niedziela, 20 września 2015

Nie jestem feministką.


Kiedyś myślałam zupełnie inaczej. Miałam wrażenie, że świat bez facetów może funkcjonować. Ba! Nawet może mieć się dobrze. Myślałam, że my kobiety, możemy dać sobie rade ze wszystkim. I pewnie tak bywa, bowiem w kupie siła, ale jako pojedyncze jednostki bez męskiej ręki, jesteśmy skazane na porażkę.

Lubię czuć się kobietą.

Lubię, gdy mężczyzna otwiera mi drzwi, ustępuje mi miejsca, niesie za mnie ciężkie torby, podnosi ciężkie paczki. Lubię, gdy wykonuje cięższe prace domowe, z którymi nie umiem lub nie chcę dać sobie rady. Lubię, gdy odciąża mnie zmywając naczynia, mimo, że była to moja kolej. Lubię, gdy idzie ze mną na zakupy, mimo, że okrutnie mu się nie chce (chociaż w tym przypadku w grę wchodzi nie tylko bycie dżentelmenem, ale i miłość). Uwielbiam, gdy ma swoje zdanie, gdy widzę, że jest silniejszy, nawet wtedy, gdy się droczymy. Z uśmiechem na ustach patrzę, jak smakuje mu to, co ugotowałam. Nie wyobrażam sobie, by mógł urodzić dziecko, bo to ja sama chcę nosić je pod sercem.

Może zamiast równouprawnienia, po prostu szacunek?

Nie chcę pracować ciężko fizycznie, nie chcę pracować w kamieniołomach tylko dlatego, że ktoś chce równouprawnienia. Chcę mieć swoje zdanie i chcę, by było nie tylko słyszane, ale brane pod uwagę. Chcę mieć wolność wyboru, chcę czuć się w związku nie tylko, jak kobieta, ale i partner. Nie chcę się bić, chcę być przez mężczyzn broniona i chroniona. Ale też nie chcę grzać miejsca tylko i wyłącznie w kuchni, bo w grę wchodzi partnerstwo i podział obowiązków.


Kobieta zawsze będzie kobietą, a mężczyzna - mężczyzną.

Nie kamieniujcie mnie, ja mam tylko swoje zdanie. 

Wypowiadam się w swoim imieniu, piszę to, co myślę i czuję. Nie myślcie, że dawny model rodziny mi się podoba. Jestem od tego daleka. Uważam, że w niektórych kwestiach mężczyzna nie jest w stanie zastąpić kobiety i odwrotnie. Owszem, są indywidualne przypadki. Niestety tak, rzadkie, że stanowią jedynie wyjątki potwierdzające regułę.

A jakie jest Wasze zdanie? Co sądzicie o feminizmie?

czwartek, 17 września 2015

Co zrobić z pracą, której nienawidzisz?


Odpowiedź na tytułowe pytanie wydaje się być prosta - rzucić. I większej filozofii już nie wymyślę. Sytuacja byłaby prosta, gdyby nie fakt, że jesteśmy na dorobku, że musimy liczyć sami na siebie, że z czegoś trzeba żyć i że... że mieszkamy w Polsce. 

Nienawidzisz swojej pracy? Nie jesteś sam.

 Co 4 Polak nie znosi swojej pracy, statystyki przerażają. Ja też do niedawna należałam do owego grona. Nie tylko nie lubiłam swojej pracy, ja wręcz byłam na nią chora. Siedziałam za biurkiem i odliczałam sekundy do końca. Przeklinałam każdy dzień, który musiałam spędzić w gmachu wieżowca. Współpracownicy czuli się, jak ryby w wodzie. Wypływali na szerokie wody nowych doświadczeń, każdy dzień był dla nich wspaniałym wyzwaniem. Do pracy przyjeżdzali z radością, z uśmiechem na twarzy zostawali po godzinach i kończyli swoje projekty. Uzależnieni, pochłonięci i szczęśliwi, tak samo, jak ich konta bankowe. Ja dopiero się uczyłam, ale już w chwili podpisywania umowy czułam ten ścisk w żołądku.

Coś było już nie tak.

To, że nie chcę tam pracować wiedziałam po trzecim dniu pracy. Ale nie chciałam słuchać swoich myśli. Przecież dopiero się uczyłam, nie mogłam się poddać. Przecież chciałam pokonać swoje granice. Przecież to praca w prestiżowej firmie! Przecież moi koledzy z pracy pokazywali mi każdego dnia, że z pracy naprawdę można się cieszyć. Ja też tak chciałam! Mijały dni, a ja zamiast iść na przód, cofałam się. Pożądanych efektów nie było, a ja obmyślałam plan ucieczki. Chciałam zapaść się pod ziemię, ale tak, by nie przyznać się do porażki.


Wytrzymałam tam zbyt długo.

Odeszłam po 6 tygodniach. Okropnie długich tygodniach. Odeszłam do zupełnie innej pracy, na obrzeżach miasta. W zupełnie innym systemie. Ze znacznie mniejszą perspektywą finansową. Podstawa jest większa, ale brakuje systemu prowizyjnego, który tak okropnie zdążyłam znienawidzić. Te kilka tygodni nie tylko okrutnie wpłynęło na moje samopoczucie, psychikę i zdrowie, ale nauczyło mnie słuchać samej siebie. Nie zawsze da się pokonać swoje granice na siłę. Już nigdy siebie tak nie skrzywdzę, nie w ten sposób.

Już nie jestem wrakiem człowieka.

Mam znacznie więcej energii, znacznie lepsze samopoczucie. Mam czas nie tylko dla bliskich mi osób, ale również na realizację swoich pasji. A przecież pracuję dokładnie tyle samo godzin tygodniowo, co wcześniej. Wreszcie czuję, że żyję. Ten stan trwa już kilka miesięcy, a ja każdego dnia nie mogę się sobie nadziwić, że dałam się zapędzić w kozi róg.
Docelowo widzę siebie w zupełnie innym miejscu, ale na tą chwilę łapię oddech, zbieram siły i wiem, że marzenia się spełniają :)

PAMIĘTAJ!
JEŚLI COŚ CI NIE PASUJE, MUSISZ TO ZMIENIĆ.

A Wy? Wpadliście kiedyś w sidła znienawidzonej pracy?

sobota, 12 września 2015

Romantyczność, tylko dla kobiet.

Zabiorę Was do krainy romantyzmu. Opowiem Wam o tysiącach palących się podgrzewaczy w półmorku (które mimo, że nie są świeczkami, nie zabiją klimatu), porozstawianych w różnych kątach domu. To nic, że chwila nieuwagi spowoduje pożar. Ważne, że w tle gra miła, nastrojowa muzyka. Ważne, że są kwiaty, ulubione wino i... ON. Opowiem Wam o wspaniałym wieczorze, który bije ciepłem i miłością na kilometr. Rozmarzycie się razem ze mną, poczujecie się tak, jak ja. Bez problemowo, szczęśliwie zakochani. Tu i teraz. Ciarki pojawią się na Waszej skórze, a potem wszystko pryśnie, jak bańka mydlana. Bo odejdziecie od komputera, zamkniecie przeglądarkę w swoim telefonie i rozejrzycie się wokół.


Czekać na Was będzie multum obowiązków i problemów. Dom do posprzątania, zakupy do zrobienia, rachunki do opłacenia, dzieci do 'uporządkowania', kasa do zarobienia. A może i nawet więcej złego. Mimo to, wrócicie do mnie myślami, jak do starej, dobrej książki. Jeśli nawet nie przeczytacie jej jeszcze raz, to nastrój, który w Was wywołała, będziecie pilnować niczym niemowlę trzymane na rękach. Tak ostrożnie, by nic mu się nie stało.



A to jedno wspomnienia wywoła lawinę innych, dobrych wspomnień. Wróci czas, gdy mieliście 15 lat i pierwsze zauroczenia przed lub za sobą. Długie, ciepłe, letnie wieczory. Poczujecie ich ciepło na swojej skórze. W Waszych sercach rozpali się miłość, bo docenicie to co macie. Bagaż doświadczeń, który pozwoli Wam na to by być szczęśliwym. Jeśli nie teraz, to za jakiś czas...

Czego serdecznie Wam życzę ♥

O MNIE

Moje zdjęcie
Kobieta pracująca. Żona. Zakochana w mężu i podróżach. W wolnych chwilach przerabia ubrania i grzebie w DIY. Lubi pisać, od zawsze. Zdarza jej się czytać bardziej lub mniej ambitne pozycje. A tutaj dzieli się z Wami swoimi przemyśleniami. Zapraszam do zakładki O MNIE. Przedstawiam genezę i cel prowadzonego przeze mnie bloga ;)

Łączna liczba wyświetleń

OBSERWATORZY

INSTAGRAM

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *