czwartek, 9 stycznia 2014

50. Słów kilka o... zalotce do rzęs. Czyli moje perypetie z zalotką w roli głównej :)

Drodzy moi! To już (albo dopiero) 50 post! Mam wrażenie, że blogowanie chyba uzależnia :)

Dzisiaj przychodzę do Was z moim "nowym" wynalazkiem. Już po samym tytule zapewne wiecie, że chodzi o... zalotkę do rzęs. Wstyd się przyznać, że do niedawna nawet nie wiedziałam do końca do czego służy. Wiedziałam tylko, że istnieje, ale nigdy nie czułam wewnętrznej potrzeby by po nią sięgnąć. Wręcz dziwiły mnie stwierdzenia kobiet, że bez zalotki nie wyobrażają sobie życia.
Pewnego dnia trafiłam na promocję, w której zalotka była do kupienia za kilka złotych. Wyczytałam w internecie o niej wiele pozytywów, naoglądałam się filmików instruktażowych na youtube i postanowiłam zaryzykować.


Moja zalotka prezentuje się jak najbardziej standardowo, wyprodukowana przez firmę FM Group. Jak już wcześniej pisałam, płaciłam za nią około 9 zł. Byłam zszokowana, gdy wyczytałam, że nawet taka zalotka tyle że markowa (wydawać by się mogło, że to kawałek metalu z gumką) może kosztować prawie 100 zł.



Jakie wrażenia po użyciu?
Gdy zalotka wpadła w moje ręce od razu zabrałam się za testowanie. O tyle, ile nie mam problemu z tuszowaniem rzęs, malowaniem cieniami/kredkami czy eyelinerem, tak przy użyciu zalotki wylałam sporo łez. Po prostu trzeba poświęcić chwilę czasu i oswoić się z metalowym "czymś" tuż przy oku. Zalotkę przykładałam i zaciskałam, przytrzymywałam kilkanaście sekund. A efektu jak nie było, tak nie było! Nawet zaczynałam dochodzić do wniosku, że może moje rzęsy są z natury tak perfekcyjnie podkręcone, że zalotka nie ma nic do roboty? Zniechęcona odłożyłam urządzenie na pewien czas.




Po kilkunastu dniach znów zabrałam się za testowanie (bardziej swoich umiejętności, niż zalotki). Bo skoro jest tyle świetnych opinii o tym urządzeniu, a na mnie nie działa to coś jest nie tak! Coś muszę źle robić!
I miałam rację. 

Co robiłam źle podczas użycia zalotki?

Przykładając zalotkę do nasady rzęs zaciskałam nią dość umiarkowanie (w obawie o wyrwanie rzęs), dlatego efektu nie było. Nigdzie nie wyczytałam, że zalotkę należy zacisnąć naprawdę mocno i wtedy dopiero przytrzymać kilka sekund lub też zaciskać nią pulsacyjnie kilka razy. Nie powiedziano mi tego wprost, jak krowie na rowie, dlatego musiałam sama pogłówkować ;)



Osobiście testowałam dwa sposoby podkręcania rzęs:
  • podkręcanie tuż przy nasadzie i na tym koniec;
  • podkręcanie na trzy sposoby: przy nasadzie, w połowie rzęs i przy końcówkach (efekt mega podkręconych rzęs).
 Teraz czas najwyższy na ukazanie efektów.

Przed użyciem zalotki
W trakcie używania ;)
Po użyciu zalotki.

I oczywiście na koniec, aby zachować efekt podkręcenia należy wytuszować rzęsy.



Być może któraś z Was również miała takie perypetie, jak ja i dzięki takiej informacji zaprzyjaźni się z zalotką. Osobiście uważam, że zalotka jest naprawdę świetnym wynalazkiem, jednakże wymaga wprawnej ręki, którą cały czas w sobie wyrabiam ćwicząc :)

Jest to moja jedyna zalotka, dlatego nie mogę jej porównać do zalotek innych firm/marek. Na podstawie mojego doświadczenia oczekiwań stwierdzam, że spisuje się rewelacyjnie. Efekt, który uzyskałam był dla mnie naprawdę satysfakcjonujący :)

A jak mają się Wasze doświadczenia z zalotką? :)

24 komentarze:

  1. Nigdy nie używałam zalotki do rzęs, ale z tego co widzę, daje bardzo fajny efekt.

    OdpowiedzUsuń
  2. Z takimi rzęsami to też bym zalotki nie potrzebowała! ;)

    Ja mam i używam od czasu do czasu srebrnej z Inglota, ale na co dzień to za dużo z tym zabawy jak dla mnie, chociaż efekt jest jak najbardziej widoczny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :)
      Tak jak pisałam, trzeba mieć wprawioną rękę żeby podkręcanie zalotką szło sprawnie ;)

      Usuń
  3. Miałam jedną zalotkę, ale chyba niezbyt dobrą bo nic nie robiła i po czasie niestety gumowa warstwa odeszła...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O ile się nie myślę to w drogeriach te nasadki gumowe można zakupić ;)

      Usuń
  4. O rany! Doskonale Cię rozumiem. Mój pierwszy raz zalotką był równie kiepski, ale to dlatego, że nie umiała złapać rzęs tuż przy nasadzie. Okazało się później, że mam taki kształt oka, że muszę pod pewnym kątem jak przytrzymać. I kiedy na to wpadłam i zaczęłam ćwiczyć, teraz ja i zalotka bardzo się polubiłyśmy!

    OdpowiedzUsuń
  5. Robiłam ze trzy podejścia do używania zalotki i ani razu mi nie wyszło, więc dałam sobie z tym spokój :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może warto zrobić czwarte podejście, skoro już zalotkę zakupiłaś? :)

      Usuń
    2. no nie wiem... boję się, że moje rzęsy nie przetrwają kolejnych wprawek :p

      Usuń
  6. Bardzo fany post ♥
    Ja niestety nie używam ♥

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja do zalotki nie mogę się przekonać, boję się że połamie sobie rzęsy. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się bałam - ale zalotka używana na "czyste" rzęsy na pewno ich nie połamie ;)

      Usuń
  8. Używam codziennie zalotki, nie wyobrażam sobie życia bez niej. Mam nawet taką samą tylko z różową rączką :) Jest świetna ! Miałam inne i już nie były tak dobre jak ona. Pozdrawiam Coralii ! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Chyba nigdy się nie przekonam do tego urządzonka ;p Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  10. super efekt :)
    ja nie wiem czy coś robię źle, ale u mnie równicy nie widać :) chwilowo rzęsy są podkręcone, ale gdy nakładam tusz wracają do normalnego stanu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim przypadku możesz ostrożnie poprawić skręt zalotką na wytuszowanych rzęsach, ale baaardzo ostrożnie, bo ryzyko połamania rzęs jest spore. Próbuj, może coś się uda :)

      Usuń
  11. ja jeszcze zalotki nie mam, ale mam zamiar własnie zakupić;-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Używam zalotki jest jakiś tam efekt ale nie za bardzo satysfakcjonujący.Nie wiem czy to wina zalotki (kupowałam ją w osiedlowej drogerii,żadna ze znanych marek) czy to wina moich bardzo prostych rzęs. :p

    o-justbreathe.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. Kilka dni temu dostałam swoją pierwszą zalotkę. Tak jak Ty, próbowałam jej używać delikatnie w obawie że powyrywa rzęsy. ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Do tej pory nie miałam zalotki, ale po tym wpisie będę musiała się za jakąś rozejrzeć ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Moja historia z zalotką była identyczna jak Twoja ;) Najpierw łzy, rzucenie zalotki do pudełka. Potem zdziwienie, że nie kręci. A potem zdumienie, że trzeba było być bardziej agresywnym ;)

    OdpowiedzUsuń

Za wszystkie komentarze serdecznie dziękuję. Postaram się jak najszybciej odwdzięczyć :)
Mam jednak do Ciebie prośbę - nie pozostawiaj linków, nie spamuj i nie obrażaj.
Komentarze nie spełniające powyższych kryteriów będą USUWANE lub po prostu ignorowane!


Nie pytaj mnie o to czy będę obserwowała Twój blog - jeśli zachęcisz mnie tematyką z przyjemnością dodam go do obserwowanych. Będzie mi niezmiernie miło, jeśli Ty postąpisz tak samo :)

O MNIE

Moje zdjęcie
Kobieta pracująca. Żona. Zakochana w mężu i podróżach. W wolnych chwilach przerabia ubrania i grzebie w DIY. Lubi pisać, od zawsze. Zdarza jej się czytać bardziej lub mniej ambitne pozycje. A tutaj dzieli się z Wami swoimi przemyśleniami. Zapraszam do zakładki O MNIE. Przedstawiam genezę i cel prowadzonego przeze mnie bloga ;)

Łączna liczba wyświetleń

OBSERWATORZY

INSTAGRAM

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *