czwartek, 6 sierpnia 2015

Jak poradzić sobie z brzydką pogodą w Tatrach? Czerwone Wierchy.

Tytułowe pytanie pojawiało się w głowach miłośników tatrzańskiej turystyki w ubiegłym roku bardzo często. I my stanęliśmy przed owym dylematem. Dzień miał być pochmurny, deszczowy, burzowy, a nawet wręcz jesienny, jak na sierpień NIE przystało. Słonecznych dni było jak na lekarstwo. Nocleg opłacony, podróż też. Za nami dzień zmarnowany przez burze. I wtedy mieliśmy do wyboru - znów pozostać w pensjonacie i oglądać tv/czytać książki, i patrzeć jak chmury przysłaniają Giewont (widoczny z naszego pokoju), a krople deszczu spływają po szybie lub nie dać się frustracji i wyruszyć w góry. Opcja była niekwestionowana. Odpowiadając na pytanie: zaakceptować owy fakt. Co z tego wyszło? Najlepiej ukarzą to zdjęcia - zapraszam do oglądania :)


Wyruszyliśmy z Kuźnic, przez Kalatówki i dalej pnąc się do góry dotarliśmy do Przełęczy pod Kopą Kondracką. Ale zanim to nastąpiło po drodze czekało nas wejście, w ciężkie powietrze - chmury. Gęste, a widoczność zaledwie kilku metrowa.

Szlak ku Przełęczy pod Kopą Kondracką.

W tle Kalatówki.

Też bym chciała, żeby ujęcie przedstawiało staw. Niestety - to co jest widoczne na drugim planie to topiący się w chmurach krajobraz.
Przełęcz pod Kopą Kondracką, sierpień 2014 r.

Dla porównania, to miejsce w 2013 roku w piękny, słoneczny dzień, prezentowało się następująco:

Przełęcz pod Kopą Kondracką, sierpień 2013 r.

W tym momencie zaczął padać deszcz i wiać wiatr. Gdzieś w tle słychać było ciche pomrukiwanie burzy, którego tak naprawdę nie chcieliśmy słyszeć... pieliśmy się ku górze. Widoki, które teraz przysłaniały nam chmury mieliśmy w pamięci i z utęsknieniem żałowaliśmy, że nie możemy widzieć ich raz jeszcze.

Kopa Kondracka, sierpień 2014 r.
I znów dla porównania pokażę, jak owe miejsce wygląda w piękny, słoneczny dzień.

Kopa Kondracka, sierpień 2014 r.
Spacerujące kozice. Nawet im było ciężko, znajdowały się od nas około 2 metry.

Tak, zdjęcie dokładnie oddaje tego, jak było ponuro. Wyobrazić sobie możecie, jak było zimno i dość nieprzyjemnie.
To nie duchy. To błądzące w chmurach kozice.
 Nawet nie muszę dodawać, jak łatwo było zboczyć z trasy. A kto zna Czerwone Wierchy, ten wie, jak bardzo są zdradliwe i spadziste.


Małołączniak, sierpień 2014 r.

Trudno rozpoznać osoby idące zaledwie kilka metrów dalej.



Droga donikąd? :)



A wydawać by się mogło, że za tymi skałkami nic nie ma...

Namiastka mrocznego klimatu Tatr...


I zbliżamy się ku Dolnie Kościeliska. Na załączonych zdjęciach widać, że ludzi jest, jak na lekarstwo. Idąc spokojnym krokiem z radością, że burza nas nie zasięgła. W oddali słychać przerażający ryk niedźwiedzia... Serce ze strachu stanęło mi za chwilę. Ryk powtarzał się kilkukrotnie, pogoda nawet nie śmiała się wypogadzać. Przed nami była godzina drogi do Doliny Kościeliskiej lub...  5 godzin drogi do Kuźnic, przez Czerwone Wierchy. Przez chwilę nawet się cofnęliśmy kilka metrów.

Zwątpienie było okropne, tym bardziej, że w owym czasie dość głośno było o zbłąkanym, tatrzańskim niedźwiadku. Nie chcielibyśmy mieć tej przyjemności spotkać go oko, w oko. Na szczęście zza chmur wyłonili się ludzie, a my do nich dołączyliśmy. W grupie raźniej, to i niedźwiedź bałby się podejść (tak przynajmniej się pocieszaliśmy). Niedźwiadek odzywał się jeszcze kilkukrotnie, na szczęście ciągle w oddali.


Iść, czy nie iść?



Bezpiecznie dotarliśmy do Kir, skąd busem do Zakopanego. Na koniec jeszcze wiatrołomy z Doliny Kościeliska i potężna siła żywiołu.



Paskudna pogoda zabrała nam wspaniałe widoki, dodała zastrzyku adrenaliny, ale nie zabrała frajdy z górskiej wędrówki. Dziwnie i trochę niebezpiecznie jest wędrować wśród chmur. To doświadczenie, które mimo niedogodności z serca polecam.

Jeśli chodzi o wspinaczkę na szlakach - brak. Kamiennym chodnikiem podążamy mozolnymi podejściami i zejściami - góra, dół, góra dół :)

Czerwone Wierchy, to miejsce, w które na pewno jeszcze wrócimy :) A Wy? Opowiedzcie o Waszych górskich doświadczeniach :)

2 komentarze:

  1. Adrenaliny na pewno Wam nie brakowało :) Ja pewnie nie zdecydowałabym się na wędrówkę w taką pogodę, spanikowałabym już na początku :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Byłem raz na Czerwonych Wierchach i też było bardzo pochmurno. W ogóle przeważnie, jak jadę w góry, to jest pochmurno. Na szczęście nigdy nie złapała mnie burza.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń

Za wszystkie komentarze serdecznie dziękuję. Postaram się jak najszybciej odwdzięczyć :)
Mam jednak do Ciebie prośbę - nie pozostawiaj linków, nie spamuj i nie obrażaj.
Komentarze nie spełniające powyższych kryteriów będą USUWANE lub po prostu ignorowane!


Nie pytaj mnie o to czy będę obserwowała Twój blog - jeśli zachęcisz mnie tematyką z przyjemnością dodam go do obserwowanych. Będzie mi niezmiernie miło, jeśli Ty postąpisz tak samo :)

O MNIE

Moje zdjęcie
Kobieta pracująca. Żona. Zakochana w mężu i podróżach. W wolnych chwilach przerabia ubrania i grzebie w DIY. Lubi pisać, od zawsze. Zdarza jej się czytać bardziej lub mniej ambitne pozycje. A tutaj dzieli się z Wami swoimi przemyśleniami. Zapraszam do zakładki O MNIE. Przedstawiam genezę i cel prowadzonego przeze mnie bloga ;)

Łączna liczba wyświetleń

OBSERWATORZY

INSTAGRAM

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *