środa, 28 maja 2014

"Jak ja się boję obrony!" - czyli co zrobić by pokonać stres i zdać.

Katują nas egzaminami już od podstawówki, przez gimnazja, po matury, aż wreszcie przy obronach prac licencjackich czy też magisterskich. Pomijam egzaminy na prawo jazdy, które pamięta się do końca życia. Z poziomu na poziom wyżej, poprzednie egzaminy to był pikuś. Maturzyści  wyśmiewają gimnazjalistów, panikujących na wieść o zbliżających się testach gimnazjalnych. Studenci szydzą z maturzystów. Bo czym że jest matura przy sesji na studiach? Pestką.

Wiele osób przez to przechodzi i dla każdego to dość osobliwe przeżycie. Aktualnie jestem w trakcie sesji i to niestety z tego powodu na blogu ostatnio mnie nie ma. Powoli ogarniam notatki pozostałe po nauce, skrawki papierów pozostałych po wyciętych ściągach i... już coraz bardziej zbliżam się do obrony pracy licencjackiej.

W moim życiu było już tyle egzaminów, że chcąc nie chcąc musiałam wypracować sobie sposób by stres mnie nie zdyskwalifikował. Inaczej pewnie by mnie nie było tu, gdzie jestem. Podzielę się nim z Wami, być może dla większości nie są niczym nowym, ale może dla kogoś takie porady będą strzałem w dziesiątkę.

środa, 21 maja 2014

Jak seriale niszczą nam życie?

Mega fanką seriali byłam będąc nastolatką. Już nawet nie jestem w stanie wymienić wszystkich tytułów seriali, które oglądałam. Nie ukrywam, że większość czynności dnia codziennego (nawet naukę!) układałam tak, by móc zobaczyć serial w TV. A gdy zapomniałam lub przeoczyłam odcinek, ubolewałam niemiłosiernie przeszukując interenet, bo być może gdzieś ktoś coś zamieścił. Wtedy najczęściej trafiałam jedynie na streszczenia odcinków, a i o nie bywało trudno.


Aż w końcu powstało vod, tvnplayer i ipla. Wolność legalnego oglądania niezależnie od dnia i godziny. Witamy w raju!

poniedziałek, 19 maja 2014

Naprawdę jaka jesteś nie wie nikt...

Próbuję odnaleźć w blogosferze swoje miejsce. Jestem tu od października 2013 roku. Początkowo skakałam z kwiatka na kwiatek - raz post o kosmetykach, raz post o książce, innym razem coś o filmie, a tu za chwile chwalę się kolejną przeróbką. Teraz znów próbuję swoich sił w tematyce rzeczy ważnych i tych mniej ważnych, ale skupiających się głównie na moich przemyśleniach i odczuciach. Odkryłam, że mam nieodpartą chęć pokazania się Wam z innej strony. Może tej, której jeszcze nie znacie? Chciałam zacząć coś na nowo, może inaczej? Poczęłam od wyglądu bloga, aż w końcu zaryzykowałam z tematyką. Długo się zbierałam, by coś zmienić. Czułam, że to nie tędy droga...


I nagle bum! Szok totalny, liść w twarz, kopara w dół!

sobota, 17 maja 2014

Biegam, bo to jest teraz modne.

Kiedyś stroniłam od biegania. Uważałam, że to sport wysokiego ryzyka. Przeznaczony dla osób, które chcą schudnąć albo biegają, bo zwyczajnie im się nudzi. Będąc nastolatką próbowałam zwiększyć swoje wyniki i biegałam. Stosowałam rwane tempo, które kończyło się nie tylko kolką i zadyszką, ale okropnym zniechęceniem i utwierdzeniem się po raz kolejny w stwierdzeniu - bieganie nie jest dla mnie.

Dziwi mnie to, że wykształceni włefiści, z którymi miałam do czynienia od podstawówki, aż po koniec pierwszego roku studiów, nigdy nie wspomnieli o tym JAK trenować. Aby bieganie było nie tylko czymś co poprawia formę, ale tym co można pokochać. Rozumiem, że takie rzeczy to mówi się w miejscach, gdzie trenuje się "zawodowych" biegaczy. Gdzie ma się swojego trenera i wszystko opiera się na tym, by efektywny trening przełożył się na świetne wyniki w czasie walki o podium. Dziwię się, że żaden ze spotkanych na mojej drodze włefistów (a było ich o dziwo ośmiu), nawet nie wysilił się do tego by zarazić nas pasją biegania. Interesowały ich głównie nasze oceny - jesteś przeciętny - ok, nie ma o czym mówić. Jesteś trochę lepszy? - To może pojedziesz na zawody?


Teraz po wymuszonej przerwie wracam ponownie do biegania. Nie stosuję już rwanego tempa, ani biegania po to, by dzisiaj przebiec 5 km, by móc pochwalić się znajomym na facebooku. Biegam nie po to by schudnąć, biegam po to, by czuć się lepiej.

czwartek, 15 maja 2014

Mój pies to urodzony morderca!

Media karmią nas co jakiś czas nowymi informacjami, że znów amstaf zagryzł dziewczynkę, a rottweiler dotkliwe pogryzł babcię. Równie często widzi się na spacerach psy, które tak naprawdę wyprowadzają właścicieli na spacer, niż oni ich. Wybierają ścieżki, którymi podążać, kwiatki, które powąchać. Osoby, na które skoczyć lub psy, które zaatakować. I wtedy najczęściej pada stwierdzenie:
Ten pies jest okropny! Co za straszne geny! Po co był mi amstaf?

Prawda jest niestety taka, że niejednokrotnie wina leży po stronie właścicieli. I to nie tylko w sposobie doboru rasy, czy też karmienia. Również tego, jak właściciele psa wychowują, jak traktują.

niedziela, 11 maja 2014

Jesteś w stanie poradzić sobie ze wszystkim!

Kilkadziesiąt postów temu pisałam o książce Sekret KLIK. W owym poście szukałam odpowiedzi, dlaczego wiara w siebie może góry przenosić. Dla mnie wiara w Sekret, to prawie jak wiara w coś co nie istnieje. Tanie bajki dla małych dzieci? Chciałam wiedzieć, jak ta wiara w siebie naprawdę wpływa na psychikę człowieka. Chciałam dowiedzieć się od postaw, co tak naprawdę trzeba zrobić, żeby się udało?!

Podświadomość - czy ten termin coś Wam mówi? To taka część umysły, do której na co dzień nie mamy dostępu, ale ona ma ciągły wpływ na nasze życie. Decyzje, które podejmujemy, lęki, reakcje.

czwartek, 8 maja 2014

Leczenie? Nie! Maskowanie.

Jak reagujecie na ból? Marszczycie czoło, mrużycie oczy, a może wręcz przeciwnie staracie się nie myśleć, wmawiając sobie, że tak naprawdę to nic nie boli? Grono osób reaguje standardowym schematem.

Skoro boli, trzeba łyknąć proszki, by boleć przestało. Ojej... mimo zażytych proszków nadal boli? Trzeba iść do lekarza, może skieruje na jakieś badania. To nic, że trzeba będzie czekać na nie w najlepszym przypadku kilka dni, w porywach do kilku miesięcy. Pewnikiem jest, że przepisze mocniejsze przeciwbólówki, te dostępne tylko na receptę! Zażyję i nie będzie bolało....


Szkoda, że nikt, nawet lekarz zapisując leki przeciwbólowe, czy kolejny mocny antybiotyk nie bierze pod uwagę, jak wiele szkód może wyrządzić kolejna tabletka nafaszerowana chemią. Mówicie, że w dzisiejszym świecie nie ma rzeczy, która chemii by w sobie nie miała? Owszem, macie rację. Dlatego też nie widzę sensu, by fundować sobie kolejną dawkę trucizny.

wtorek, 6 maja 2014

Zmywacz do paznokci, czy na pewno taki witaminowy?

Z braku laku, a raczej natychmiastowej potrzeby zmycia paznokci kupiłam zmywacz Venita. Wpadł mi w ręce i oczarował wymienionymi witaminami na etykiecie A+E+F. Nie mając czasu by zagłębić się w skład wpakowałam do koszyka i pobiegłam do kasy.


 Czy zmywasz mający w sobie tyle witamin na pewno nie zaszkodzi płytce paznokcia?

niedziela, 4 maja 2014

WYNIKI ROZDANIA nr 2!

Uwaga, uwaga! W końcu nadeszła wyczekiwana chwila :) Przyszedł czas na ogłoszenie wyników rozdania nr 2.
Uff... ale pracy za mną. Zebraliście łącznie 439 losów. Niestety nie wszystkie osoby spełniły podstawowy warunek - tzn. chodzi o bycie publicznym obserwatorem. Niektóre osoby "oszukały" mnie w kwestiach polubień fanpejdża czy też udostępnień, jednakże wszystko zostało już skrupulatnie sprawdzone tak aby sprawiedliwości stało się zadość.

Jeszcze mam ważną informację dla wszystkich obserwatorów - jeśli po ogłoszeniu wyników dany obserwator zniknie, to w następnym rozdaniu nie ma sensu się zgłaszać, bo zostanie zdyskwalifikowany.

Nie przedłużając zapraszam na wyniki :)


piątek, 2 maja 2014

Miodowy żel do ust. FM Group.

Moja nieobecność spowodowana była nagłą i dość niemiłą w skutkach chorobą. Totalnie wyłączyła mnie z życia. "Dzięki niej" zmuszona byłam pilnie szukać czegoś co poratuje moje okropnie spieczone i popękane od gorączki usta, które w mgnieniu oka zamieniły się w ruinę... Neutrogeny już dawno nie miałam, pomadka lodowa nie dawała rady, a wyjście do sklepu po coś nowego nie wchodziło w grę. Poszperałam w kosmetyczce i znalazłam dawno zapomniany miodowy żel do ust, dostałam go kiedyś w prezencie. Szczerze mówiąc, na samą myśl o miodzie robi mi się niedobrze... Ale przecież miód łagodzi i nawilża, zaryzykowałam.

 Zapraszam na efekty :)

O MNIE

Moje zdjęcie
Kobieta pracująca. Żona. Zakochana w mężu i podróżach. W wolnych chwilach przerabia ubrania i grzebie w DIY. Lubi pisać, od zawsze. Zdarza jej się czytać bardziej lub mniej ambitne pozycje. A tutaj dzieli się z Wami swoimi przemyśleniami. Zapraszam do zakładki O MNIE. Przedstawiam genezę i cel prowadzonego przeze mnie bloga ;)

Łączna liczba wyświetleń

OBSERWATORZY

INSTAGRAM

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *