czwartek, 8 maja 2014

Leczenie? Nie! Maskowanie.

Jak reagujecie na ból? Marszczycie czoło, mrużycie oczy, a może wręcz przeciwnie staracie się nie myśleć, wmawiając sobie, że tak naprawdę to nic nie boli? Grono osób reaguje standardowym schematem.

Skoro boli, trzeba łyknąć proszki, by boleć przestało. Ojej... mimo zażytych proszków nadal boli? Trzeba iść do lekarza, może skieruje na jakieś badania. To nic, że trzeba będzie czekać na nie w najlepszym przypadku kilka dni, w porywach do kilku miesięcy. Pewnikiem jest, że przepisze mocniejsze przeciwbólówki, te dostępne tylko na receptę! Zażyję i nie będzie bolało....


Szkoda, że nikt, nawet lekarz zapisując leki przeciwbólowe, czy kolejny mocny antybiotyk nie bierze pod uwagę, jak wiele szkód może wyrządzić kolejna tabletka nafaszerowana chemią. Mówicie, że w dzisiejszym świecie nie ma rzeczy, która chemii by w sobie nie miała? Owszem, macie rację. Dlatego też nie widzę sensu, by fundować sobie kolejną dawkę trucizny.


Ból, czy gorączka to nic innego, jak symptomy wysyłane przez organizm mówiące - jest źle. A my co robimy? Zagłuszamy je, zamiast szukać przyczyny. I wcale nie robimy tego tylko i wyłącznie z powodu, bo lekarz nam kazał, bo media głośno trąbią, że ból wyniszcza organizm i trzeba go czym prędzej zlikwidować. Bierzemy je, bo tak cholernie boli, bo tak cholernie chcemy znów dobrze funkcjonować. Powrócić do formy, by nikt nie wygryzł nas ze stanowiska pracy, by nie czuć się ciężarem dla najbliższych.

Medycyna, nauka, cały świat wciąż idzie na przód. Obecnie na rynku dostępnych jest wiele "leków", które są w stanie poradzić sobie niemal z każym bólem o każdej porze dnia i nocy. Tylko zastanawia mnie jedno... DLACZEGO medycyna mimo postępu, którego dokonała bardziej idzie w stronę pozbycia się obajwów, a nie przyczyny? Przecież to błędne koło!

Bezsenność, bóle somatyczne, depresje, niejednokrotnie nagle pojawiający się nowotwór - czego są wynikiem? (Pomijam przypadki, w których winią uwarunkowania genetyczne) Najczęściej stresu, sytuacji, w których organizm ludzki nie jest w stanie sobie poradzić. Stres usilnie szuka ujścia w ciele, a przede wszystkim daje wyraźny sygnał - halo! Zrób coś, jest bardzo źle!


I co robią takie osoby? Wybierają się na początek do lekarza rodzinnego, ten poza zapisaniem przeciwbólówek, leków nasennych czy innych cudów łagodzących objawy, kieruje do psychologa może nawet psychiatry? A psychiatra co robi? No, co tu dużo mówić - prowadzi terapię głównie farmakologiczną. Czyli w sytuacji bezsennych nocy zaleca odpowiednie dawki leków nasennych, w przypadku depresji antydepresanty. Psycholog? Zależy kim jest. Czy jest psychologiem z powołania, czy siedzi obok kozetki tylko dlatego, bo tak wyszło. Niejednokrotnie pozwala wyjść na drogą ku ozdrowieniu, ale równie często zdarza się, że bardziej szkodzi niż pomaga. Kwestia spotkania na swej drodze odpowiedniego terapeuty.

Nie chodzi mi o to, by ogłosić światu, że medycyna i lekarze są źli. Nie i jeszcze raz nie! Jest wiele przypadków, w których operacje, leki przeciwdepresyjne, podawana chemia w czasie walki z nowotworem pozwalają wyjść na prostą. I pewnie dzięki takim działaniom wielu ludzi odzyskało nie tyle zdrowie co i sprawność fizyczną. Tak samo wielu jest lekarzy z powołania, którzy nie tylko w ramach umów podpisanymi z producentami leków wciskają świetne preparaty "uzdrawiające", tylko naprawdę starają sie pomóc, niejednokrotnie znaleźć przyczynę.



Mam na myśli przypadki, które można łatwo wyleczyć (nie mylić z łagodzeniem objawów) naturalnymi sposobami i praktykami, jeśli tylko znajdzie się źródło dolegliwości. I właśnie to źródło się wyeliminuje. Tym właśnie różni się medycyna wschodu i zachodu.

Już widzę miny i słyszę komentarze - medycyna wschodu? Co? Ci biedni, zacofani ludzie? Przecież to są znachorzy, a nie lekarze! I powiedzą to ci, którzy o medycynie wschodu nie mają pojęcia. Są to ludzie, którzy wsłuchują się w ciało i szukają źródła choroby, łagodzą objawy naturalnymi środkami. Naprawdę starają się leczyć, a nie tylko maskować objawy.

Daleka jestem od leczenia tylko ziółkami w sytuacjach, gdy zdrowie mocno jest zagrożone, ale równie daleka jestem od sięgania po leki gdy tylko coś mnie zaboli lub gdy temperatura ciała podwyższy się.
Zniesmaczona ostatnimi przeżyciami związanymi z medycyną, chorowaniem i sposobem "leczenia" dolegliwości, chciałam podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami, które kłębiły się we mnie od dawna, obserwując moich bliskich i przebieg ich historie zdrowia.

P.S. Doszłam do wniosku, że nadmiar treści nie będzie czymś dobrym dla tego posta, dlatego oszczędziłam Wam informacji dotyczących medycyny wschodu. Ale jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś więcej, poznać praktyki, styl życia i rytuały medycyny wschodu - piszcie, a postaram się zredagować coś przydatnego :)

Zdjęcia pochodzą ze stron
m.wm.pl i pl.hallpic.com

13 komentarzy:

  1. Ja bardzo rzadko sięgam po tabletki... wyjątkiem jest tylko ból zęba..
    Na bóle menstruacyjne czy głowy nic nie zażywam, bo wolę żeby organizm sam sobie z tym radził:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawidłowo, nie ma sensu się truć.

      Usuń
  2. My w rodzinie prawie wcale nie mamy leków, bo odpukać... nie chorujemy. Dzieci chodzą do lekarza tylko na bilanse. Córka kiedyś "łapała" krtań, ale powoli z tego wyrasta. Wówczas musiał mieć zastrzyk. Ale czasami to już przesadzamy w odwrotną stronę, bo mnie np. dopadła jakaś alergia i chodzę z lejącą się wodą z nosa i chyba jednak jutro udam się w końcu do apteki...:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lepiej nie przesadzać z lekami i wydaje mi się, że nawet w czasie alergii trzeba pozwolić by organizm chociaż spróbował sam sobie poradzić :)

      Usuń
  3. Bóle głowy i menstruacyjne bez tabletka nie pozwalają żyć ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są inne metody, która pozwalają się ich pozbyć :)

      Usuń
  4. Mnie zawsze wkurzała ta "wiara w antybiotyk". Są sytuacje, kiedy nie ma wyjścia i jest on konieczny. Ale szlag mnie jasny trafia, jak jestem np przeziębiona i słyszę złote rady "nie lecz się sama idź do lekarza, przepisze antybiotyk, trzy dni i po sprawie". Zawsze mówię, żeby sobie słownik kupili i przeczytali co to właściwie jest ten cały antybiotyk. Debile.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja. Przeziębienie to czas, kiedy organizm może i powinien sam się obronić, można wspomagać go jakimiś ziółkami czy nawet wygrzewaniem się w łóżku. A antybiotyk co zrobi? Zniszczy cały system obronny. Dziwne, że lekarze tak chętnie je przepisują.

      Usuń
  5. Mnie ostatnio przeraziła reklam w TV Ibupromu 96 tabletek (!), mnie by życia nie starczyło żeby zażyć wszystkie te tabletki ;) Jestem zdania, że ból sam przyszedł to i sam sobie pójdzie. Antybiotyk biorę raz na trzy lata, wtedy gdy witamina C już nie pomaga :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, kasa ponad wszystko. Dla niektórych ludzi będzie to idealne rozwiązanie na "gorsze" dni :P

      Usuń
  6. Ja leki przeciwbólowe biorę tylko w ostateczności, przy lekkich dolegliwościach staram sobie poradzić "domowymi" sposobami.

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja rzadko sięgam po wszelkie leki, tabletki, itp. i wkurza mnie zawsze, że inni byle od lekkiego bólu głowy już lecą po tabletkę. Nawet jak jestem chora (katar, kaszel) to nigdy niczego nie biorę i zawsze mija mi w takim samym czasie, jak inni faszerują się lekami i syropami itp... Nawet od wszelkich suplementów na poprawę włosów czy paznokci jestem daleka :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja także po leki szybko nie sięgam, lekarzom też jakoś bardzo nie ufam aczkolwiek swego czasu dużo suplementów diety na receptę łykałam;>

    OdpowiedzUsuń

Za wszystkie komentarze serdecznie dziękuję. Postaram się jak najszybciej odwdzięczyć :)
Mam jednak do Ciebie prośbę - nie pozostawiaj linków, nie spamuj i nie obrażaj.
Komentarze nie spełniające powyższych kryteriów będą USUWANE lub po prostu ignorowane!


Nie pytaj mnie o to czy będę obserwowała Twój blog - jeśli zachęcisz mnie tematyką z przyjemnością dodam go do obserwowanych. Będzie mi niezmiernie miło, jeśli Ty postąpisz tak samo :)

O MNIE

Moje zdjęcie
Kobieta pracująca. Żona. Zakochana w mężu i podróżach. W wolnych chwilach przerabia ubrania i grzebie w DIY. Lubi pisać, od zawsze. Zdarza jej się czytać bardziej lub mniej ambitne pozycje. A tutaj dzieli się z Wami swoimi przemyśleniami. Zapraszam do zakładki O MNIE. Przedstawiam genezę i cel prowadzonego przeze mnie bloga ;)

Łączna liczba wyświetleń

OBSERWATORZY

INSTAGRAM

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *