poniedziałek, 10 listopada 2014

Za każdym zaginięciem stoi drugi człowiek...

Jest człowiek, żyje, chodzi. Ma rodzinę, przyjaciół i wrogów. Jak każdy. Pewnego dnia wychodzi z domu, idzie do pracy, szkoły lub na spotkanie ze znajomymi i nagle... znika. Ginie. Rozpływa się, jak kamfora. Tak po prostu, był i nie ma. Widziany przez ludzi w metrze, tramwaju. Zwyczajny człowiek, do którego istnienia nikt z pasażerów nie przywiązuje większej uwagi. Nikt nie sądzi, że widzi go po raz pierwszy i ostatni. Jakiś czas później czekając na przystanku autobusowym ci sami pasażerowie, zauważają kolejną wiszącą kartkę ze zdjęciem i informacją, że człowiek zaginął. Widziany był kilka dni temu, miał na sobie charakterystyczną kurtkę i dżinsowe spodnie. Na głowie czarną czapkę, na nosie okulary. - Ciekawe kto to? - Myślą, ale ich myśli odgania nadjeżdżający autobus. Wsiadają do pojazdu i już nie pamiętają. Już nie myślą, czy aby na pewno go nie widzieli. A człowiek zaginął...



Zaginięcia to ludzkie, codzienne dramaty. Policja odnotowuje każdego roku 17 tysięcy zaginięć. Co dnia ktoś po prostu znika. Wychodzi po bułki i już nigdy nie wraca. Wraz z upływającymi godzinami od zaginięcia i bezradności policji, czarne scenariusze w głowach bliskich rysują się same. Albo ktoś porwał, albo okradł i pobił, albo... zabił. Ta ostatnia wersja jest w umysłach uśpiona, niedopuszczona do głosu, ale jest i zżera od środka.

Nie pomaga jasnowidz, który daje nadzieję, za grubą kasę. Tylko nadzieję, która ponoć umiera ostatnia. Czasem umiera wraz z człowiekiem, który do ostatnich sekund życia czekał na odnalezienie bliskich. Mijają lata, setki, a nawet wieki. A bliskiej-zaginionej osoby nie ma. Śledztwa są umarzane, winnych brakuje, a człowieka nadal nie ma.

Czasem coś wyjdzie po latach, że ktoś coś widział, ktoś coś słyszał, kogoś ruszyło sumienie. Gdy osoba zaginiona powraca do rodziny, to wielkie szczęście. Wiadomo, że każdy chciałby odnaleźć zaginionego, jako żywego. Ale czasem do rodziny wraca tylko ciało. Martwe, zimne, ciało ukochanej osoby. Od tych chwil mogą układać swój świat na nowo. Pożegnać się po raz ostatnio, pochować, postawić pomnik i przychodzić w złych chwilach. Dotknąć zimnego marmuru, zapalić znicz i postawić kwiaty. Pielęgnować w pamięci dobre wspomnienia i dziękować, za tą pewność. Tą brutalną pewność, że już wiadomo, gdzie jest ukochany - zaginiony.



Co się dzieje z takimi ludźmi?
Scenariuszy jest tyle, ile osób zaginionych. Przerażający jest sam fakt, że człowiek może zaginąć. Jak szpilka w stogu siana, jak zwyczajna rzecz. A przecież jest człowiekiem, z krwi i kości. Objęty prawem, opiekom, ludzką miłością i co gorsza... ludzką zazdrością i nienawiścią. Tym, od czego ginie... I znów człowiek, człowiekowi wilkiem.

Czy Was też tak do szpiku kości porusza każde zaginięcie, nawet nieznajomej osoby?
Nie potrafię przejść obojętnie obok takiego ogłoszenia. Ale nie potrafię też spamiętać wszystkich ludzi mijanych po drodze. Szczególnie trudne jest to w dużych miastach, gdzie walczy się o każdą minutę biegnąc z tramwaju na autobus. A pośpiech nie sprzyja spostrzegawczości. Giną małe dzieci, młode osoby w sile wieku i starsi ludzie. Giną, tak codziennie od wielu lat. I najgorsze, że ginąć ciągle będą...

Zdjęcia pochodzą ze strony: http://www.wallpaperup.com

7 komentarzy:

  1. U mnie w otoczeniu na szczęście nie ma osób zaginionych. Rzadko widzę takie ogłoszenia. Ale zdarza się. To jest straszne dla rodziny... A czasem zdarza się, że 'zaginiony'nie chce być odnaleziony...

    OdpowiedzUsuń
  2. No cóż. Zawsze czytając o osobie zaginionej, myślę jak to się stało i właściwie dlaczego. Jak dorosła osoba może od tak zaginąć. Wypadek i utrata pamięci? Porwanie, zabójstwo? Masz rację. Ile osób zaginionych - tyle scenariuszy..

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciężki temat z samego rana... Dla mnie to tragedia nie do wyobrażenia. Śmierć bliskiej osoby, nawet młodej, w sile wieku, przed którą jeszcze całe życie wydaje mi się mniejszym bólem niż zaginięcie. Owszem, boli, ale chyba nie ma nic gorszego niż czekanie z nadzieją, że może jeszcze wróci, całe życie pewnie się temu podporządkowuje... Współczuję rodzinom, a sama kiedy zaczynam się nad tym zastanawiać czuję ogromną pustkę, zagubienie, bo nie mam pojęcia, co mogło się wydarzyć...

    OdpowiedzUsuń
  4. Temat niełatwy, skłania do refleksji i przemyśleń, też mnie to przeraża, choć w moim otoczeniu nie ma osób zaginionych... Pamiętam jak głośno było o Iwonie Wieczorek, mimo że jej nie znam, to przeżywałam jej zniknięcie, bo jak tak może się dziać, że ktoś idzie na imprezę i już z niej nie wraca... Przecież to mogłaby być któraś z nas, masakra...

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie nie przerażają zaginięcia jeśli nie znam zaginionego. Uczucia jakie nasuwają mi się natychmiastowo to współczucie i nadzieja, że jednak zaginiony się odnajdzie cały i zdrowy, a historia znajdzie szczęśliwe zakończenie.

    OdpowiedzUsuń
  6. smutny, poruszający temat, w moim otoczeniu nikt nie zaginął, i mam nadzieję ze nic się takiego nie wydarzy...

    OdpowiedzUsuń

Za wszystkie komentarze serdecznie dziękuję. Postaram się jak najszybciej odwdzięczyć :)
Mam jednak do Ciebie prośbę - nie pozostawiaj linków, nie spamuj i nie obrażaj.
Komentarze nie spełniające powyższych kryteriów będą USUWANE lub po prostu ignorowane!


Nie pytaj mnie o to czy będę obserwowała Twój blog - jeśli zachęcisz mnie tematyką z przyjemnością dodam go do obserwowanych. Będzie mi niezmiernie miło, jeśli Ty postąpisz tak samo :)

O MNIE

Moje zdjęcie
Kobieta pracująca. Żona. Zakochana w mężu i podróżach. W wolnych chwilach przerabia ubrania i grzebie w DIY. Lubi pisać, od zawsze. Zdarza jej się czytać bardziej lub mniej ambitne pozycje. A tutaj dzieli się z Wami swoimi przemyśleniami. Zapraszam do zakładki O MNIE. Przedstawiam genezę i cel prowadzonego przeze mnie bloga ;)

Łączna liczba wyświetleń

OBSERWATORZY

INSTAGRAM

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *