czwartek, 17 września 2015

Co zrobić z pracą, której nienawidzisz?


Odpowiedź na tytułowe pytanie wydaje się być prosta - rzucić. I większej filozofii już nie wymyślę. Sytuacja byłaby prosta, gdyby nie fakt, że jesteśmy na dorobku, że musimy liczyć sami na siebie, że z czegoś trzeba żyć i że... że mieszkamy w Polsce. 

Nienawidzisz swojej pracy? Nie jesteś sam.

 Co 4 Polak nie znosi swojej pracy, statystyki przerażają. Ja też do niedawna należałam do owego grona. Nie tylko nie lubiłam swojej pracy, ja wręcz byłam na nią chora. Siedziałam za biurkiem i odliczałam sekundy do końca. Przeklinałam każdy dzień, który musiałam spędzić w gmachu wieżowca. Współpracownicy czuli się, jak ryby w wodzie. Wypływali na szerokie wody nowych doświadczeń, każdy dzień był dla nich wspaniałym wyzwaniem. Do pracy przyjeżdzali z radością, z uśmiechem na twarzy zostawali po godzinach i kończyli swoje projekty. Uzależnieni, pochłonięci i szczęśliwi, tak samo, jak ich konta bankowe. Ja dopiero się uczyłam, ale już w chwili podpisywania umowy czułam ten ścisk w żołądku.

Coś było już nie tak.

To, że nie chcę tam pracować wiedziałam po trzecim dniu pracy. Ale nie chciałam słuchać swoich myśli. Przecież dopiero się uczyłam, nie mogłam się poddać. Przecież chciałam pokonać swoje granice. Przecież to praca w prestiżowej firmie! Przecież moi koledzy z pracy pokazywali mi każdego dnia, że z pracy naprawdę można się cieszyć. Ja też tak chciałam! Mijały dni, a ja zamiast iść na przód, cofałam się. Pożądanych efektów nie było, a ja obmyślałam plan ucieczki. Chciałam zapaść się pod ziemię, ale tak, by nie przyznać się do porażki.


Wytrzymałam tam zbyt długo.

Odeszłam po 6 tygodniach. Okropnie długich tygodniach. Odeszłam do zupełnie innej pracy, na obrzeżach miasta. W zupełnie innym systemie. Ze znacznie mniejszą perspektywą finansową. Podstawa jest większa, ale brakuje systemu prowizyjnego, który tak okropnie zdążyłam znienawidzić. Te kilka tygodni nie tylko okrutnie wpłynęło na moje samopoczucie, psychikę i zdrowie, ale nauczyło mnie słuchać samej siebie. Nie zawsze da się pokonać swoje granice na siłę. Już nigdy siebie tak nie skrzywdzę, nie w ten sposób.

Już nie jestem wrakiem człowieka.

Mam znacznie więcej energii, znacznie lepsze samopoczucie. Mam czas nie tylko dla bliskich mi osób, ale również na realizację swoich pasji. A przecież pracuję dokładnie tyle samo godzin tygodniowo, co wcześniej. Wreszcie czuję, że żyję. Ten stan trwa już kilka miesięcy, a ja każdego dnia nie mogę się sobie nadziwić, że dałam się zapędzić w kozi róg.
Docelowo widzę siebie w zupełnie innym miejscu, ale na tą chwilę łapię oddech, zbieram siły i wiem, że marzenia się spełniają :)

PAMIĘTAJ!
JEŚLI COŚ CI NIE PASUJE, MUSISZ TO ZMIENIĆ.

A Wy? Wpadliście kiedyś w sidła znienawidzonej pracy?

11 komentarzy:

  1. Myślę, że ten problem dotyczy wielu ludzi. Młodzi kończą studia po czym nie pracują w zawodzie bo się w nim nie odnajdują. Gorsza jest sytuacja wtedy gdy kończysz studia, chcesz pracować i nie możesz - jesteś zmuszona podjąć się innego zajęcia niż ten wyuczony. Wtedy jest dopiero tragedia. Sama byłam w tej sytuacji.
    Płacz i żal były moimi najlepszymi przyjaciółmi. Pamiętam jak starałam się na studiach, byłam najlepszą uczennicą na roku, jako jedyna napisałam i obroniłam pracę na 5. BYłam pełna werwy do pracy i zdesperowana by ją znaleźć... Niestety nie udało mi się 'przebić murów' polskiego nepotyzmu :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uroki faktu, że studia nie zawsze przygotowują nas do tego, czym rzeczywiście mamy się zajmować :(
      Trzymam kciuki, za poprawę losu! :)

      Usuń
    2. W końcu kiedyś 'karta musi się odwrócić' ;)

      Usuń
  2. Niestety dość często wpadam takie sidła. O prace w moim małym mieście ciężko, więc zawsze wytrzymuję ile się da. Rok lub dwa a potem padam i poddaję się. Marzę o pracy do której będę chodzić z uśmiechem na twarzy a nie z bólem żołądka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Małe miasta mają to do siebie, niestety. Są fajne, ciche i przytulne, ale perspektywy żadne. Chyba, że myśli się o własnym biznesie, a wtedy to miejsce zamieszkania niemal nie ma znaczenia.

      Usuń
  3. Niestety i ja miałam taką pracę, która odbierała mi chęć na cokolwiek, siły, wykańczała fizycznie i psychicznie. Jeśli nie ma innej perspektywy, to tkwi się w tym martwym punkcie. Rzucić pracę łatwo, ale z czego później żyć?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba inwestować w siebie i swój rozwój. I tak, jak piszesz. Ileś trzeba się przemęczyć, by coś odłożyć, znaleźć pomysł na siebie i ruszyć z miejsca.

      Usuń
  4. Jest jeszcze inne wyjście. Jeśli nie możesz pokonać wroga, to się z nim zaprzyjaźnij.
    Ja tak zrobiłem ze swoją pracą. Kiedyś jej nienawidziłem, a teraz dalej za nią nie przepadam, ale staram się też dostrzegać plusy.
    Na przykład plus jest taki, że jest jest na etat i że mam stałą pensję (chociaż bardzo przeciętną). Znam parę osób, które odchodziły z banków czy firm ubezpieczeniowych, bo nie wyrabiały normy sprzedanych kredytów czy ubezpieczeń. Wciskanie ludziom kitu musi być strasznie frustrujące..
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim przypadku owa walka kończyła się coraz to większą porażką. Nie dało się, ani docenić pozytywów, ani polubić wykonywane zajęcia. Szczególnie, gdy była świadomość, że tą prace w każdej chwili mogę zmienić.

      Usuń
  5. Ludzie nie znoszą pracy, a pracują po to, żeby zarobić. Niestety. Takie realia mamy w Polsce. :(

    OdpowiedzUsuń
  6. To jest najgorsze, kiedy nie można rzucić obecnej pracy. Pójście do nowej nie musi oznaczać zmian na lepsze, bo wszystko wykonywane dla "odpalenia godzin" po jakimś czasie przeradza się w problemy z samym sobą.

    OdpowiedzUsuń

Za wszystkie komentarze serdecznie dziękuję. Postaram się jak najszybciej odwdzięczyć :)
Mam jednak do Ciebie prośbę - nie pozostawiaj linków, nie spamuj i nie obrażaj.
Komentarze nie spełniające powyższych kryteriów będą USUWANE lub po prostu ignorowane!


Nie pytaj mnie o to czy będę obserwowała Twój blog - jeśli zachęcisz mnie tematyką z przyjemnością dodam go do obserwowanych. Będzie mi niezmiernie miło, jeśli Ty postąpisz tak samo :)

O MNIE

Moje zdjęcie
Kobieta pracująca. Żona. Zakochana w mężu i podróżach. W wolnych chwilach przerabia ubrania i grzebie w DIY. Lubi pisać, od zawsze. Zdarza jej się czytać bardziej lub mniej ambitne pozycje. A tutaj dzieli się z Wami swoimi przemyśleniami. Zapraszam do zakładki O MNIE. Przedstawiam genezę i cel prowadzonego przeze mnie bloga ;)

Łączna liczba wyświetleń

OBSERWATORZY

INSTAGRAM

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *