to czas - gdy nadłamie mi się paznokieć myślę, że semi hard "załata sprawę". Na pewno dam Wam znać, jaki przyniesie efekt owy eksperyment :)

Długa płytka w kilkanaście minut!

1. Pierwszy krok? Trzeba zacząć od przygotowania płytki paznokcia, wypolerowaniu i odtłuszczeniu. Następnie nakładamy bazę na paznokcie i utwardzamy w lampie.


2. Doklejamy szablon i budujemy. Szablony można kupić w wielu kosmetycznych sklepach, a także na allegro. Moje są jednorazowego użytku.



3. U mnie przedłużenie złożyło się z trzech bardzo cienkich warstw. Każda warstwa była utwardzana w lampie uv 2 min. Nie pokrywałam całej płytki paznokcia, bo nie widziałam w tym sensu.


4. Ściągnęłam pęsetą szablon i zaczęłam nadawać moim szkaradom kształt. Moje nowe paznokcie są mega twarde, piłowanie odbywa się niemal jakbym piłowała swoje naturalne paznokcie. Postawiłam po raz kolejny na delikatny migdał. Znów przemyłam cleanerem i zaczęłam zabawę od nowa. Baza, lakier, lakier i top. Każdą z warstw utwardzałam 2 min w lampie uv 36 w.





I oto efekt.



Użyłam kolorków, które już gościły na tym blogu: 035 bright lavender, 021 turquoise i 032 biscuit.





Dodatkowo wskazujący i mały palec potraktowałam syrenką, a serdeczny i kciuk folią transferową.


A tak wyglądają szablony:



Jedyny mankament semi hardi white? To, że przy użyciu koloru lakieru innego, niż biały od wewnętrznej strony widać, że "coś" się działo z tymi paznokciami, sami zobaczcie: ;)


I tutaj lewa ręka z naturalnymi paznokciami:



To był totalny eksperyment. Każdy paznokieć prezentuje się zupełnie inaczej. Folia transferowa nie zrobiła na mnie zbyt dużego wrażenia, raczej rzadko będę sięgać po ten efekt... A Wam jak się podoba? I co sądzicie o semi hard?

Za możliwość przetestowania semi hard white dziękuję firmie semilac :)


wtorek, 19 lipca 2016

5 historii o pośrednikach nieruchomości.


Szukacie swojego mieszkania lub domu? A może chcecie wynająć mieszkanie lub sprzedać swój dom? Uważajcie na pośredników i wybierzcie rozsądnie.

Doświadczył nas spory zaszczyt. Kupiliśmy swoje własne M! Ale nim to nastąpiło, czekała nas długa droga przez mękę. Męka dotyczyła weryfikacji swoich pragnień, niuansów, zderzenia z rzeczywistością, jakimi są pośrednicy i właściciele nieruchomości. Przedstawię Wam 5 historii, mało i średnio zabawnych. Wszystkie wydarzyły się naprawdę. Zapraszam do lektury ;)

1. Pośrednik kasownik.
Typ człowieka, który nie ma czasu na zbędne pierdzielenie. To klienci do niego przychodzą, bo on nie zajmuje się poszukiwaniem ich. Nie ma na to czasu. A gdy już się zjawi, sprawnie umawia na wizytę w mieszkaniu. Nim się obejrzeliśmy wcisnął nam do podpisania umowę o wyłączność, z jakże piękną prowizją 4%! Szybko przeliczasz czytelniku i już wiesz, że w razie zakupu przyjemność kupna mieszkania kosztowała by nas co najmniej 10 000 zł więcej. Zastanawiałeś już się jakie wakacje lub marzenia spełnimy pośrednikowi ofiarując mu tą kwotę? A może wiesz, co za ten hajs dokupilibyśmy lub wyremontowali w kupowanym mieszkaniu? Oburzyliśmy się i próbujemy negocjować. Pośrednik coś tam przebąkuje, że później z szefową ustalimy szczegóły, a teraz szybko podpisujcie, bo za chwilę ma kolejne spotkanie. Podpisujemy i dopiero w domu doczytaliśmy drobnym druczkiem uwagę, że wyrażamy zgodę na NIEnegocjowanie podpisanej kwoty prowizji. A takie było piękne mieszkanie!


2. Pośrednik dręczyciel.
Byliśmy już po kilku wizytach w przeróżnych mieszkaniach. Wiedzieliśmy już, że pośrednicy będą chcieli zedrzeć z nas każdy grosz tylko za sam fakt, że to my SAMI znaleźliśmy ich ofertę mieszkania i wykonaliśmy do nich telefon. Bogaci w nowe doświadczenia z dużym sceptycyzmem oglądaliśmy mieszkanie. Musieliśmy wypytywać o każdy szczegół, bo pośrednik nie dawał z siebie nic więcej, poza faktem włożeniem klucza w zamek drzwi wejściowych. Zażenowani zaangażowaniem pośrednika i wyglądem mieszkania rzuciliśmy, że jeśli się zdecydujemy to sami (z naciskiem na słowo sami) zadzwonimy. Przez kolejne kilka dni nękał nas telefonami. Nie odbieraliśmy, bo pracowaliśmy. Po tygodniu wydzwaniania trafił na mój wolny dzień. On tylko chciał się grzecznie dowiedzieć, czy już się zdecydowaliśmy... Nasza decyzja była oczywista.


3. Pośrednik maruda.
- 3 piętro. Kto w ogóle mieszka na 3 piętrze? - Dyszał pod nosem pan po 50tce maszerując po schodach. - A te okna? Czemu takie brudne? - Kontynuował w mieszkaniu. - No ale spójrzcie Państwo na tą świetną panoramę miasta! Już niebawem wyremontują Wam balkon. - Stwierdził z grymasem na twarzy. Bo okno wychodziło na zajezdnię tramwajową, a na balkon baliśmy się wyjść, w obawie czy się nie zarwie. Pan pośrednik był na tyle autentyczny, że od razu odebraliśmy w jasny sposób jego emocje i opinię o mieszkaniu. Dziękujemy mu za niezmarnowany czas ;)

4. Pośrednik żartowniś.
Myślicie, że opowiedziałam już o wszystkich typach pośrednika? Otóż nie, zdarzają się i żartownisie. Godzina przed spotkaniem - sms, czy wizyta aktualna? Tak, odpowiadamy. Na pół godz przed spotkaniem, gdy jesteśmy już w drodze do mieszkania, dostajemy smsa, czy możemy przełożyć wizytę. Oczywiście, że nie! W odpowiedzi otrzymujemy informację, że ok, widzimy się na miejscu. Na miejscu dzwoni telefon, że nasza biedna pani pośrednik zaginęła w korkach i nie dotrze, ale rozchichotana informuje, że właściciel mieszkania już jedzie i pokaże nam gniazdko. Na właściciela też trzeba było trochę poczekać. Do śmiechu nam po prostu nie było, profesjonalizm przeszedł wszystko. Tym bardziej, że pośredniczka już pół godz wcześniej wiedziała, że nie dotrze w porę. Mieszkanie odrzuciło nas przede wszystkim ceną i niemiłym właścicielem.

5. Wścibski pośrednik.
Zmęczeni po pracy chcieliśmy TYLKO zobaczyć fajne z pozoru mieszkanie. Nie chcieliśmy rozmawiać o tym co jemy na obiad, gdzie mieszkają nasi rodzice, ani czy jesteśmy wierzący. Domyślaliśmy się, że owy Pan próbował z nami nawiązać miłe relacje. Dla nas był po prostu wścibski. Chciał wiedzieć za dużo i mówił o wszystkim, tylko nie o mieszkaniu. Kilkukrotnie zwracaliśmy mu uwagę, po czym zniecierpliwieni pożegnaliśmy się. Przyszliśmy o godz 20 do mieszkania nie na pogawędkę, tylko w konkretnym celu.

O zakupie decyduje przede wszystkim wygląd mieszkania, ale to w jaki sposób zostało zaprezentowane to klucz do sedna sprawy. Tak spartolić sprawę, potrafią tylko niektórzy. Inna sprawa, że gdyby na maksa zależało nam na którymś z mieszkań, pewnie nawet pośrednik - zmora, by nas nie wystraszył. Niestety gra nie była warta świeczki ;)

A Wy jak wspominacie pośredników nieruchomości? :)

niedziela, 10 lipca 2016

Creme care mleczko oczyszczające NIVEA.

Nivea kojarzy mi się przede wszystkim z dzieciństwem. Małe, okrągłe, granatowe pudełeczko było receptą na pozbycie się "makijażu" z przedszkolnego balu przebierańców, na suchą skórę, do nawilżenia dziecięcej buźki. Zawsze był w moim domu i zawsze moja skóra pozytywnie na ten krem reagowała, pozostało tak aż po dzień dzisiejszy. Gdy dostałam propozycję testowania mleczka oczyszczającego zgodziłam się niemal od razu!

Kilka informacji z opakowania:


Cena: 13-17 zł / 200 ml

Moja opinia:
Pierwsza rzecz, która zwróciła moja uwagę to opakowanie. Butelka dość solidna z zamknięciem typu klik-on, dzięki któremu zawartość nie wycieka w ekstremalnych sytuacjach, nawet podczas podróży. Dobrze dopasowuje się do kształtu dłoni. Zapach - typowa nivea. Ja go uwielbiam :) na skórze pozostawia przyjemnie pachnący film. Lekko tłusty, ale niezbyt nachalny. Zmywa makijaż tak, jak tego oczekuję. Szybko i bezboleśnie. Nie podrażnia oczu - za co mega plus!! Nie ma mowy o pieczeniu, ani jakimkolwiek łzawieniu. Nie podrażnia skóry, za to fantastycznie oczyszcza, delikatnie nawilża i przygotowuje twarz do dalszej pielęgnacji. Nie wiem jak radzi sobie z tuszem wodoodpornym, bo po prostu takiego w swojej kosmetyczce nie posiadam. Konsystencja - typowe mleczko do demakijażu. Szczerze? Nie widzę minusów!! Mimo, iż kosmetyk dostałam za darmo, fakt nie wpłynął na moją opinię. Naprawdę polecam, dobry kosmetyk w dobrej cenie.


A Wy? Miałyście już okazję testować kosmetyk? :)



poniedziałek, 4 lipca 2016

Odsłona mocno letniego manicure - semilac 023 banana.



Lubicie bananowe, pełne słońca paznokcia? Semilac przygotował dla nas świetną barwę, idealną na lato :)

Jako, że jest to pastelowy kolor nałożyłam 3 warstwy samego koloru. Tak, jak poradziła w komentarzu jedna z czytelniczek kilka postów temu  - zamiast 3, można użyć jednej warstwy białego koloru. Dzięki za radę, jak już zakupię białą hybrydę na pewno wypróbuję! :D

Na niektóre paznokcie nałożyłam pomarańczowy brokat, co nie do końca było dobrym pomysłem. Efekt zdecydowanie nie zachwycił :(

Wybaczcie mi moje suche skórki, na zdjęciach potęgują swój zły wygląd :(





Do stworzenia manicure hybrydowego użyłam bazy i topu semilac. Każdą warstwę utrwalałam po 2 minuty w lampie uv 36 W. Manicure wytrzymał 2 tygodnie.

Inne kolorki semilac możecie zobaczyć w poniższych postach:

032 bicuit
022 Mint i 035 Bright Lavender
021 tourqouise
082 Luminous Cyclamen
114 Shooting Star
096 Starlight Night 

Lubicie hybrydy? Jak oceniacie firmę semilac?

piątek, 1 lipca 2016

Farba do włosów Joanna 210 naturalny blond.


W blondzie czuje się najlepiej, ale to już wiecie :) Przy ostatnim farbowaniu chciałam spróbować nieco innego odcienia. Sięgnęłam po farbę Joanna 210 naturalny blond. Pamiętam kolor włosów modelki z wcześniejszego opakowania. Był dużo jaśniejszy. Zawierzając swojej intuicji i pamięci bez wahania sięgnęłam po 2 opakowania farby.


Trochę informacji z opakowania:



Moja opinia:

Kto zna farby Joanna ten wie, że w środku znajdziemy farbę w tubce, utleniacz 9% i rękawiczki. Całą mieszankę rozpuszczamy w miseczce i ładujemy pędzelkiem na włosy. Mam dość cienkie i rzadkie włosy, aktualnie sięgają do 3/4 długości moich pleców. Spokojnie wystarczyłoby 1,5 opakowania, ale zużyłam dwa, nie żałując farby. Chciałam, żeby wyrównał się koloryt na całej długości. Oczywiście farby rozrabiałam jedna, po drugiej. Gdy zużyłam pierwszą, dopiero wtedy mieszałam drugą w porcelanowej miseczce. Zgodnie z fryzjerską zasadą, farbowanie zaczęłam od tyłu (bo podobno z tyłu głowy są najciemniejsze włosy). Zapach - śmierdzący, jak u każdej farby ;) Konsystencja - średnio gęsta, dobrze nakłada się ją pędzelkiem do farbowania włosów. Na włosach trzymałam chyba około godziny. Nieco straciłam rachubę czasu ;) Zmywa się z włosów łatwo, nie zauważyłam żeby niszczyła je z jakąś mega intensywnością. Kolor? Ładny. Zależny od światła, o czym świadczą poniższe zdjęcia. Śmiem twierdzić, że to właśnie TEGO oczekiwałam. Nie zmywa się z włosów. Farba ładnie pokryła odrosty. Pochwalę się nawet, że kilka osób, które niedawno poznałam pytało, czy to mój naturalny kolor włosów. Do głowy im nie przszyło, że mogą być farbowane ;)) 

Cena : 5-7 zł / opakowanie



 I kilka zdjęć po farbowaniu z flashem do porównania :)






Osobiście - bardzo polecam :)

A Wam jak podoba się kolor? Używałyście już tej farby? :) 


wtorek, 28 czerwca 2016

Bju SPA olej marula 100% naturalny.


Olej marula bije na łeb swoimi drogocennymi właściwościami. Zamknięty w tej małej buteleczce "skarb ziemi afrykańskiej" może okazać się pomocną dłonią w walce o doskonałe nawilżenie skóry twarzy, włosów, czy jako kompan do maseczek lub po prostu olejowania twarzy.

Informacje od sprzedawcy z TEJ  strony:

Olej Marula jest wersją całkowicie naturalną, nierafinowaną, wytłaczaną na zimno nasion owoców drzewa Marula.  . Dzięki temu olej ten zachowuje naturalny kolor, bogactwo składników aktywnych oraz
delikatnym charakterystyczny zapach.

Olejek Marula to skarb Afryki pozyskiwany z pestek owoców z drzewa Marula. Właściwości te, produkt zawdzięcza wysokiemu stężeniu jednonienasyconych kwasów tłuszczowych oraz zawartości naturalnych antyoksydantów. Zawiera kompleks witamin i jest niezwykle odporny na utlenianie.

Ceniony zwłaszcza za silne działanie nawilżające i wygładzające i jest
dobrze przyswajany przez skórę. Doskonale sprawdza się w walce z suchą i spękaną skórą,  podrażnieniami i oznakami starzenia oraz jako oliwka do masażu dla dzieci. W pielęgnacji włosów wykazuje działanie nawilżające, ochronne i nabłyszczające. Wykorzystuje się go również jako krople do uszu i nosa. Może być stosowany w nawilżających balsamach, mleczkach i masłach do ciała. Świetnie  nadaje się do pielęgnacji skóry głowy i włosów.
 
SPOSÓB UŻYCIA:
Jako pielęgnacyjny olejek stosowany samodzielnie do twarzy (również na okolice oczu),
ciała, włosów lub w połączeniu z innymi preparatami pielęgnacyjnymi.

Do każdego rodzaju skóry, łącznie z wrażliwą i alergiczną. 

Informacje zawarte z TEJ strony:

Olej MARULA:
- polecany jest zarówno do pielęgnacji skóry jak i włosów,
- olej o wysokiej stabilności, który przedłuża trwałość innych, delikatnych olejów,
- jest to olej o silnym działaniu antyoksydacyjnym, zwalcza wolne rodniki,
- dzięki zawartości nienasyconych kwasów tłuszczowych, olej wbudowuje się w struktury skóry, dzięki temu wzmacnia barierę lipidową skóry i poprawia stopień jej nawilżenia,
- wykazuje działanie gojące i regenerujące,
- działa przeciwzmarszczkowo, poprawia elastyczność skóry, chroni przed rozkładem kolagenu,
- działa antybakteryjnie, jest odpowiedni również w przypadku skóry trądzikowej, z bliznami potrądzikowymi,
- odpowiedni do pielęgnacji okolic oczu,
- polecany do masażu w trakcie ciąży, aby zapobiegać rozstępom, jak również do masażu antycellulitowego,
- polecany także w pielęgnacji włosów i skóry głowy, nadaje włosom miękkość, jedwabistość i połysk, eliminuje suchość skóry głowy,
- odpowiedni do pielęgnacji rąk i paznokci.


Moja opinia:
Bezzapachowy olejek stosowałam głównie do masażu twarzy. Zabieg wykonywałam głównie zaraz po parówce. Buteleczka szklana z nakrętką z powodzeniem mogłaby zastąpić plastikową z atomizerem. Łatwiej byłoby wówczas kontrolować ilość wydobywanego olejku. W przeciwnym razie trzeba mocno uważać, by nie wylać za dużo. Nadmiar oleistej konsystencja spływa po dłoniach. Świetnie nawilża twarz, nie spowodował u mnie żadnych uczuleń, wyprysków, ani alergii. Stosowałam go również na końcówki włosów, zaraz przed myciem głowy. Ewidentnie dodawał im energii i blasku. Nawet sprawiały wizualne wrażenie nieco mniej zniszczonych.

Mam problem ze skóra stóp, która od zawsze wymaga szczególnej pielęgnacji i tony nawilżenia. Na przesuszone pięty olejek po prostu się nie sprawdził. Były to najwyraźniej zbyt ekstremalne warunki dla niego.

Jako olejek do masażu twarzy świetna sprawa, polecam!

Cena: w zależności od wielkości : 35,99 zł (+ KW) / 30 ml
                                                         14,99 zł (+KW) / 10 ml



Olejek otrzymałam na spotkaniu bloggerek w Poznaniu 6 marca br. Za możliwość przetestowania dziękuję firmie:



A Wy? Próbowaliście już tego olejku? :)

sobota, 25 czerwca 2016

Jak poradzić sobie z wampirami energetycznymi?


Wampiry energetyczne, które czają się na każdym rogu. W kolejce sklepowej, w pracy, na przystanku autobusowym, czy też na forum internetowym. Zrzędzą, spoglądając krzywo rzucają obelgi, bezpośrednie lub aluzje. Wszystko po to, by zwrócić na siebie uwagę innych. I oddać im też swój parszywy humor, bo dzięki temu czują się lepiej...

Znacie takie typy ze swojego otoczenia?
Aż ciśnie się na język, by wytępić tego typu permanentnych pesymistów na zawsze. Bo ileż można utrzymać dobry humor, jeśli chce się czym prędzej wyjść ze sklepu, wysiąść z autobusu, wyjść z pracy, a zrzędzenie zagłusza nawet muzykę w słuchawkach? Ile trzeba mieć w sobie woli do walki, by obronić swoje dobre myśli.

Co oni z tego mają?
Nie powiedzą ci tego wprost. Ale cieszą się, że zabrali ci twój dobry humor, że ich dostrzegłeś i dołączyłeś do zrzędzenia. W kupie siła. A o to przecież chodzi. By narzekać i rozsiewać zły światopogląd. By przyciągać wszystko co złe, a potem użalać się nad własnym losem...

A kysz z tyranami! 
Do napisania postu, sprowokował mnie jeden komentarz w sieci. Dziewczyna szukała na forum pracy. Młoda, zaraz po 18stce, chciała dorobić do wakacji. Zwaliła jej się na "głowę" lawina komentarzy, w których zarzucano jej bezmyślność (bo kto szuka pracy na miesiąc), niedojrzałość (bo jak śmie pisać, że ma 18 lat) i wróżono, że nigdy żadnej normalnej pracy nie znajdzie. Podsumowując - cokolwiek by napisała, zawsze byłaby zmieszana z błotem.

Pisząc ten post umysł posunął mi wiele różnych, niemiłych obrazów. Sytuacji z życia codziennego. Na szczęście robiłam wszystko by nie brnąć w nie i nie podnosić sobie aż nadto ciśnienia. I to polecam wam na co dzień. Odsuwać negatywne myśli i stwierdzenia innych. Nie analizować ich, ani nie zagłębiać się, jeśli was nie dotyczą. Żyć w uśmiechu, mimo wszystko.

A Wy jakie macie sposoby na radzenie sobie z wampirami energetycznymi?

środa, 22 czerwca 2016

Wax Kamilla ColourCare, maska do włosów farbowanych na kolory jasne. Szampon głęboko oczyszczający.


Duet od firmy Pilomax otrzymałam na spotkaniu bloggerek w marcu br. w Poznaniu. Maski wax miałam przyjemność testować będąc nastolatką. Nie przypominam sobie jednakże spektakularnych efektów z tamtego okresu. Nie pamiętam również, jaka to była maska i jakie efekty były oczekiwane. Dzisiaj zajmiemy się maską do włosów farbowanych na kolory jasne i do skóry głowy. Pod lupę weźmiemy również szampon głęboko oczyszczający przed maskami wax.

Zacznijmy od zapewnień z opakowań:




MASKA WAX:

Duży plus za gęstą konsystencję i opakowanie z zamykanym wieczkiem, które pozwala do cna "wygarnąć" całą maskę ze środka. Ładnie pachnie, tak kwiatowo i świeżo. Fajnie zapach utrzymuje się na włosach. Kosmetyk stosowałam skrupulatnie 2 razy w tygodniu, zaraz po umyciu włosów szamponem głęboko oczyszczającym wax. Wcierałam w skórę głowy i aplikowałam na całej długości. Trzymałam około godziny. Po spłukaniu maski, włosy fantastycznie się rozczesywały, ale niestety wciąż zachowały tendencję do puszenia. Efekt nie zmienił się, aż do samego końca. Farbuję włosy na kolory blond, więc nie ukrywajmy - moje włosy są zniszczone. Ale wciąż, niezależnie co bym robiła, są miłe w dotyku i z połyskiem. Dbam o nie tyle, na ile muszę. Codziennie myję, bo się przetłuszczają. Staram się nakładać maski i nawilżać, bo mam okrutnie suche włosy od połowy długości. I tyle z pozytywnych aspektów. Poza tym zdarza mi się iść spać w mokrych włosach, czy prostować lub kręcić włosy w wysokich temperaturach. Maska miała nadać moim włosom nawilżenie i odbudować zniszczone struktury, niestety z tym faktem było mocno średnio, efektu wow niestety nie było. Miałam wrażenie, że nie było różnicy między przed, a po zastosowaniu kuracji. Może potrzebowałabym większej dawki? Ale za to włosy zaczęły rosnąc w fenomenalnym tempie! Najlepiej dostrzec to mogłam po odrostach. Zazwyczaj włosy rosły mi około 1,5 cm miesięcznie. Pod koniec kuracji przyśpieszyły do 4 cm. Poza tym pojawiło się mnóstwo babyhair. Trudnych do ujarzmienia, ale same wiecie, jak babyhair są kochane. Wiele można im wybaczyć :) Podsumowując: maska nie pomogła w wizualnym wyglądzie moim włosom, ale za to świetnie wpłynęła na ich porost. Nie wywoła ani łupieżu, ani nadmienianego wypadania włosów, ani żadnych alergii (wszystko pozostało w normie).

Cena: 20-25 zł / 240 g




Szampon do włosów głęboko oczyszczający:
Rzadka konsystencja i mam wrażenie, że mało wydajny. Zapach ładny, świeży, niemal kwiatowy. Po nałożeniu na włosy i spłukaniu, włosy stawały się mega szorstkie w dotyku, rozczesanie bez wyrwania włosów było niemal niemożliwe. Szampon za to świetnie sobie radzi ze zmywaniem olejku rycynowego. Stosowałam go tylko i wyłącznie przed nałożeniem maski wax, a teraz bezpośrednio przy zmywaniu olejku rycynowego. Nie odważę się go stosować w innych przypadkach.

Cena: 18-20 zł / 200 ml

Mieliście okazję zaznajomić się z tymi produktami wax? Jak się u Was sprawdziły? :)

Za możliwość przetestowania dziękuję firmie:


niedziela, 19 czerwca 2016

A może coś na ząb? Monte Balanced :)



Jakiś czas temu zostałam zakwalifikowana do kampanii Monte Balanced. Do dyspozycji miałam 6 - sześciopaków. Czyli 36 małych kubeczków (55 g). 18 z nich miałam do rozdysponowania między moich przyjaciół i znajomych. Pozostałe 18 kubeczków było dla mnie i rodziny. Jesteście ciekawi jakie wrażenie wywarło na nas Monte Balanced?

Zacznijmy od szczegółów.
Pozwolę sobie zacytować informacje, które otrzymałam wraz z zestawem startowym :)

W Monte Balance znajdziesz:
Prawie 30% mniej kalorii niż w klasycznym Monte
50% mniej tłuszczu oraz mniejszą zawartość cukru
36% więcej białka w porównaniu do klasycznego Monte

Do tego, jak każde Monte nie zawiera:
Barwników
Żelatyny
Konserwantów
Glutenu

Receptura Monte Balance została oparta na najnowszych badaniach na temat zalecanej
dziennej dawki spożycia poszczególnych składników przy standardowym poziomie
aktywności fizycznej. Jest zgodna z EU Pledge - porozumieniem producentów żywności
w Unii Europejskiej, wyznaczającym standardy dla składu i promocji produktów
spożywczych skierowanych do dzieci poniżej 12 roku życia.





Podczas testów wielokrotnie pojawiało się pytanie, gdzie można kupić owy, smaczny deserek. Dlatego też podaję listę sklepów, w których możecie szukać Monte Balanced:
Auchan
Carrefour
Eko
Elea/Simply
Leclerc
Piotr i Paweł
Intermarche
Stokrotka
Tesco.

Cena za 6-pak : około 5-6 zł.


 Pamiętam smak Monte z dzieciństwa. Kojarzy mi się z beztroskim czasem, pełnym przygód, letnimi wieczorami i smakiem... truskawek. Dlatego najchętniej wcinam go, jako drugie śniadanie maczając w kubeczkach truskawki. :) Zazwyczaj wersje dietetyczne produktów tracą swój pierwotny, wspaniały smak. Nic takiego nie dzieje się w przypadku Monte Balanced. Byliśmy pozytywnie zaskoczeni, że smak nadal pozostał ten sam.


Osoby, które poczęstowałam kubeczkami zajadały się ze smakiem deserem. Nie mówiąc nawet o dzieciach, które chciały więcej i więcej... ;)

Czy to nie wspaniała wiadomość, że można na drugie śniadanie lub podwieczorek, nawet będąc na diecie wszamać kubeczek lub dwa czekoladowego deseru, bez nieprzyjemnych konsekwencji? Dla mnie BOMBA :D



A Wy próbowaliście już Monte Balanced? :)


O MNIE

Moje zdjęcie
24-latka z uśmiechem patrząca na życie. Mol książkowy, zakochany w podróżach. Etatowiec, w wolnych chwilach przerabiający ubrania i grzebiący w DIY. Lubi pisać, od zawsze. A tutaj dzieli się z Wami swoimi przemyśleniami. Zapraszam do zakładki O MNIE. Przedstawiam genezę i cel prowadzonego przeze mnie bloga ;)

Proszę, pomóż mi się rozwijać :)

Ankieta bloggowa 2016

Chcę poznać Was i Wasze opinie na temat bloga. Jak Wam się go czyta, co Wam się podoba, a co Was zniechęca i nudzi? Proszę Was o wypełnien...

Łączna liczba wyświetleń

OBSERWATORZY

INSTAGRAM

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *