środa, 28 października 2015

5 powodów, dla których uwielbiam manicure hybrydowy. semilac 21 tourqoise.


Manicure hybrydowy okazał się wybawieniem dla moich paznokci. Po długich i niezbyt przyjemnych historiach z lakiero-żelami i wszelkimi innymi podróbami hybryd, trafiłam na prawdziwą perełkę! Nareszcie! Wiodąca marka SEMILAC nie bez powodu zasługuje na pochwały. Dlaczego?

1. Dostępność.
Hybrydami zajmuję się sama. I nakładaniem i "ściąganiem". Nigdy nie sięgałam porad kosmetyczki, ani nie oddawałam swoich paznokci w ręce specjalistki. Jako na Zosie Samosie przystało, zakupiłam sprzęt i metodą prób i błędów nabywam doświadczeń w dziedzinie manicure hybrydowego. Co prawda nie zawsze wychodzi mi idealnie - co widać na zdjęciach, jednak efekt i tak mnie zadowala. Zmieniam kolor paznokci w dowolnym dla mnie momencie, miejscu i czasie. Bez umawiania się na wizyty, dostosowywania swojego planu dnia do terminów, dojeżdżania, czekania itd. Zestaw semilac - top, baza i kolor, kupuję w hurtowni kosmetycznej Diamond Cosmetics. Całość można zmówić również przez Internet.

piątek, 23 października 2015

Kobieta, która... chciała mieć bogatego męża.



Basia była normalną 22-latką. Mieszkała z matką w małym miasteczku, pracowała w pobliskim supermarkecie. W weekendy wyjeżdżała do wielkiego miasta. Studiowała prawo nie dlatego, że jest to "przyszłościowy" kierunek, ale po to, by tam znaleźć męża.

Nienawidziła swojej pracy.  

Każdy kolejny dzień na kasie supermarketu był dla Basi upokorzeniem. Im dłużej pracowała, tym jej frustracja była większa. Baśka wiedziała, jak chce żyć. Matka od najmłodszych lat wpajała jej jeden ideał rodziny. Chłop musi dużo zarabiać, a kobieta leżeć i pachnieć. I do tego dążyła Basia. Dopóki żył ojciec dziewczyny, Jan, oby troje pławili się w luksusach. Ekskluzywne wakacje, luksusowe samochody, dom, jak pałac, świetnie prosperująca firma. Jej matka Elżbieta, nigdy w życiu nie podjęła się pracy.

Aż do dnia, w którym zdarzył się tragiczny wypadek.

Brawura i szybkość na drodze wygrały. Gazety i telewizja huczały o wypadku:
- Zginął znany biznesmen. Jego żona i córka przebywają w szpitalu, ich życiu nie zagraża żadne niebezpieczeństwo.
Firmą miała zarządzać żona zmarłego biznesmena, Elżbieta. Szło jej tak nieudolnie, że w ciągu dwóch lat od śmierci męża, firma zbankrutowała, a wszystkie zadłużenia spłacała dobytkiem męża. Musiała przeprowadzić się z willi do dwupokojowego mieszkania. Nie miała już samochodu, drogocenny sprzęt i biżuterię przejął komornik. Oszczędności dawno wyparowały, a 20-letnia wówczas Basia, została zmuszona do pójścia do pracy. Pamięta, jak dziś, gdy matka jej obiecywała, że wszystko jej wynagrodzi, jak tylko znajdzie sobie bogatego męża. Elżbieta zapominała jednak, że już nie była 19-stką, która rzuciła czar na 35-letniego Jana z wypasioną furą. 


Basia niczego się nie nauczyła.

Nie wyciągnęła żadnego morału z historii rodziców. On, zakochany po uszy z zielonymi w portfelu, kupował wszystko młodziutkiej Eli, spełniał każde jej zachcianki. Pełnił funkcje bankomatu, a ona nigdy go nie kochała. Kochała za to luksus, który jej zapewniał. I jego służbowe wyjazdy, w trakcie których małą Basie wysyłała do koleżanki na noc, a sama zapraszała młodych, przystojnych kochanków. Jej pracą był jej mąż. I tego samego uczyła od najmłodszych lat Basieńkę.

Nie miała żadnych skrupułów.

Mimo faktu, że Basia szczerze kochała Dawida, nie była z nim zbyt długo. Dla niej wystarczającym był fakt, że nie był bogaty. Jedna cecha, która skreślała wszystko. Jej wydatki były spore, a pensja kasjerki nie była w stanie zaspokoić potrzeb młodej dziewczyny. Przeglądając Internet natrafiła na portal, w którym ogłaszali się sponsorzy. Marek, Arek, Irek, Andrzej, Waldek... imion było sporo, spotkań i kasy jeszcze więcej. Spodobał jej się luksus. Matka była przeciwna, krzyczała, że nie wychowywała jej na ku*wę. Szybko jednak zmieniła zdanie, gdy Basia zaoferowała jej regularne i wysokie kieszonkowe.


Co wydarzyło się dalej i kim jest dzisiaj Basia?

W  wieku 23 lat rzuciła pracę w supermarkecie i wybrała jedną ze swoich ofiar. Szybko zażądała, by wówczas 38-letni Waldek rozwiódł się z żoną i zamieszkał tylko z nią. Ustawiła go sobie tak, jak chciała. Czuła, że już za kilka lat nie będzie tak atrakcyjnym 'towarem do wzięcia', więc robiła co mogła, by już teraz ustawić się na lepszym poziomie. Jeszcze przed ślubem z Waldkiem, odcięła się od mniej zamożnych sponsorów. Dziś ma 28 lat i jest panią życia. Wreszcie wiedzie życie takie, jak chciała. Bez pracy, bez stresu, bez dzieci i... bez miłości. Bo wciąż z łzą w oku wspomina Dawida, swoją dawną miłość. Ale wie, że Dawid nie zapewniłby jej życia na wymarzonym poziomie. Luksus ponad wszystko...

Kobieta, która... to nowy cykl na blogu. Będę umieszczała historie wielu kobiet. Te zasłyszane, podsłuchane, wymyślone, podejrzane. Postaram się Was szokować, zaskakiwać, bawić i dziwić. Jeśli znasz historię kobiety, którą chciałabyś/łbyś się z nami, bloggerami podzielić koniecznie napisz na networkerka@gmail.com Czekam nie tylko na opowiadania, ale i kilku zdaniowe streszczenia, i inspiracje. :)

wtorek, 20 października 2015

Dlaczego warto rzucić studia?


Mimo, że dyplom licencjata odebrałam ponad rok temu, a tytuł magistra zsunął się na drugi, mega odległy plan, wzięło mnie na wspominki. Bo co by było gdyby... Gdyby zamiast skrócić 3-letnie męki i wziąć życie w swoje ręce, bo gdyby tak zamiast ślęczeć nad projektami, rozwijać swoje pasje, bo gdyby tak... zamiast kombinować, jak ściągnąć na egzaminie, wymyślać sposób na biznes. Dziś nie będę bronić studiowania, będę narzekać i popierać tych, którzy zastanawiają się, czy z nich nie zrezygnować. Co mną kieruje?

Nie studiuj tego, co Cię nie interesuje.
Prawda, prawda i jeszcze raz prawda. Poznałam na własnej skórze, jak to jest uczyć się rzeczy, które nie tylko w życiu mi się nigdy nie przydadzą, ale są nudne, jak flaki z olejem. Gdybym przeliczyła czas, który spędziłam na ćwiczeniach, poświęciłam na dojazdy na uczelnie, to byłabym o kilka milowych kroków dalej. Jeżeli studiujesz kierunek, na którym nienawidzisz 80% zajęć to wierz mi, małe prawdopodobieństwo, że praca w zawodzie przyniesie ci satysfakcje. Rzuć studia!


Bez studiów nie będziesz gorszy. Gorszy będziesz tylko wtedy, gdy brak Ci pomysłu na siebie.
I najwyższy czas powiedzieć to głośno. Studia nie zrobią z ciebie człowieka. Pewnie przetrwanie w akademickim pokoju nauczy cię pokory, grube melanże osłabią twą wątrobę, a luzik płynący z faktu studiowania przyprawia cię o zawrót głowy. Tylko ten czas się kiedyś skończy, a ty poczujesz gorzki smak marnotrawstwa. Bo przecież mogłeś zdziałać coś więcej. Bo nie wiesz kim chcesz być, nie wiesz co chcesz robić, czym się zajmować. Nie próbowałeś tego na studiach, straciłeś kilka lat. Dopiero teraz wypływasz na szerokie wody i uczysz się na swoich błędach. Tak gorzko czujesz miniony, zmarnowany czas...

Nigdy nie jest za późno, by się wycofać.
Czasami jest tak, że po 3 semestrach człowiek doznaje olśnienia, że kierunek, który wybrał to nie ten, że jest inny, który chciałby studiować. Tylko szkoda tych 3 semestrów. 1,5 roku męczarni. Fakt jest taki, że w takim momencie student nie może zrobić dla siebie niczego lepszego, jak po prostu spróbować przenieść się na wymarzony kierunek studiów lub jeśli to niemożliwe, rzucić studia.

Popieram tych, którzy studiują z pasji do danej dziedziny. Tych, którzy umieją rozporządzić czas studiowania nie tylko na imprezowanie, ale robienie w swoim życiu czegoś dla siebie. Czegoś, co zaprocentuje za kilka lat.


Co dały mi studia? 
Długo zastanawiałam się co odpowiedzieć na to pytanie. I aż cisnęło mi się na końcówce języka słowo NIC. Ale tak nie jest. Nabrałam wielu nowych doświadczeń (zdobytych na praktykach), poznałam fajnych ludzi, ale nie na tyle fajnych, by móc po studiach utrzymywać z nimi kontakt. Pomogły mi zrozumieć, że studiowanie jest do dupy i wpajane od wieków zdanie "bez studiów jesteś nikim", ma się nijak do rzeczywistości. Żałuję czasem, że dotrwałam do samego końca. Może i przez to, na studiach magisterskich poddałam się szybko, ale i tak za późno, bowiem sądzę, że mogłam ich wcale nie zaczynać ;) 

Chcę w życiu poświęcić się szeroko rozumianej sztuce i twórczości, a do tego nie są mi potrzebne studia. Szkoda, że zrozumiałam to po tylu latach ;))
 

piątek, 16 października 2015

DIY. Świecznik ze słoika. Lampiony ze słoików.



Uwielbiam jesienne wieczory, ale to już wiecie. Nabierają jeszcze większego uroku, gdy mogę otoczyć się ciepłym klimatem. Dlatego dziś przychodzę do Was z DIY na lampiony wykonane z domowych przyborów. Owe lampiony można nazwać świecznikami, lub po prostu słoikami ozdobionymi skrawkami niepotrzebnych materiałów. Zwał, jak zwał, mnie oczarowały na maksa. W Internecie znajdziecie wiele inspiracji, ja wykorzystałam własną. Ciekawi?

Czego potrzebujemy?
*  Słoików (mogą być po domowych dżemach, przecierach pomidorowych, kompotach, nieważne. Ważne, żeby były czyste). Ile? Tyle, ile chcecie mieć lampionów.
*  Taśma dwustronna.
*  Nożyczki.
*  Wstążki lub materiał, z którego wytniecie cienkie paski.
*  Koronki, obrusy, firany, stare bluzki i wszystko inne, co tylko przyjdzie Wam do głowy.
*  Świeczki/podgrzewacze.
*  Chwilę czasu (najlepiej przy oglądaniu ulubionego serialu :D ).


W pierwszym przypadku wykorzystałam serwetkę. Rozcięłam ją wzdłuż, do połowy, jak widać na poniższym zdjęciu. Na słoik nakleiłam taśmę dwustronną i przykleiłam serwetkę. Górę ozdobiłam paskiem materiału, który odcięłam od starej halki. Ważne, żeby owy materiał był nieprującym się.




W kolejnym przypadku w ruch poszły stare bluzki - czarna i zielona. Odmierzyłam ile mniej więcej materiału potrzebuję, pocięłam bluzki i postąpiłam dokładnie tak samo, jak wcześniej.




Najwięcej czasu schodzi na odklejenie taśmy. Na powyższym zdjęciu widać, że ze słoika nie zszedł jeszcze klej od etykiety - nie szkodzi - materiał go przysłoni.






Ostatni słoik przyozdobiłam kawałkiem starego obrusu, tego samego, którego użyłam do poszycia bluzki KLIK.

Jak Wam się podoba inspiracja? Wykorzystacie ją u siebie? :)

wtorek, 13 października 2015

Szczotka do włosów TT - Hair. Donegal.


Oryginalna szczotka TT podbiła serca wielu kobiet. Do mnie jakoś te wszystkie recenzje nie przemawiały, dlatego też, nigdy nie stałam się właścicielką oryginału, za to z chęcią skusiłam się na trzykrotnie tańszą podróbkę. Na opakowaniu obietnic jest wiele, a jak jest w rzeczywistości?

Szczotka miała zadbać o moje włosy, jak żadna inna. Zapobiegać ich łamaniu (mimo, że moje włosy są po wielu rozjaśniających zabiegach), nie elektryzować włosów (mimo, że "włoski" wykonane są z plastiku), masować skórę głowy (mimo, że sam w sobie jest to dość twardy plastik). A jak spisała się szczotka w zderzeniu z rzeczywistością?



Wszystkie obietnice spełnione, pod warunkiem, że...
...że umyję włosy szamponem wspomagającym łatwe rozczesywanie, na włosy nałożę odżywkę zapobiegającą łamaniu się i elektryzowaniu włosów. Wymasować skórę głowy mogę, ale będzie to dość "twardy zabieg". Szczotka, jak na podróbkę jest nieco przereklamowana. Czy można było się spodziewać innego efektu?


Szczotka TT Donegal, kontra zwykła szczotka.  
W tak banalnym teście owa podróba, mimo wielu wad nie ma sobie równych. Zwykłe szczotki okropnie ciągnęły moje włosy, niezależnie od ilości zużytych wcześniej, wspomagających preparatów, na szczotce zostawała masa wyrwanych włosów. Teraz problem zmniejszył się co najmniej o połowę! Niestety brak rączki robi swoje. Ciężko trzyma się TT w dłoni. Z tego powodu mój kciuk wędruje między "ząbki", a kilka z nich permanentnie zostało wygiętych. Przypadek? Nie sądzę. Co do kształtu podróba chowa się daleko hen w las. Nie jest tak wyprofilowana, jak oryginał i nie układa się tak dobrze na skórze głowy, przez co o dobrym masażu nie ma mowy.


Podsumowując.
Na pewno lepszy od zwykłej szczotki. Nie traktuje moich włosów tak rygorystycznie, nie wyrywa ich z premedytacją. Niszczy się jednak dość szybko i szybko będzie prosił się o wymianę. Elektryzuje włosy, jak każda inna szczotka. Cena 10 zł nie straszy, ale czy nie lepiej byłoby wydać 30 zł na oryginał i mieć go w świetnej formie na dłużej?

Tutaj o opinie proszę Was, posiadaczki oryginału TT :)) 

sobota, 10 października 2015

Sposób na suchą skórę, dla osób nie lubiących balsamów.


Nie znosisz balsamować/kremować ciała? Robisz to z niechęcią, z przymusu, najchętniej wyeliminowałabyś ten element z pielęgnacji ciała? Ale nie możesz. Bo Twoja skóra woła o pomstę do nieba. Jest szorstka, wyraźnie sucha. Musisz, po prostu musisz ją nawilżać. No, chyba, że za kilka lat chcesz być pomarszczona jak staruszka...

Tak, piszę o sobie.
Mimo dobrodziejstw i przepięknych zapachów balsamów do ciała, nie lubię ich używać. Do niedawna stosowałam je z przymusu. Permanentnie o nich zapomniałam, a moja skóra z uporem się o nie dopominała. Gdy w końcu zbliżałam się do końca tubki z balsamem, zaczęłam poszukiwać alternatywy. Bo ileż można się męczyć? Myślałam o balsamach w sprayu, jednak natrafiałam głównie na mgiełki, które odstraszały zawartością alkoholu. Aż trafiłam na oliwkę w sprayu. Szybko jednak naczytałam się niepokojących komentarzy i tak szybko, jak poszukiwania rozpoczęłam, tak szybko je zakończyłam. Jednakże myśl o oliwce pozostała w mojej głowie.

Zabrałam ją pod prysznic.
Umyłam ciało, spłukałam i posmarowałam się oliwką. Poczułam, jak moja skóra dostaje to, czego potrzbuje najbardziej, a jednocześnie czułam się taka tłusta... Macie takie dni, gdy jesteście rozkojarzone i wykonujecie standardowe czynności podwójnie. Dwa razy myjecie zęby, dwa razy zmywacie makijaż, bo zapominacie, że przed chwilą już to robiłyście? To był właśnie taki dzień. W zamierzeniu miałam wytrzeć ręcznikiem nadmiar oliwki (dobrze, że tego nie zrobiłam!) i wskoczyć w piżamkę. Zamyślona chwyciłam za słuchawkę prysznica i spłukałam oliwkę... Oliwka nie spłynęła z mojego ciała. No dobra, może tylko jakaś mała część. Zaskoczone? Bo ja nie. Pozostał film ochronny.

Dlaczego wcześniej na to nie wpadłam?
Od kilku tygodni nie rozstaję się z oliwką Bambino. Nie stosuję jej codziennie, by skóry zbytnio nie przyzwyczaić. Robię przerwy jednodniowe, co kilka dni. Wreszcie mam wyraźnie nawilżoną skórę, żadnych nieprzyjemnych niespodzianek, uczucie ściągania skóry zniknęło. Alleluja!!



Dobra, nawet na twarz.
Kilka dni temu wyczytałam również, że przetarcie twarzy wacikiem nasączonym oliwką dla dzieci może zdziałać cuda. Popieram! Jednakże polecam taki zabieg robić na noc. Twarz jest początkowo tłusta, jednakże podziękuje nam w trakcie dnia świeżością i uczuciem porządnego nawilżenia. Moja cera jest mieszana, tłusta w strefie T, normalna w pozostałej części. Oliwka stała się dla mnie antidotum.
O jej cennych składnikach chyba nie będę pisać. Chyba, że chcecie, to edytuję post :))

Oliwka ma jedną wadę.
Okropnie przetłuszcza butelkę. Nie da jej się w żaden sposób wyczyścić, a jeśli nawet to jest to bezsensowny zabieg. Wygląda mega nieestetycznie, dlatego też, nie raczę Wam zdjęciami mojej oliwki :)) Jest mega wydajna, wierzcie mi :) Na tą chwilę po 4 tygodniach prawie codziennego stosowania, z butelki 500 ml zostało 3/5 jej zawartości. A wlewam ją nie siebie sporo. Dodając, że jest to wydatek około 10 zł / butelkę - mega się opłaca!

A jak jest u Was? Jakie macie metody na suchą skórę?

środa, 7 października 2015

5 powodów, dla których uwielbiam jesień :)


Szczególnie nieprzyjemnie jest u mnie dziś za oknem. Jesienna chandra gości u coraz większej liczby osób. Przeziębienia dają we znaki. A ja chciałabym porozmawiać o pozytywach. Dość smutku i melancholii. Lubię jesień, a nawet więcej - uwielbiam ją! I chętnie się z Wami tymi powodami podzielę :))

1. Jesienią wszystko się zaczęło...
To właśnie jesienią po raz pierwszy szłam do szkoły, klasy, czy też zaczęłam studia (podobnie, jak i Wy). Nie wiosną, a jesienią poznawałam warte uwagi osoby, które zostawały ze mną na dłużej lub wnosiły do mojego życia sporo pozytywów. To jesienią zaczął się mój i związek trwa, mimo upływu 6 lat, aż do dziś. Nawet jesienią - (wczoraj były dokładnie 2 lata, od kiedy pojawił się pierwszy post!!) rozpoczęłam pisać tego bloga. Dla mnie jesień to nie czas obumierania, to początek czegoś nowego.

2. Uwielbiam kolory jesieni.
I złote i czerwone liście. I nawet pochmurne, deszczowe niebo. I nawet wiatr, którego zimą nie cierpię. I fakt, że wieczory robią się dłuższe. Uwielbiam ciepło bijące z grzejnika, gdy za oknem straszą gołe gałęzie drzew, obijając się o ciężkie chmury. Dla innych to czas jesiennej depresji, dla mnie to zwolnienie tempa, refleksje i jednocześnie każda kolejna jesień, to w moim życiu coś zupełnie nowego.

3. Jesienne wieczory mają w sobie 'to coś'.
To, że ciemno jest już w okolicach 19, a z czasem będzie już nawet szybciej nie odstrasza mnie. Ja pakuję się pod kocyk, włączam ulubioną muzykę, odpalam świeczki, w jednej ręce trzymam kubek z gorącym kakaem, a w drugiej ulubioną książkę. Klimat, który nigdy nie jest tak fantastyczny, jak jesienią.



4. Zimne poranki, ciepłe popołudnia.
Może to dla Was wydawać się absurd, ale lubię, gdy rano czuć rześkie powietrze, a po południu w drodze do domu z radością przerzucam kurtkę przez ramę i wpatruję się w jesienne promienie słońca. No, może trochę marudzę, gdy w botkach moje stopy się gotują, ale i tak się cieszę. To tak, jakby jednego dnia mieć dwie pory roku. Rankiem - późną jesień, a po południu późne lato. Nie wiem, czy taka amplituda temperatur nas jeszcze zaskoczy, czy ta szara twarz jesieni rozgościła się u nas na dłużej?

5. Bo każda jesień kiedyś się kończy.
Jeśli miałabym żyć w klimacie, w którym panuje przez większość czasu szara, brzydka jesień, znudziłoby mi się. Nic nadzwyczajnego. I tak wystarczająco mamy chłodnych, zimnych i pochmurnych dni w roku. Niejednokrotnie zima, czy też wiosna chowają się w cieniach jesieni. I wszystko zlewa się. Na szczęście wreszcie przychodzi lato i daje mi ulgę. Bo wiem, że po nim czeka mnie znów piękna jesień, a razem z nią coś nowego i wspaniałego. ♥

A Wy za co lubicie jesień? :)

O MNIE

Moje zdjęcie
Kobieta pracująca. Żona. Zakochana w mężu i podróżach. W wolnych chwilach przerabia ubrania i grzebie w DIY. Lubi pisać, od zawsze. Zdarza jej się czytać bardziej lub mniej ambitne pozycje. A tutaj dzieli się z Wami swoimi przemyśleniami. Zapraszam do zakładki O MNIE. Przedstawiam genezę i cel prowadzonego przeze mnie bloga ;)

Łączna liczba wyświetleń

OBSERWATORZY

INSTAGRAM

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *