niedziela, 5 stycznia 2014

48. Wymarzone podróże - Kasprowy Wierch, Tatry Zachodnie.

Kilka dni temu przedstawiłam Wam pierwszą część jednego z wielu dni, spędzonego w ubiegłe wakacje w Tatrach. Było to przejścia z Kuźnic, przez Kondracką Przełęcz (1725 m n.p. m.) na Kopę Kondracką (2005 m n.p.m). Dla zainteresowanych opis wraz ze zdjęciami tej trasy znajduje się TUTAJ. Na szycie Kopy Kondrackiej post zakończyłam. Dzisiaj postanowiłam ukazać Wam ciąg dalszy - czyli jak prezentuje się przejście z Kopy Kondrackiej na sam szczyt Kasprowego Wierchu (1987 m n.p.m.).

Zapraszam do lektury! :)

Ostatni post kończyłam podobnym zdjęciem granicznika polsko-słowackiego, a dziś nim zaczynam.


Zejście czerwonym szlakiem z Kopy Kondrackiej jest dość strome, ale nie przysparza zbyt wielu trudności. Trzeba jedynie uważać na niezliczoną ilość małych kamieni ślizgających się pod butami. Bardzo łatwo tutaj chwilę nieuwagi i o nieprzyjemne poślizgnięcie wraz ze zjazdem (w najlepszym przypadku na tyłku) w dół...

Zejście z Kopy Kondrackiej, w tle Giewont.
Dość szybko udaje nam się dojść do Przełęczy pod Kopą Kondracką (1863 m n.p.m.). Przed nami aż, albo już tylko 1 h i 40 min wg drogowskazu na Kasprowy Wierch. Na tym rozdrożu mamy również inną opcję: zielony szlak na Halę Kondratową 1 h (na zdjęciu widać jedynie tył tabliczki), czyli szlak prowadzący do Kuźnić. Ani przez chwilę w naszych głowach nie pojawia się myśl, aby już wracać.


Po chwili ruszamy czerwonym szlakiem w kierunku Kasprowego Wierchu. Mimo upalnego dnia czuć przeszywająco zimny wiatr. Przyjemnie ochłodzenie, przed dalszą wędrówką.


Jak widać na powyższym zdjęciu czeka nas droga między przełęczami, czyli ostro w górę i ostro w dół. Wokół cudowna roślinność, skały, szczyty, ale i pod nogami niebezpieczny szlak.

Polskie doliny.

A oto widok po odwróceniu, czyli to, co udało nam się przejść.
 Idąc w stronę Kasprowego Wierchu po prawej stronie roztaczają się cudowne widoki na słowacką część Tatr, doliny i piękną roślinność, co ukazuje kilka następnych zdjęć. :)



 Pośród takiej roślinności dostrzec można świstaki i kozice. Do dziś pamiętam widok pięknej o dużych oczach kozicy. Gdy odpoczywałam na jednej ze skał, owa kozica przemknęła po skałach około 2 metrów ode mnie. Byłam zszokowana, zachwycona i zasmucona, że nie miałam w ręku aparatu.


 Po naszej lewicy zza niektórych skał wciąż czujnie patrzy na nas Giewont.

Droga przed nami, kolejna górka, kolejne przełęcze.

I kolejny widok - to co za nami.
 Jakiś czas temu pisząc o Kościelcu zachwycałam się kulturą niektórych turystów w wyższych partiach gór. Wprawionym wędrownikom nie brakuje uśmiechu, powitania czy też dobrego słowa na pocieszenie w chwilach zwątpienia czy też po prostu zmęczenia. Schodząc z górki podobnej do tej, którą ukazuje powyższe zdjęcie niestety w połowie drogi poślizgnęłam się na małych kamyczkach. Dzięki kijkom trekkingowym i nie znanej mi osobie, która z tyłu chwyciła mnie za rękę skończyło się jedynie na poślizgnięciu i przyśpieszonym rytmie serca. Strach pomyśleć co by było gdyby turysta z tyłu mnie nie złapał i gdybym nie miała w rękach kijków? Nie jestem pewna gdzie bym wyhamowała, a przy okazji zapewne skosiłabym kilka niewinnych osób schodzących przede mną. A jak widać i po prawej i po lewej stronie roztaczały się doliny, a pod nogami wąska ścieżka.


 Idąc czerwonym szklakiem na Kasprowy Wierch trzeba pokonać dwie rynienki, jedna większa (zdjęcie poniżej), druga mniejsza (tutaj zdjęcia nie posiadam). Być może samo zdjęcie nie przeraża, aż tak bardzo, jednakże samo wdrapywanie się po skałach gdzie w okół po obu stronach przepaść nie napawa optymizmem. Tym bardziej, że zdjęcie ukazuje jakby skały były ułożone poziomo, niestety jest to po prostu zła perspektywa, przed nami jest PION. Skały trzeba było pokonać przede wszystkim sprawnie, pewnie i szybko. Niezła dawka adrenaliny, mniejsza niż na Kościelcu, ale jednak ;)


 Po postojach mniejszych i większych, przerwach na małe co nieco zbliżamy się do Kasprowego Wierchu.
Dwa kolejne zdjęcia ukazują szlak, który przeszliśmy.



Słowackie i kawałek polskich Tatry.
Już coraz bliżej widać Kasprowy Wierch :)


Po  drodze napotykamy znów granicznik polsko-słowacki.


I powoli dobijam do naszego kolejnego szczytu :)


W tle Świnica.

Stacja kolejki i Dolina Gąsienicowa

I w końcu jesteśmy! :)


Teraz czas na zasłużony odpoczynek. Chwila przerwy i obiad w okropnie zatłocznej restauracji. Wokół ludzie zdobywający Kasprowy Wierch w japonkach, sandałkach, szpilkach (a wszystko dzięki kolejce górskiej). Tutaj już człowiek człowiekowi wilkiem. Obcy z obcym już nie rozmawia, nie wita się, nikt z obcych ludzi nie ma dla drugiego dobrego słowa. Na niewielu czołach zdobywców Kasprowego widać zmęczenie czy pot. Oczywiście nie mam nic do ludzi preferujący kolejkę górską, zamiast wejścia na szczyt o własnych siłach. To jest kwestia gustu i wyboru. Na Kasprowym w pewnym sensie ginie kultura prawdziwych górskich turystów.
O Kasprowym Wierchu mówi się, że jest najzimniejszym szczytem w Tatrach. Latem temperatura czasami spada poniżej 10 C. W czasie naszego pobytu najgorętszy tydzień lata nie dał nam tego odczuć, na pewno na Kasprowym było chłodniej niż w innych partiach gór, ale nie na tyle by ubierać chociażby sweter. Pozostaliśmy w krótkich spodenkach i rękawkach :)

Po posileniu się nadszedł czas na zejście. Podążaliśmy zielonym szlakiem w stronę Kuźnic.


Droga stroma, z górki, niezbyt trudna, ale jednak trzeba uważać na każdym kroku.

Wyciąg zimowy, a tle Giewont.


Zjeżdżająca kolejka górska.
 Tuż przed Kuźnicami późnym popołudniem powitał nas przyjemny chłód bijący od potoku.


Przyznam szczerze, że na mapie przejście z Kopy Kondrackiej na Kasprowy Wierch nie wydawało się tak męczące i trudne. Po takim maratonie rozpierała nas duma, ale i też przeraźliwe zakwasy i ogólne zmęczenie. Na pewno było warto wybrać się w taką trasę, nie wiedząc co dokładnie nas czeka.
Cudowne widoki, piękna pogoda, wspaniałe wakacje. Zdobyte dwa szczyty w ciągu jednego dnia. Żyć nie umierać! :)

23 komentarze:

  1. wspaniałe widoki , chciałabym w takim miejscu teraz być i przejść te trasy co Ty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przejście tą trasą teraz wydaje się być przeogromnym wyzwaniem. Śnieg i mróz do tego takie szlaki ;)

      Usuń
  2. piękne widoki :)
    ja w zeszłe wakacje byłam w Pieninach :) bardzo mi się podobało.
    Kiedyś chcemy wybrać się w Tatry :) to będzie dla nas wyzwanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja za to nigdy nie byłam w Pieninach, może kiedyś też o nie zahaczymy ;)

      Usuń
  3. Piękne miejsce. Chciałabym je zobaczyć na żywo :)

    OdpowiedzUsuń
  4. No kwiatowe zapachy tego żelu to nie są :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Góry :) ahh uwielbiam . Piękne zdjęcia .

    OdpowiedzUsuń
  6. ja się wybieram teraz do Zakopanego i mam zamiar wybrać się na Kasprowy =)

    OdpowiedzUsuń
  7. mogłas mnie zabrac ze soba hehe ^^

    OdpowiedzUsuń
  8. Musisz mieć doskonałą kondycję fizyczną:)

    Mi się wydaje, że wjazd kolejką to już nie to.. wtedy to zwykła wycieczka.. a wejść o własnych siłach to jest przeżycie.. i niesamowita satysfakcja:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie jest wręcz przeciwnie, moja kondycja ma wieeele do życzenia ;)
      Otóż to, osobiście o wiele bardziej raduje mnie wejście na szczyt o własnych siłach niż za pomocą kolejki ;)

      Usuń
  9. Byłam w maju 2013 r, kilka dni wcześniej byłam też na Babiej Górze i tam zima nas zastała :)

    OdpowiedzUsuń
  10. ach Tatry :) uwielbiam je.
    możliwe, że w tym roku je znów odwiedzę :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ale boskie widoki, te cudowne zdjęcia będą niesamowitą pamiątką każdej chwili :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Byłam tam tylko raz i muszę przyznać, że widoki są cudowne ;D

    OdpowiedzUsuń
  13. w sobotę jadę w Tatry, trochę szperam u Ciebie na blogu w poszukiwaniu nieznanych mi jeszcze tras :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale zazdroszczę!! :) Najchętniej szła bym w góry co tydzień :D Wiele fajnych miejsc w Tatrach odwiedziłam w tym roku, ale nie pojawiły się jeszcze na blogu...

      Usuń

Za wszystkie komentarze serdecznie dziękuję. Postaram się jak najszybciej odwdzięczyć :)
Mam jednak do Ciebie prośbę - nie pozostawiaj linków, nie spamuj i nie obrażaj.
Komentarze nie spełniające powyższych kryteriów będą USUWANE lub po prostu ignorowane!


Nie pytaj mnie o to czy będę obserwowała Twój blog - jeśli zachęcisz mnie tematyką z przyjemnością dodam go do obserwowanych. Będzie mi niezmiernie miło, jeśli Ty postąpisz tak samo :)

O MNIE

Moje zdjęcie
Kobieta pracująca. Żona. Zakochana w mężu i podróżach. W wolnych chwilach przerabia ubrania i grzebie w DIY. Lubi pisać, od zawsze. Zdarza jej się czytać bardziej lub mniej ambitne pozycje. A tutaj dzieli się z Wami swoimi przemyśleniami. Zapraszam do zakładki O MNIE. Przedstawiam genezę i cel prowadzonego przeze mnie bloga ;)

Łączna liczba wyświetleń

OBSERWATORZY

INSTAGRAM

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *