piątek, 21 lipca 2017

Stara miłość nie rdzewieje.


Aga przeglądała zdjęcia na fejsbuku, gdy na jednym z nich zobaczyła JEGO. - Ale się zmienił... i chyba przytył. - Pomyślała. - Ale zaraz, kim jest ta blondynka u jego boku? Czy to... Estera? - Wstrzymała oddech na kilka sekund. 

Ile to już minęło czasu? - W jej głowie kotłowały się myśli, choć nie powinny. Bo ich drogi przecież rozeszły się już dawno temu. Na długo, zanim poznała swojego obecnego męża. Dawid, jak widać też ułożył swoje życie na nowo. Co prawda, ze swoją byłą, Esterą, ale jednak. Co tak naprawdę najbardziej bolało Age? Czy to, że jest szczęśliwy? Czy to, że gdy był z nią wciąż kochał Esterę? Gdy wypowiadał jej imię w namiętnym uścisku, myślał o niej? - Myśli dudniły w jej głowie i nie dawały chwili wytchnienia. Czy zdrada w myślach może aż tak boleć?

W pewne wrześniowe popołudnie, gdy w pełni szczęścia przechadzali się parkiem stopionym jesiennymi liśćmi, zaczepił ich wysoki brunet. Darek, bo tak, jak miał na imię w pierwszej chwili pomylił Agę z Esterą. To właśnie wtedy odkryła, jak wielkie znaczenie ma dla Dawida to imię i kim jest kobieta, bliźniaczo podobna do niej. Czy szukał tego samego typu? Klin, klinem?


Związek Agi i Dawida był, jak wulkan. Zniszczył wszystkich wielbicieli Agi, odepchnął Esterę. Aga była swoistym opatrunkiem, na poharatane serce kryzysem związkowym Dawida. Ich namiętność epatowała na wszystkich wokół. I tak samo szybko, jak wszystko się zaczęło, tak samo szybko się skończyło. Nawet nie wiedziała, co poszło nie tak. Może zbyt wysoka temperatura w łóżku, a może... po prostu nie była Esterą? Może Dawid w końcu zrozumiał, że nigdy nią nie będzie.

Gdy wychodziła za mąż, ani przez chwilę nie myślała o byłym kochanku. A wystarczyło jedno zdjęcie, po latach, by znów poczuć ukłucie zazdrości. Choć gdyby miała cofnąć czas, nigdy niczego by nie zmieniła. Nie wymieniłaby swojego męża na Dawida, ani próbowałaby łatać tego co było. Najbardziej jednak ze wszystkiego bolało ją, że nigdy nie powiedział jej prawdy o wciąż trwającej miłości do Estery...

Post z cyklu opowiadania.

poniedziałek, 17 lipca 2017

Przerób stare dżinsy na spodnie ciążowe! DIY


Pamiętacie, gdy w kwietniu na moim Instagramie KLIK  zastanawiałam się nad przeróbką dwóch par spodni, na ciążowe? W czerwcu brzuszek zaczął być już tak widoczny, że na gwałt potrzebowałam czegoś wygodnego, a najlepiej ciążowego! Pod ostrze igły, poszły spodnie, ekstremalne biodrówki. Pisałam już Wam, że przed ciążą miałam na nie sporo pomysłów. W grę wchodziła nawet utylizacja. Ale chwała mi za to, że ostatecznie nadal trzymałam je w szafie :) W sklepie spodnie ciążowe można kupić za 60-100 zł. Niby nie majątek, ale po co przepłacać, jeśli można wyczarować spodnie samemu w domu? Przecież i tak za kilka miesięcy staną się nieużyteczne. Zainteresowani?

Co potrzebujemy?

- dżinsy,
- materiał - może to być stara mini spódniczka, albo bluzka. Ważne, żeby materiał był elastyczny i się rozciągał.
- igła, nitka, nożyczki,
- opcjonalnie maszyna do szycia,
- godzinka czasu.

Użyłam bluzki bez ramiączek.

Krok 1.
To krok bardzo ryzykowny. Wycięłam w moich dżinsach cały pasek wraz z rozporkiem. Generalnie polecam to robić tylko w przypadku spodni z wysokim stanem. W przypadku biodrówek zalecam wycięcie jedynie rozporka. Takie głębokim wycięcie w biodrówkach skutkuje niestety lekkim obsuwaniem się spodni podczas chodzenia. Zorientowałam się o popełnionym błędzie dopiero, gdy ukończyłam pracę. Na pewno w kolejnych postach z serii DIY pokażę Wam, jak błąd ominąć ;)


Krok 2.
Zabezpieczamy to co wycięliśmy przed pruciem. Czyli obszywamy - overlockiem lub zygzakiem na maszynie, albo ręcznie (w tej opcji zajmie to niestety sporo czasu).



Krok 3.
Upinam szpilkami bluzkę do spodni w takie formie, jak docelowo powinna być. Tutaj polecam mierzenie spodni i upinanie materiału na sobie. Potem już tylko przyszywamy :)



Krok 4. Efekt końcowy.





I to, jak wygląda na mnie:


W moje ręce wpadły jeszcze dwie pary spodni, które przerobiłam nieco inną metodą, którą uważam za dużo lepszą. Na pewno wkrótce pokażę Wam jak wyszło ;)

Teraz spodnie nie duszą mnie w najważniejsze miejsce - brzuch. Elastyczny materiał trzyma je dość dobrze, choć gdybym nie wycięła paska, efekt byłby dużo lepszy, ale o tym innym razem ;)

Piszcie, jak Wam się podoba :)

piątek, 14 lipca 2017

Justin Bieber - Girlfriend, woda perfumowana dla kobiet.


W ubiegłym roku na spotkaniu blogerek w Poznaniu KLIK, otrzymałam wodę perfumowaną w świetnie prezentującym się etui. Za prezent dziękuję Panu Jakubowi Kozińskiemu. Czemu dopiero teraz piszę o owym zapachu? Bo dopiero teraz mogę rzetelnie wypowiedzieć się na ten temat, ale o tym niżej ;)

Głowa zapachu:
gruszka, truskawka, jeżyny, mandarynka

Serce:
morela, kwiat pomarańczy, frezja, jaśmin

Podstawa:
piżmo, bursztyn, orchidea.


Zapach jest naprawdę... słodki i mega trwały. Zdecydowanie nie moje nuty zapachowe. Długo nie wiedziałam komu owy zapach może przypaść do gusty, aż na jednym ze spotkań rodzinnych nastoletnia kuzynka okazała się być miłośniczką przesłodzonych zapachów. Mimo, iż fanką Justina Biebera nie jest, zapach przypadł jej do gustu na maksa. Flakonik nie dość, że fajnie się prezentuje, to jest mega wydajny i konkretnie trwały. Na podstawie jej słów zdecydowanie polecam ;)


Poznaniaków zapraszam na Rondo Rataje, gdzie znajduje się sklep z oryginałami - Perfumy Poznań.

środa, 5 lipca 2017

Mój mistrz pielęgnacji - czyli szczoteczka elektryczna Oral-B Genius 9000


Zacznę od bardzo ważniej informacji - moje zęby to dramat! Nie pod względem wyglądu, budowy, czy też kolorytu. Przez pewne zaniedbania w dzieciństwie niemal wszystkie moje zęby pokrywają plomby. Co oznacza, że z próchnicą znam się za pan brat, a do stomatologa wybieram się minimum raz na pół roku. Nawet nie wiecie jaka była moja radość, gdy zostałam ambasadorką elektrycznej szczoteczki Oral-B Genius 9000. A kto śledzi mnie na Instagramie, ten wie :D Pierwsze co przyszło mi na myśl, to fakt, iż może wreszcie zaoszczędzę na dentyście (bo nie ukrywajmy usługi stomatologiczne z zakresu NFZ wołają o pomstę do nieba). Jesteście ciekawi, jak wypadła szczoteczka w testach? Zapraszam :)


Co wchodzi w skład zestawu Oral-B Genius 9000?
- elektryczna szczoteczka;
- 4 wymienne końcówki szczoteczek, do 4 różnych trybów czyszczenia;
- instrukcje obsługi;
- przenośne etui wraz z ładowarką;
- ładowarka wraz z podstawką;
- etui na szczoteczki;
- uchwyt na telefon.

 
Jakie tryby oferuje szczoteczka?

"Tryb czyszczenia codziennego zapewnia podstawowe czyszczenie każdego dnia.

Tryb pielęgnacji dziąseł wykorzystuje masaż, aby łagodnie stymulować dziąsła.

Tryb delikatnego czyszczenia wykorzystuje mniejszą prędkość, dzięki czemu zęby
i dziąsła są czyszczone w łagodniejszy sposób.
W trybie wybielania zastosowano zmiany prędkości, by łagodnie wypolerować zęby oraz usunąć przebarwienia.
Tryb Pro-Clean zapewnia intensywne czyszczenie dzięki szybszym ruchom 3D - obejmuje ono ruchy oscylacyjne, rotacyjne i pulsacyjne, aby rozbijać i usuwać nawet do 100% więcej płytki nazębnej."

Z którego trybu korzystam?
Ze względu na krwawiące dziąsła, których winowajcą jest mój błogosławiony stan zdecydowanie stawiam na tryb delikatnego czyszczenia. Inne są dla mnie zbyt mocne na tą chwilę. Po ciąży zdecydowanie przerzucę się na inny tryb.



Jakie wrażenia?
Po pierwszym myciu miałam wrażenie, że nigdy w życiu nie miałam tak czystych i lśniących zębów. Szczoteczka manualna, od razu poszła w kąt. Przyznam się, że w trakcie minionych 4 tygodni testowania szczoteczki przez jeden wieczór i jeden poranek musiałam użyć szczoteczki manualnej. Powód? Najzwyczajniej w świecie zapomniałam zabrać ją z domu wyjeżdżając do koleżanki. Jak się czułam? Jakbym miała brudne zęby!!!! Szorowałam je ponad 4 minuty, a nadal brakowało mi tego efektu świeżości. Miałam wrażenie, że zwykła szczoteczka nie dociera we wszystkie miejsc. Oral-B nie ma sobie równych. Od tamtego wyjazdu owego błędu więcej nie powieliłam i w każdą możliwą podróż za każdym razem zabierałam szczoteczkę w podróżnym etui.
A samo etui, nie dość, że świetnie wygląda, idealnie przechowuje wymienne końcówki, jak i samą szczoteczkę, perfekcyjnie trzyma smartfon, do tego jeszcze może służyć jako power bank. Extra!


Co wyróżnia szczoteczkę Oral-B Genius 9000 na tle innych, elektrycznych szczoteczek?
Oral-B Genius 9000 łączy się za pomocą Bluetooth z aplikacją w smartfonie. Po co? Po to, by monitorować postępy, wskazywać na obszary "większej troski". Po to by dobierać odpowiedni typ pielęgnacji naszego uzębienia. I wreszcie by przypominać o czyszczeniu języka, płukaniu jamy ustnej, czy też nitkowaniu. Przyznam szczerze, że zawsze miałam problem, by pamiętać o płukaniu ust. Teraz, gdy korzystam z aplikacji nie zdarzyło mi się to ani razu. Dzięki uchwytowi możemy przymocować smartfon do lustra, czy też do kafelek w łazience. Inteligentny program wyłapie nawet położenie szczoteczki w jamie ustnej i pokaże, które partie zostały doczyszczone, a które nie. Gdy za mocno przyciśniemy szczoteczkę od razu czerwone światełko nas o tym poinformuje. A co jeśli zapomnimy zabrać smartfon do łazienki? Nie trzeba się po niego wracać, szczoteczka zapamiętuje program, wibruje w momencie, gdy trzeba przejść do kolejnej partii czyszczenia zębów, tak aby czas czyszczenia wyniósł minimum 2 minuty. Przy najbliższej możliwej okazji sesje są synchronizowane z aplikacją i sami możemy oceniać swoje postępy, zmieniać program, ustawiać programy, czy też przypomnienia.


Jakie zalety?
- jedno ładowanie wystarczy na 12 dni użytkowania po naładowaniu;
- elegancki wygląd;
- perfekcyjnie czyste zęby;
- fantastyczne etui podróżne;
- świetne opakowanie dla końcówek - pozwala im wyschnąć, jednocześnie chroni przed kurzem i innymi zanieczyszczeniami;
- tryby czyszczenia idealnie dostosowane do potrzeb.



Jakie wady?
- Nie wierzyłam, że to napisze - ale BRAK!

Tuż przed rozpoczęciem testów zakończyłam leczenie stomatologiczne i z gabinetu wyszłam z wypielęgnowanymi, zdrowymi zębami. Za parę miesięcy edytuję post i napiszę, czy rzeczywiście użytkowanie szczoteczki przyczyniło się do poprawy stanu mojego uzębienia i zmniejszenia jego podatności na próchnicę.

Na tą chwilę jestem w 100% na TAK i nie zamierzam się rozstawać ze szczoteczką #poprostugenius !

Fakt, iż zostałam ambasadorką Oral-B nie miało wpływu na ocenę szczoteczki.

środa, 14 czerwca 2017

Poradnik dla leniwych - jak szybko posprzątać mieszkanie?

Jestem typem leniwca, który lubi mieć czysto w domu, ale nie lubi sprzątać. Uwielbiam, gdy panele lśnią, w kątach nie ma ani grama kurzu, dywan perfekcyjnie pozbawiony jest wszelkich roztoczy i włosków. I jak to wszystko ogarnąć, gdy ma się w domu psa?

Psa, którego sierść nie należy do najkrótszych. Psa, który na przełomie marca, gubił tonę sierści!! Nie pomagało wyczesywanie, a ja zrozpaczona nie wiedziałam, jak żyć!! Wiecie, jaki jest problem przy panelach? Widać niemal każdą smugę i tak naprawdę najlepiej byłoby myć je na kolanach. Ale jestem w ciąży, wiec no way!

Jak wyglądało to w praktyce?
Mieszkanie należało zamieść, a następnie umyć mopem. Chyba nie muszę mówić, że zmiotka nie była w stanie zamieść całej sierści, za to mop perfekcyjnie ją znajdował i pozostawiał kłęby kłaków. Po mopowaniu nadszedł czas na czekanie, aż podłoga wyschnie i kolejne zamiatanie. W sumie z czekaniem 2-3 h, 2-3 razy w tygodniu. Czyli od 4 do 9 godzin tygodniowo. Ileż można?! Na szczęście z ratunkiem przyszedł Philips PowerPro Aqua 3w1. I od razu zaznaczę, że nie jest to żaden wpis sponsorowany. Z firmą Philips nie miałam przyjemności współpracować.


Opinie.
Zanim kupiłam owy odkurzacz bezprzewodowy naczytałam się masy opinii. Ile ludzi - tyle wniosków. Spore grono osób było na nie, pisząc, że z odkurzacza wysypuje się to i owo, i że nie jest w stanie równać się z klasycznym odkurzaczem. Pozwólcie, że od razu zweryfikuję informacje na podstawie swoich doświadczeń. W odkurzaczu Philips FC6405/01 PowerPro Aqua 3w1 mamy bardzo mały zbiorniczek na kurz. W zależności, jak bardzo mamy zapuszczone mieszkanie, tak często należy zbiorniczek w trakcie jednego sprzątania opróżniać. Jeżeli ktoś po odkurzaniu nie wyczyści urządzenia, tylko wstawi go w kąt - to nie ma się co dziwić, że z przepełnionego zbiornika coś się wysypie.
Ludzie burzyli się również na fakt, iż nie radzi sobie w kątach i przy listwach. I tutaj mają w 100% racje. Na szczęście zakupiony Philips PowerPro Aqua 3w1 został wyposażony w odkurzacz ręczny, który rozwiązuje problem z niedostępnymi miejscami do zera. Świetnie radzi sobie z odkurzaniem kanapy, czy też materaca.

Przejdźmy zatem do szczegółów!



PLUSY:
+ mega lekki i poręczny. Nawet dla mnie, ciężarnej sprzątanie nie stanowi problemu.
+ odkurzam i jednocześnie myję podłogę. Perfekcyjnie! Usuwa nawet zaschnięte plamy. I urządzenie zużywa tyle wody, że podłoga wysycha w ciągu kilku minut.
+ dba o podłogę. Mało zużytej wody = mało wody, którą panele mogą wpić = większa troska!
+ bezprzewodowy, nie trzeba ciągnąć za sobą kabla.
+ łatwy w czyszczeniu. Sam zbiorniczek na kurz, jak i zarówno filtr możemy umyć i pozbyć się roztoczy, dzięki czemu odkurzacz wciąż wygląda jak nowy. Ale uwaga, trzeba czyścić za każdym razem!
+ turboszczotka perfekcyjnie zbiera moje i psie włosy wygrzebując je z najgłębszych warstw dywanu.
+ tryb MAX pozwala dosadnie przyssać się do czyszczonej powierzchni, ssanie jest tak duże, że kurz i sierść na dywanie nie mają szans!
+ oszczędność czasu - sprzątnięcie całego mieszkania zajmuje pół godziny, a nie tak jak wcześniej 2-3 h. Tygodniowo oszczędzam od 2 do 7,5 h !!!
+ jedno ładowanie wystarczy mi na przynajmniej 2 razy dokładnego odkurzania z zaglądaniem w każdy kąt.
+ łatwo można przejść z mycia podłogi do odkurzania dywanu i na odwrót. Końcówka z mopem na magnes to rarytas!
+ brak smug na panelach, po myciu. Brak konieczności powtarzania czynności.
+ końcówka do odkurzacza ręcznego świetnie wymiata każdy kurz niezależnie od odkurzanej powierzchni.
+ odkurzacz bezworkowy, wystarczy umyć zbiorniczek i voilà!
+ ładnie się prezentuje, nowocześnie i z klasą. Wystarczy go umyć i nawet nie trzeba się go wstydzić. Stoi samodzielnie, nie musi opierać się o żadne meble, czy też ścianę.
+ mop z mikrowłókna można prać i wymieniać - w zależności od potrzeb oczywiście. Mocowany jest na rzep, perfekcyjnie trwały.
+ dobre materiały. Większość zbudowana jest z plastiku. Przy czyszczeniu obawiałam się, że łatwo się połamie, bo wygląda na takie kruche... Na szczęście plastik jest na tyle mocny, że ma mowy o jakimkolwiek połamaniu, wgnieceniu czy uszkodzeniu, gdy czyścimy bez przesady, z normalnym naciskiem, bez wkładania dużej ilości siły.

Ręczny odkurzacz.
Ręczny odkurzacz z końcówką.

MINUSY:
- cena, kwota 1200-1300 zł to nie dla każdego przystępna cena!
- nie radzi sobie z dużą ilością piasku. Tzn. wciągnie go, ale jakaś część zatrzyma się w okolicy turboszczotki i przy podniesieniu odkurzacza do góry wszystko wyleci na zewnątrz... Dlatego gdy napotkany dużą ilość piasku należy nie dopuścić do wysypania się piachu, zanim nie dotrzemy do kosza na śmieci! Albo po prostu najpierw zamieść tradycyjną miotłą i poprawić niedociągnięcia odkurzaczem.
- ładowanie 5 h. Niby mało, ale gdy odkurzacz potrzebny jest na szybko, to czas ciągnie się i ciągnie.
- przy domach powyżej 60 m2 odkurzacz się nie sprawdzi. Moc baterii jest za mała na taki metraż i przy jednej pełnej baterii nie będzie się w stanie odkurzyć dokładnie całego domu.
- działanie odkurzacza tylko w trybie MAX i/lub przy odkurzaczu ręcznym = energia zżarta w 20 minut :(

Turboszczotka.

Mop z wymienną wkładką z mikrofibry.

Mop z wymienną wkładką z mikrofibry.
Nie wyobrażam sobie wersji, w której nie ma ręcznego odkurzacza. Wtedy naprawdę musiałabym zaopatrzyć się dodatkowo w klasyczny odkurzacz, a przecież nie o to chodzi!

Spójrzmy prawdzie w oczy odkurzacz PHILIPS FC6405/01 PowerPro Aqua 3w1 nadaje się do codziennego użytku, zbierania kurzu, sierści i mycia podłóg (i po to go kupiłam!!). Nie sprawdzi się, gdy zbiornik nie będzie na bieżąco czyszczony, gdy będzie masa dużych paprochów, to nie jest przemysłowy odkurzacz. Jeżeli jesteś leniwcem do tego stopnia, że nie masz już nawet ochoty czyścić zbiornika, lepiej kup zwykły odkurzacz... 

Jeśli masz zwierzaka, który gubi nagminnie sierść, jeśli jesteś leniwcem (ale znajdziesz czas na regularne oczyszczanie zbiornika, które zajmie minutę lub dwie) i nie chcesz tracić życia aby posprzątać dom, albo rozsypała ci się mąka i nie chce Ci się schylać by zamieść drobinki, sięgnij po PHILIPS PowerPro Aqua 3w1. Naprawdę warto ;)



sobota, 10 czerwca 2017

Dlaczego porzuciłam pracę copywritera?

Wiecie, że moim marzeniem jest zarabiać na pisaniu. I nawet to marzenie zaczęło się iścić... Były zlecenia, pierwsza kasa, kolejne zlecenia, ciut więcej kasy i kolejne zamówienia na moje artykuły. Było to tak naprawdę w czasie, gdy walczyłam sama ze sobą. Motałam się w studiach magisterskich, które i tak ostatecznie porzuciłam, szukałam jakiejś pracy i chciałam za wszelką cenę robić to, co lubię.

Coś jednak poszło nie tak.
Nie oszukujmy się. Kokosów z pisania nie miałam! Ale pal licho hajs... Przecież sprawiało mi to ogromną satysfakcję. Pisałam na ustalone tematy. Deadline i kolejne zlecenia zapełniały mój kalendarz. Oczywiście, że w tym czasie odpuściłam sobie wykłady i większość ćwiczeń na studiach, ale to nie dlatego, że znalazłam zajęcie (w dodatku zdalne!), które mi się podobało. Już kiedyś pisałam dlaczego rzuciłam studia i żeby nie zbaczać z tematu zainteresowanych odsyłam do tego artykułu. Dostałam jedno poważne zlecenie. Wiecie, takie dużo poważniejsze, od znanej firmy. Moich zachwytów nie było końca. Ustaliliśmy zasady i do dzieła!

Kubeł zimnej wody.
Nie będę ukrywać, że to była to maksymalnie wymagająca firma. Treści podesłałam na czas, włożyłam w nie całą siebie, niemal jak w każde zlecenie. Po czym otrzymałam odpowiedź, że teksty muszą iść do poprawki i jeżeli tak ma wyglądać nasza współpraca, to słabo to widzą. Szczerze? Siedziałam przed laptonem i niemal wydłubywałam sobie oczy ze zdziwienia... Nie będę sobie schlebiać, bo nie jestem ideałem. Sami przecież widzicie, że robię masę błędów. Oczywiście firma podobno coś tam zmieniła, zapłacili mi, rozliczyliśmy się, jak ludzie. Tekstów jeszcze nie było w sieci, więc nie widziałam zmian. Ale ten kubeł zimnej wody wstrząsnął mną na tyle, że zawiesiłam przyjmowanie zleceń na bity miesiąc.

Zwątpiłam.
Niby jedna firma. Ale ta jedna współpraca i ten jeden mail dał mi głęboko do myślenia, czy to wszystko aby na pewno powinno iść w tę stronę. To nie koniec historii. Morał jest totalni inny. Po miesiącu przerwy nabrałam sił i stwierdziłam, że jestem gotowa by ujrzeć owe poprawki. Wygooglowałam swoje teksty, usiadałam i niemal płakałam... Wiecie, jak wyglądały poprawki? Dodali raptem dwa przecinki!! Oczywiście była to współpraca oparta na oddaniu praw autorskich, więc nikogo nie dziwiło, że tekst podpisany nie był ani moim pseudonimem, ani nazwiskiem. Owa dziennikarka zbierała wszystkie możliwe komentarze z zachwytami. Żeby było śmiesznej owa firma odezwała się do mnie z propozycją kolejnej współpracy, dwa tygodnie po odkryciu przeze mnie tekstów. Gdy przeliczyłam ile na tym zarobiłam i ile warte były poświęcone minuty, by czytać swój tekst podpisany cudzym nazwiskiem, zaproponowałam im takie warunki, że podziękowali za współpracę, mając jeszcze czelność wypominać mi, że przecież teksty były do poprawki!

Nie zrezygnowałam do końca.
Jeśli mam się zrzec praw do tekstu chcę widzieć i poczuć, że naprawdę mi się to opłaca. Jeśli mam za marne kwoty budować czyjeś portfolio, to ja po prostu pasuję... Za bardzo boli, gdy ktoś inny zbiera brawa i uznanie, za moją pracę. Teraz już po prostu znam swoją cenę, a za wcześniejszy brak jej znajomości zapłaciłam zbyt boleśnie.

wtorek, 6 czerwca 2017

Kobieta, która... chiała mieć męża Araba. Prawdziwa historia.

Daria jakiś czas temu szukała pocieszenia w Internecie. Może i nawet równie dołujących historii co jej. Chciała wierzyć, że nie jest aż tak beznadziejnym przypadkiem, że może jakaś kobieta ma gorzej. Trafiła na serię postów kobieta, która... Jak sama mówi - chciała wreszcie zrzucić z siebie ten okropny balast. Może gdy więcej osób przeczyta jej historię, poczuje się lżej. Wszelkie kamienie za słowo "Arab" zostawcie dla siebie. Wczytajcie się w historię Darii, tak jak ja to zrobiłam. I choć spróbujcie ją zrozumieć, może pozostawcie słowa otuchy i wsparcia...

Zaczęło się pięknie i romantycznie.

Niemal, jak w Pamiętnikach z wakacji. Wystarczył jeden wyjazd do Tunezji. Gorąca plaża, cudowne widoki, wyśmienita pogoda. Na jednej z imprez poznała jego. Habib, bo tak miał na imię to chłopak o typowo arabskiej urodzie. Oczarował Darię, ale nie na tyle, aby mogła pozwolić mu zostać w swym sercu na dłużej. W  Niemczech, w których mieszkała na stałe, czekał na nią jej chłopak, Bartek. Od paru miesięcy nie było między nimi najlepiej. Nawet na od dawna planowany wyjazd do wymarzonej Tunezji spoglądał krytycznym okiem. Zrobił wszystko co mógł, by nie wyjechać. Na szczęście Daria nie pojechała sama, zabrała ze sobą Elizkę. Imprezowiczkę, szaloną, ale przemiłą dziewczynę.

Każde wakacje kiedyś się kończą.

Opalone dziewczyny wypoczęte i gotowe do powrotu chichotały w hotelowym pokoju pakując walizki. To właśnie wtedy Daria wyznała Elizie, że jakoś nie może przestać myśleć o Habibi. Że tak bardzo ją intryguje. Wie, że to nie jest miłość, nawet nie zauroczenie. Może zwykła ciekawość? W końcu tyle złego słyszała o Muzułmanach. A ten... wydawał się kimś zupełnie innym. Zaliczyli kilka randek o zachodzie i wschodzie słońca. Nie zabrakło wspólnych kolacji i pocałunków. Między jednym, a drugim pożegnalnym uściskiem wymienili się numerami telefonów. Dla Darii ten intrygujący chłopak był tylko powodem do zadumy, rozmyślań i wakacyjnym czasu-umilaczem. Nie miała zamiaru mówić Bartkowi o swoim wakacyjnym romansie, ani tym bardziej nawiązywać z Bibi jakiegokolwiek kontaktu.


Wszystko potoczyło się jednak inaczej...

Wróciła do pustego mieszkania. Na stole leżał list od Bartka. Napisał, że dostał MMSa od Elizy, że on już wszystko zrozumiał i nie chce żadnych wyjaśnień. Że życzy jej szczęścia z Habibi. Totalnie odebrało jej mowę. Parę miesięcy później dowiedziała się, że Bartek znalazł pocieszenie w ramionach Elizki. Tej samej podłej żmijki. Daria nie była fair, ale Eliza odebrała jej szansę na jakikolwiek ruch... Zniesmaczona dziewczyna odpowiedziała na wiadomość Habibi. Co prawda opóźnienie było co najmniej miesięczne, ale postanowiła kontynuować swoją znajomość.

"Trwaj chwilo, jakże jesteś piękna!"

Nigdy nie czuła, że może połączyć ją z kimś tak silna więź. Rozmawiali ze sobą codziennie na skype, pisali setki smsów. Byli niemal nierozłączni, a ich perfekcyjny angielski tylko ułatwiał znajomość. Dokładnie trzy miesiące później Daria znów była w Tunezji. Tym razem wybrała się sama. Mimo wielu przeciwności losu i okrutnie długiej drogi naszpikowanej zastraszającymi informacjami o atakach w państwach islamskich. Nic nie miało znaczenia... Te dwa tygodnie z Habibi były dla dziewczyny najważniejsze. Jak sama wspomina, to był czas, jak z bajki. W życiu nie spotkała tak cudownego, romantycznego i nonszalanckiego mężczyzny. Miała wrażenie, że te wszystkie historie o Muzułmanach, to jakieś brednie wymyślone przez rasistów. Bo jej Habibi totalnie był osobą niewierzącą, nie wyznawał tych wszystkich okrutnych zasad religii.

Zakochała się.

Bez pamięci, do cna. Na dwa dni przed wylotem, Habibi oświadczył się jej! Zrobił to, na co Bartek nie był w stanie się zebrać przez 5 lat mieszkania z Darią. A, że dobijała do 30stki, jej zegar coraz głośniej tykał. Miała wrażenie, że złapała Pana Boga za nogi. Poczuła się, jak nastolatka. Jednak musiała wrócić do swojej rzeczywistości. Kraju, w którym Habibi nie mógł legalnie pozostać. Rozpoczęli długą i monotonną walkę z urzędnikami.




Miał być ślub.

Termin niestety przekładany był pięciokrotnie! Wszystko przez skomplikowane procedury, okrutnych urzędników, nienormalne, jak Darii się wtedy wydawało przepisy. Trwali w tej walce 1,5 roku. W tym czasie widzieli się raptem raz... Tak naprawdę ich związek trzymał tylko fakt, że może już teraz, za miesiąc, za pięć tygodni zostaną mężem i żoną, i że nikt i nic już ich nie rozdzieli. Nie muszę wspominać, jak reagowało na tą wieść otoczenie Darii. Rodzice totalnie się na nią obrazili, przyjaciele gardzili mówiąc, że Niemcy nie potrzebują kolejnego zamachowca w swoim kraju. Wszyscy na swój sposób próbowali przekonać Darię, że nie warto ufać Arabowi, że na świecie jest wystarczająca ilość oszukanych Polek. Że po prostu chcą dla niej, jak najlepiej, chcą uchronić ją przed zagładą. Daria nie słuchała rad. A gdy kolejny termin ślubu został przełożony, nie mogła już dłużej wytrzymać i postanowiła zrobić niespodziankę swojemu narzeczonemu.

Rozczarowanie do granic możliwości.

Trudno jest napisać to, co się stało. Ale winne jesteśmy Wam przedstawić to smutne zakończenie historii. Habib miał już swoją arabską żonę i dzieci. Wierzył w Koran i przestrzegał wszystkich zasad Muzułmanina. Chciał legalnie dostać się do Niemiec, a potem ściągnąć tam swoją rodzinę. Daria miała być tylko przynętą. Nigdy nie dowiedziałaby się o tym, gdyby na własne oczy nie ujrzała Salwy. Przez czas walki na całe szczęście Daria nauczyła się na tyle arabskiego, by móc porozmawiać z kobietą, którą zastała w mieszkaniu Habibi. 

I na koniec kilka słów od Darii:
Czy byłam naiwna? Może trochę. Ja po prostu, jak wiele z bohaterek z Twoich historii chciałam wierzyć w miłość i być kochana. Z wzajemnością. Na szczęście zdążyłam uciec z mieszkania przed powrotem Habibi. Szybko wróciłam do Niemiec, zmieniłam numer telefonu i miejsce zamieszkania. Nawet nie miałam ochoty tłumaczyć temu człowiekowi zmian, które nadeszły. Zniknęłam z jego pola widzenia w porę, bo kilka dni później przyszło pismo z ambasady z przeprosinami, że poprzednie pismo było nieporozumieniem i potwierdzają datę ślubu. Jak dobrze, że w porę zdołałam wszystko odkręcić! Nawet nie chcę myśleć, co by było gdybym przed ślubem się nie dowiedziała... Nigdy więcej tego typu miłości na odległość, nigdy więcej arabskiej miłości... Niech moja historia będzie ostrzeżeniem dla wielu kobiet.
 Kobieta, która... to cykl na blogu. Będę umieszczała historie wielu kobiet. Te zasłyszane, podsłuchane, wymyślone, podejrzane. Postaram się Was szokować, zaskakiwać, bawić i dziwić. Jeśli znasz historię kobiety, którą chciałabyś/łbyś się z nami, bloggerami podzielić koniecznie napisz na networkerka@gmail.com Czekam nie tylko na opowiadania, ale i kilku zdaniowe streszczenia, i inspiracje. :)

piątek, 2 czerwca 2017

A gdyby tak usunąć ciążę?

6 miesiąc ciąży daje we znaki! A za oknem nastało prawdziwe lato. Ludzie grillują, piwkują, imprezują, wygrzewają się na plaży. Odważniejsi już pływają, czy to w morzu, czy w jeziorze. Inni zdobywają nowe miasta i szczyty. Żyją na 110%. A ja?

Jedyna komfortowa pozycja to - leżenie!
Z dnia na dzień coraz mocniej odczuwam przybywające kilogramy. Boli mnie kręgosłup, nie mogę zbyt długo siedzieć, nie mówiąc o spacerach! Przy chodzeniu puchną mi stopy, przy siedzeniu mrowi całe ciało. Przy leżeniu, mam wrażenie, że za chwilę obok coraz bardziej widocznego brzuszka pojawią się odleżyny. Tak źle i tak niedobrze.

Na domiar złego ci piwkujący ludzie!
Też chciałabym bezkarnie napić się piwa, wypić winko, iść na imprezę. Wskoczyć do wody i poskakać na trampolinie. Do tego albumy ze wspomnieniami letnich podbojów niszczą moje serce... Bo już nigdy beztrosko nie wyjadę na wakacje. Już nigdy nie wyjdę na imprezę bez świadomości, że wciąż jestem za kogoś odpowiedzialna. Już nigdy przenigdy nie będę miała stanu w którym ciągle o kimś myślę i ciągle o kogoś się martwię... Podczas gdy moi znajomi odhaczają na swojej liście miejsca, które odwiedzili, ja jestem uziemiona.

I gdy jestem już u kresu wytrzymałości, bo znów nie wiem, czy to aby na pewno już teraz jest ten odpowiedni czas na dziecko, czuję kolejne kopnięcie. I przypominam sobie miliony powodów, dla których tak bardzo pragnęłam dziecka. I wiem, że jestem gotów poświęcić wszystko, by urodziło się zdrowe i było ze mną. I już przestają mieć znaczenie litry alkoholu, wakacje w Tajlandii, słowackie szczyty, bo wiem, że to wszystko na mnie zaczeka. A teraz jest czas jedyny i niepowtarzalny. Liczy się tu i teraz. I nieważne ile jeszcze przytyje, i nieważne jak bardzo dziecko mnie jeszcze skopie, i jak bardzo będę czuć się zmęczona. Najważniejsze są te piękne, prawdziwe chwile, które przysłaniają wszelkie niedogodności... ♥


P.S. Ci, którzy przeczytają cały post będą wiedzieć, że tytuł to istna podpucha. Chcę sprawdzić, ilu z Was naprawdę czyta posty, a ilu przyciągnie tylko i wyłącznie kontrowersyjny tytuł, a pierwsze dwa akapity tekstu pozwolą ocenić mnie, jako najgorszą przyszłą mamę na świecie ;)

niedziela, 28 maja 2017

5 powodów, dla których małe wesele ma sens.

Jako, że niebawem wybije pierwsza rocznica mojego ślubu, naszły mnie pewne refleksje. To właśnie rok temu gorączkowo szukałam sukienki, dopinaliśmy szczegóły związane z restauracją, DJ i tortem. Zaproszenia były już dawno rozdane, termin zaklepany, obrączki w trakcie tworzenia, nie było odwrotu! Wesele liczyło całe 30 osób. Mało? Dużo? Nie istotne, ważne, że bawiliśmy się przednio i wszyscy uczestnicy imprezy, jak jeden mąż byli zachwyceni. Całe swoje życie byłam zapraszana na wesela, które liczyły minimum 100 osób. Sama jednak zdecydowałam się na skromną uroczystości. Czy gdybym cofnęła czas, to zaprosiłabym więcej osób? Zdecydowanie nie! A oto 5 powodów, dla których uważam, że małe wesela są super.

1. Zapraszasz tylko tych, których naprawdę chcesz zaprosić.
Szczególnie, że wesele finansowaliśmy z własnych pieniędzy, więc rodzicie nie mieli w kwestii zaproszonych osób prawa głosu. I nie będę ukrywać, że mamy z mężem ogromną rodzinę. Ale postanowiliśmy zaprosić tych, którzy są z nami w ostatnim czasie TU i TERAZ. Stawialiśmy na prawdziwe i szczere relacje. Nie żałowaliśmy zastąpić wujka Mietka, którego ostatni raz widziałam, gdy miałam 10 lat, na fantastyczną koleżankę z pracy. Ani kuzyna, na weselu u którego byłam, gdy miałam 4 lata. I obojętne mi było, czy rodzice zabiorą mnie na zacne wesele, czy zostawiają na placu zabaw. Sory gościu, ale nie mieliśmy od tamtego czasu żadnego kontaktu! Nie był dla nas w ogóle istotny stopień pokrewieństwa. Ważni byli tylko i wyłącznie szczerzy przyjaciele, którzy naprawdę są.

2. Mało, znaczy dużo!
Mało osób równa się więcej rozmów, więcej wspólnych chwil z KAŻDYM z zaproszonych. Mam dla porównania wielkie wesela, na których było 100 lub 150 osób, na których niemal nikt nie zawarł nowych znajomości, na których para młoda nie była po prostu w stanie z każdym zamienić choć słowa, czy też zatańczyć. Tworzyły się grupki osób, które okupowały wybrane strefy - palarnie, stół, ścianę lub parkiet. I nijak owe grupki ze sobą się mieszały! Było ewidentnie widać podział i to za każdym razem.

3. Mniejsze koszty, większe zyski.
Nie ukrywajmy - duże wesele to duży wydatek. Zapraszając ciotkę, którą ostatni raz widzieliśmy pięć lat temu, nie mamy pewności, że sypnie groszem na tyle, by zwrócić pieniądze za swoje miejsce przy stole i czas spędzony na parkiecie. To samo tyczy się kuzynostwa, z którym na co dzień po prostu nie utrzymuje się kontaktu. Nie zrozumcie mnie źle. Bo nie powinno organizować się wesela tylko dla pieniędzy, ale spójrzmy prawdzie w oczy! Osobiście bardziej skłonna jestem obdarować znacznie cenniejszym prezentem osobę, z którą mam bliski kontakt niezależnie od stopnia pokrewieństwa, niż kuzynkę, z którą ostatni raz rozmawiałam 15 lat temu. I owa dewiza sprawdziła się i w naszym przypadku, zdecydowanie wyszliśmy na plus!



4. Mniejszy stres.
Skoro zapraszasz samych świetnych przyjaciół, ukochaną rodzinę, to nie musisz nikogo udawać! Gdy pomylisz się przy słowach przysięgi lub pierwszym tańcu, nikt nie będzie Ci tego wypominał i niósł wieści hen daleko w rodzinne grono. Bo przecież ci wszyscy ludzie naprawdę Cię kochają i oni naprawdę chcą być z Tobą w tym szczególnym dniu. Chcą, a nie muszą, są bo chcą, a nie dlatego, że tak wypada!

5. Kameralny nastrój popłaca.
I to w każdym calu. Na wesele wybraliśmy restaurację, która dedykowana była 50 weselnikom. Nieco obawialiśmy się, czy taka mała liczba osób nie wprowadzi pustki, echa i ogólnego przybicia. Było fantastycznie! Nikt nikomu nie wbijał łokci w talerz, ale też nikt od nikogo nie siedział na tyle daleko, by czuć się odosobnionym. Na stołach znalazło się miejsce nie tylko dla masy pysznego jedzenia, ale i fantastycznych dekoracji. Sala wyglądała przecudnie, a i miejsca do tańczenia było w sam raz na 30 osób. To wystarczające warunki by tańczyć, pić, jeść i szaleć na parkiecie do białego rana!

Zaraz po weselu otrzymaliśmy fantastyczne podziękowania od naszych gości. Wszyscy bowiem wiedzieli, jak mała będzie liczba osób, ale nikt się nie spodziewał, że zabawa i towarzystwo będzie po prostu przecudowne.

Post ma na celu wesprzeć na duchu tych, którzy mają małe rodziny, mało przyjaciół lub tak jak my, wielkie rodziny, ale z różnych przyczyn nie utrzymujących z nimi kontaktu. 

Naprawdę da się i naprawdę może być pięknie! ♥♥♥

niedziela, 7 maja 2017

Chciałam być korpo biurwą.

Jako dziecko z utęsknieniem oglądałam filmy o kropo biurwach. Mało tego, bawiłam się w korpo biurwę. Raz byłam sekretarką, innym razem księgową lub bankierem. Chciałam być takie jak one, te długonogie piękne kobiety. W damskich garniturach, dopasowanych żakietach, wysokich szpilkach wkraczające z uśmiechem na twarzy do eleganckiego biura. 

Chciałam być korpo biurwą. Pracować przy komputerze, w wyjściowym dresscode. Pełnić ważne funkcje w wielkim mieście. Codziennie wjeżdżać windą do wysokiego wieżowca. Brać udział w delegacjach i jak na korpo biurwę przystało, chciałam od strony biznesowej zwiedzać świat.

Ale coś poszło nie tak.
Gdy marzenia stały się rzeczywistością poczułam się oszukana. Ktoś zabrał mi wszystkie marzenia i wyobrażenia. Przecież nie tak wyglądało życie korpo biurwy z dziecięcych lat. Nie było w nim presji, stresu i wylanych łez. Nie było rozczarowań, ciasnych i klimatyzowanych pomieszczeń. Nie było wyścigów szczurów, zazdrosnych spojrzeń koleżanek i niemiłych przełożonych. Były wyjazdy, które w rzeczywistości zdarzały się tylko raz na rok i dedykowane były tylko dla najlepszym korpo szczurów.


Chciałam być korpo biurwą, ale zaczęły mnie przeszkadzać przeszklone biurowce. Nie mogłam patrzeć na przepiękną pogodę za oknem, podczas gdy ja musiałam siedzieć w biurze i robić coś, czego nie lubię. W biurowcu nawet śnieg za oknem wydawał się tak mało odrażający. Wszystko i burza, i deszcz, i grad, i mróz, wszystko było lepsze, od ciepłej posadki w korpo.

Chciałam być korpo biurwą, ale inaczej ten świat sobie wyobrażałam. Pamiętam ten dzień, w którym zwolniłam się z z jednej z firm. Było to stanowisko, o które musiałam zawalczyć. Pokonałam 10 innych osób. I wtedy sądziłam, że złapałam Pana Boga za nogi. Skakałam z radości, bo marzenia wreszcie się spełniały, bo świat stał przede mną otworem. Dziś wiem, że zabrałam moim rywalom marzenia. Oddaliby wiele, by być na moim miejscu i mieć takie możliwości, i taką pracę. A ja z radości, że uwolniłam się z piekła opijałam ten dzień z koleżanką, sącząc piwo na rzeką. Fuck off kopro...

/Oczywiście, że generalizuję. Mówię tylko o sobie i swoich odczuciach. Poniosłam swoistą klęskę, bo nie nadaję się na korpo biurwę. I zazdroszczę wszystkim tym, którym praca w kropo przynosi nie tylko sukcesy, ale i satysfakcje./

O MNIE

Moje zdjęcie
Kobieta pracująca. Żona. Zakochana w mężu i podróżach. W wolnych chwilach przerabia ubrania i grzebie w DIY. Lubi pisać, od zawsze. Zdarza jej się czytać bardziej lub mniej ambitne pozycje. A tutaj dzieli się z Wami swoimi przemyśleniami. Zapraszam do zakładki O MNIE. Przedstawiam genezę i cel prowadzonego przeze mnie bloga ;)

Łączna liczba wyświetleń

OBSERWATORZY

INSTAGRAM

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Tagi

022semilac (1) 114semilac (1) 183 metry stachu (1) acerola (1) addidas (1) aerozol do gardła (1) Afryka (1) Ameryka Południowa (1) Ameryka Północna (1) ankieta (2) antyperspirant w kluce (1) asymetryczne szorty (1) azja (1) badanie (1) balsam do ciała (2) balsam do ust (1) Bałtyk (1) beta glukan z owsa (1) biedronka (1) bieganie (1) bioliq (1) bioton (1) bloker (1) blond (2) ból gardła (2) ból karku (1) ból pleców (1) brak objawów ciąży (1) bransloletka (4) bransoletka z zamka błyskawicznego (1) bransoletka z zawleczek (1) braun (1) brokatowy lakier (3) Bukowy Las (1) Burda Publishing Polska (1) care&go (1) cera problemowa (2) ciało (30) ciąża (4) ciąża latem (1) cienie do powiek (1) cisza pod sercem (1) copywriter (1) copywriting (1) Czarny Staw Gąsienicowy (1) Czarny Staw pod Rysami (1) czas wolny (1) czasopisma (1) Czerwone Wierchy (1) cztery pory roku (1) czyszczenie (1) czyszczenie zębów (1) czytnik ebook (1) depilacja (1) depilacja woskiem (1) dezodorant (1) dieta bez pszenicy (1) DIY (52) długie rękawiczki (3) Dolina Kościeliska (1) Dolina Pięciu Stawów Polskich. (1) dom (4) domowe ombre (1) dowartościowywanie (1) dylematy (1) edukacja (1) efektima (4) efektywny czas dnia (2) essence (2) etui filcowe (1) etui na aparat (1) etui na inkbook (1) etui na tablet (1) etui na telefon (1) etui z filcu (1) Europa (1) everest (1) eyeliner (1) farbowanie włosów (4) felieton (86) feminizm (1) finuu (1) fit (1) FM Group (27) forum dla przyszłych mam (1) garnier (2) gdzie nosić obrączkę (1) GEHWOL med (1) Giewont (1) gorvita (9) handmade (3) head&shoulders (1) horoskopy (1) horror (1) Inkbook (1) isana (1) iwostin (1) jak działa psychika psa (1) jak pokonać bezsenność (1) jak przedłużyć (1) jak przerobić (27) jak przestać być śpiochem (1) jak ruszyć z miejsca (1) jak skrócić (1) jak skrócić spodnie (1) jak stać się pewnym siebie (1) jak uszyć (13) jak uszyć legowisko (1) jak wychować psa (1) jak zacerować spodnie (1) jak zaszyć dziure w spodniach (1) jak zaszyć dziurę w jeansach" (1) jak zdać egzamin (1) jak zmniejszyć biustonosz (1) jak zrobić legowisko dla psa (1) jedzenie (2) Jelenia Góra (1) joanna (1) jogurt naturalny z dodatkami (1) Kalatówki (1) Karb (1) Karkonosze (3) Kasprowy Wierch (1) keczup (1) kierunek studiów (2) kobieta która... (7) kokardka na włosy (1) kolczyki (1) kołnierzyk bebe (1) komin (2) komin ze swetra (3) Kondracka Przełęcz (1) Kopa Kondracka (2) korektor rozświetlający (1) koronkowa wstawka (2) korpo biurwa (1) kosmetyki (1) kosmetyki do ciała (1) koszula damska (5) Kościelec (1) KPN (1) kredka do oczu (2) krem CC (1) krem do rąk (2) krem do stóp (2) krem do twarzy (3) krem pod oczy (2) krem przeciw blizom (1) krewniacy (1) książki (1) kuchnia (2) kulturalnie (1) kupujący (1) L'OREAL PARIS ELSEVE (1) lakier do paznokci (7) lakier do włosów (1) lampiony (1) legowisko dla psa (1) libster blog award (2) lifestyle (1) list do samej siebie (1) loreal (1) łagodzenie opuchnięć (1) łączenie kolorów hybryd (1) łupież (1) mahoń (1) malowanie paznokci (7) mała liczba gości na weselu (1) małe wesele (1) Małołączniak (1) Mały Kościelec (1) małżeństwo (1) manicure hybrydowy (5) marion (4) maseczka do stóp (1) maseczka do twarzy (3) maska do rąk (1) masło do ciała (1) masło fińskie (1) maść na bóle krzyżowe (1) maść na zakwasy (1) maść niedźwiedzi ząb (1) maść propolisowa (1) matowa pomadka (1) matowy lakier (1) maybelline (1) męska koszula (1) męska koszulka (1) męski sweter (1) mgiełka matująca (1) miasto 44 (1) mikroelemanty (1) million dollar lips (1) miłość od pierwszego wejrzenia (1) miodowy blond (1) mleczko do demakijażu (1) Morskie Oko (1) motywacja (1) na której dłoni nosić obrączkę (1) na którym palcu nosić obrączkę (1) naturalny złoty blond (1) nawilżanie stóp (1) neutorgena (1) niebieski french manicure (1) niedoskonałości skórne (2) niepełni (1) no-scar (1) noscar (1) nowe mieszkanie (1) obrączka (1) oceania aromatic (1) odkurzanie (1) odkurzanie dla leniwych (1) odżywka do włosów (4) olejek (1) olx (1) ombre (3) opalizujący blond (1) opowiadanie (7) oral-b (1) Orla Perć (1) osuszacz do lakieru (1) pakowanie (1) palette (1) pantene (1) pastylki do ssania na gardło (1) paznokcie (21) pedi-spa (1) peeling do ciała (3) perfecta (1) perfumy (1) pewność siebie (2) philips (1) piąta pora roku (1) pielęgnacja paznokci (3) pielęgnacja twarzy (1) pierwszy raz (1) pierwszy trymestr (1) planowana ciąża (1) planowanie (1) platforma wiertnicza (1) płyn do higieny intymnej (1) płyn micelarny (2) płytka do zdobienia paznokci (2) pneumovit sept (1) podgrzewacz do wosku (1) podrażnione gardło (1) podróże (15) podszywanie prześwitującego materiału (2) podświadomość (1) pomadka (2) poradniki (1) poszewka na jaśka (2) poszewki bez guzików (1) poszewki na poduszki (1) pośrednicy nieruchomości (1) powerpro aqua (1) pozytywnie (1) pozytywny egoista (1) praca (2) praca w korpo (1) prayforparis (1) projekt denko (1) przedłużanie (1) przełęcz ocalonych (1) Przełęcz pod Kopą Kondracką (2) przemoc (1) przepis (2) przepowiadanie przyszłości (1) przeróbka (19) przeróbka spódnicy (1) przeróbki (2) przesuszone dłonie (1) przyjaźń (3) przyjaźń damska (1) przyjaźń damsko męska (1) psychologia (16) puder CC (1) pumice (1) pupa (1) pytania (1) recenzja (2) recenzja filmu (24) recenzja kosmetyczna (2) recenzja książki (14) recenzje kosmetyków do ciała (1) recykling (30) relacje (1) relacje partnerskie (3) rękawiczki bez palcowe (2) rogowacenie skóry (3) rozdanie (2) rozjaśniacz w sprayu (1) rozjaśnianie (1) rozmyślenia (1) sakwa na biodra (1) Scholl (1) schwarzkopf (1) secondhand (8) sekret (1) semi hard white (1) semilac (9) seriale (1) skóra sucha (3) skóra szorstka (3) skóra tłusta (2) skóra wrażliwa (3) skromna sukienka ślubna (1) Smerczyński Staw (1) Smocza Jama (1) sny (1) sok (1) sok pomarańczowy (1) spinka do włosów (1) spodnie ciążowe (1) spodnie z dziurami (1) spodnie z koronką (1) spotkanie bloggerek (1) spódnica (1) spódnica maxi (2) spódniczka z paskiem (1) spray do gardła (1) sprzątanie (1) sprzątanie dla leniwych (1) stopy (2) streetcom (1) suche gardło (2) suche usta (3) suchy szampon do włosów (2) sweter (2) syoss (1) sypialnia (1) szampon (2) szampon koloryzujący (2) szczoteczka elektryczna (1) Szpiglasowa Przełęcz (1) Szrenica (1) szycie (17) ślub (4) ślub na głowie (1) Śnieżka (1) świeca zapachowa (1) świece (1) świecznik ze słoika (1) święta (1) tarka do stóp (1) Tatry (11) Tatry Wysokie (2) telewizja (1) top 5 (1) torebka (1) torebka na biodra (1) torebka nerka (1) TT hair (1) tunika (3) tusz do rzęs (2) tutorial (25) twarz (29) typy kupujących (1) urządzanie mieszkania (1) usta (1) utrata przyjaciela (1) uzależnienie od snu (1) venita (1) versatile blogger avard (1) vichy (1) walentynki (1) wax (1) wesele (1) wibo (1) wielkanoc (1) większa objętość (1) witamina C (1) witaminy (2) włosy (19) włosy wpadające (2) włosy zniszczone (3) Wodospad Kamieńczyka (1) Wrota Chałubińskiego (1) wróżbici (1) wygładzanie włosów (1) wykroje (1) wyniki (1) wzorki na paznokciach (1) z przymrużeniem oka (1) Zadni Granat (1) zaginięcia (1) zalotka do rzęs (1) Zamek Chojnik (1) zauroczenie (1) zbiór truskawek (1) Zbójeckie Skały (1) zdrowa dieta (1) zdrowie (2) ziaja (3) Zielony Staw (1) złote myśli (1) zmniejszanie żakietu (1) zmywacz do paznokci (1) zniszczone dłonie (1) zott (1) zrób to sam (1) zrób to sama (36) zwężanie spodni (1) żel do mycia twarzy (2) żel do stóp (1) żel do ust (1) żel mineralny (1) żel na opuchnięcia (1) żel na siniaki (1) żel pod prysznic (2) żona araba (1) żwyioł deepwather horizon (1) życzenia (1)