środa, 27 stycznia 2016

"Zaginiona dziewczyna" - czyli o tym, jak łatwo wpaść w pułapkę własnych pragnień.


Trudno opisać ból i uczucia bliskich, którym zaginęła ukochana osoba (pisałam o tym już w TYM poście). Jak ma zatem czuć się Nick, któremu nagle z dnia na dzień, a właściwie w ciągu jednej chwili znika żona - Amy? Kobietę, którą kocha cała Ameryka. Szukają jej wszyscy. Rodzina, policja, sąsiedzi, fani i antyfani. Media węszą, a wszystkie tropy prowadzą ku... Nickowi. Czy Nick naprawdę mógł się posunąć do morderstwa?


Wydawać by się mogło, że to banalna historia.
Nic bardziej mylnego! Amy, znana i ceniona pisarka, mogłaby zginąć z wielu rąk. Szalonego fana, niepoczytalnego ex faceta lub własnego męża. A może ktoś porwał ją dla okupu? Albo kochanka męża nie wytrzymała presji i niezdecydowania mężczyzny, i podjęła decyzję za niego? W trakcie filmu każda scena daje do myślenia i bombarduje umysł tysiącami pytań. W końcu oprócz tej całej medialnej nagonki dochodzi do głosu historia Amy i jej pamiętnik.

Sekunda po sekundzie, napięcie rośnie.
Wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie. To niebanalna historia, jakich mało. Do połowy czasu trwania filmu poddajemy wątpliwościom fakt - czy naprawdę Nick zabił? A później dostajemy kopniaka w twarz, że daliśmy się tak samo podpuścić, jak inni drugo i dalszoplanowi bohaterowie. Im dalej ku końca historii, tym coraz bardziej byłam zaciekawiona, tym coraz bardziej nie wiedziałam, czego się spodziewać.


Czy istnieje zbrodnia doskonała?
Tak, jeśli ludzie wierzą, we wszystkie twoje słowa. Kwintesencją filmu jest umysł Amy. Jej chore pragnienia i marzenia, które z niszczycielską siłą zabijają to, co najpiękniejsze. Rozejrzymy się wokół siebie. Ile jest takich par, jak filmowy Nick i Amy? Jak ciężko jest im żyć ze sobą, bo coś poszło nie po ich myśli? Bo zabrakło rozmów i wspólnych planów, może marzeń.

Końcówka filmu budzi niesmak.
Ale zaskakuje. Potrójnie. Pozostawia widza bez satysfakcji w stylu "wiedziałem, że tak będzie". Daje kopa w twarz i mówi: "co? nie spodziewałeś się takiego zakończenia?". I za to filmy uwielbiam najbardziej. Gdy w czasie trwania kradną moje serce, umysł i myśli. A potem zostają na dłużej i wraz z całym szokiem schodzą powoli, analizując historię kawałek po kawałku.

Polecam na maksa. Tego filmu nie da się opowiedzieć, go trzeba zobaczyć!

Widzieliście? Jak oceniacie? :)

niedziela, 24 stycznia 2016

Kobieta, która... zrozumiała, że z rodziną to najlepiej tylko na zdjęciu.


Beata pochodziła z zamożnej rodziny. Alkoholizm, czy jakiekolwiek inne nałogi były jej bliskim obce. Jednak unikała domu, jak ognia. Znikała z niego, tak często, jak często się dało, a gdy udało jej się wyprowadzić, sukcesywnie, z roku na rok pojawiała się coraz rzadziej. Zazdrościła koleżankom, które z wielką radością na ustach i tęsknotą w sercu wsiadały w pociąg, i ruszały w matczyne objęcia.

Ona wolała ciszę, od wiecznych awantur.
Niegdyś wysłuchiwanie rodzinnych kłótni było na porządku dziennym. Rzadko zdarzały się lepsze dni. Wrzaski prowokowała źle uprasowana koszula, obiad nie na czas, czy nawet przyniesiona do domu szkolna czwórka z plusem, zamiast piątki. Beata wiedziała, jak przetrwać w tych ciężkich warunkach. Rodzice frustraci i wiecznie zazdrosne, wredne rodzeństwo nauczyło ją tego od maleńkości. Wolała milczeć, posłusznie dusić w sobie gniew i przyjmować wszelkie obelgi z pokorą. Poddała się, bo i tak cokolwiek by nie zrobiła, zawsze byłaby najgorszym dzieckiem pod słońcem.

Poznała inny świat. 
Mając 18 lat, Becia została na noc u swojej koleżanki ze szkolnej ławki. U Ani wszystko było inne. Rodzice ciepli i mili, żartowali razem. Wspólnie robili kolacje i oglądali film. - "Beatko, czy wszystko jest ok?" - Pytała zatroskana mama koleżanki. A Beatka posłusznie kiwała głową i uśmiechała się koślawo bojąc się, że jeśli wypowie choć jedno niemiłe słowo, rodzice zezłoszczą się. W jej domu normalna kolacja, była czymś tak bardzo nienaturalnym...
Gdy tylko zdała maturę, Beata spakowała plecak i wyjechała w inny, lepszy świat. Studia pokazały jej co to znaczy cieszyć się życiem. Gdy przywoziła do domu ciężko zdobyte czwórki w indeksie, słyszała, że to pewnie za jej długie nogi, a nie wiedzę. Bo blondynki, szczególnie, jeśli mają na imię Beata, nigdy nie będą mądre.


Długo płakała w poduszkę.
Aż w końcu zrozumiała, że gorszych osób, od swojej rodziny spotkać na swojej drodze po prostu nie mogła. Była dla nich popychadłem i workiem treningowym. Pluli nienawiścią w jej kierunku, niemal od urodzenia. Czasami byli mili, ale tylko wtedy, gdy coś od niej chcieli. Czym jest wsparcie przekonała się dopiero poznając prawdziwych przyjaciół na studiach. Nikomu jednak nie zdradziła sekretu z domu rodzinnego, poza Iwoną, która wysłuchała ją i doradziła jedno - odpuść ten temat, ciesz się sobą. I Beata sukcesywnie z miesiąca na miesiąc coraz rzadziej wpadała do domu, a gdy już była to upychała walizki tak bardzo, jak się dało. Ona wiedziała, że jeszcze tylko kilka przyjazdów i już nie będzie musiała po nic do tego przeklętego domu wracać. 

Córka wyklęta.
Tak jak myślała, gdy Beata zerwała w zupełności kontakty, oni ją wyklęli. Dziś żyje poza tym światem, poza nimi, poza ich pretensjami i krzywdami. Ułożyła swoje życie, tak jak chciała. Już wie, że z rodziną najlepiej wychodzi się tylko na zdjęciu... A nawet i nie zawsze, bo na jednym z nich brat dał jej kuśtykańca w bok, a ona utrwalona została ze skrzywioną miną. Wie, że pewnie to zdjęcie pokazywane jest teraz wszystkim tym, którzy chcą słuchać, jaka to Beata była zła i jak to zdjęcie świetnie ten fakt odzwierciedliło.

Za podesłaną historię dziękuję serdecznie Beacie. A oto kilka słów od niej:

"Dziewczyny wiedzcie, że jeśli pochodzicie z równie (nie)patologicznych rodzin co ja, to miejcie świadomość, że nie jesteście same. Od tego typu ludzi można się uwolnić i być naprawdę szczęśliwą. :)"

Kobieta, która... to nowy cykl na blogu. Będę umieszczała historie wielu kobiet. Te zasłyszane, podsłuchane, wymyślone, podejrzane. Postaram się Was szokować, zaskakiwać, bawić i dziwić. Jeśli znasz historię kobiety, którą chciałabyś/łbyś się z nami, bloggerami podzielić koniecznie napisz na networkerka@gmail.com Czekam nie tylko na opowiadania, ale i kilku zdaniowe streszczenia, i inspiracje. :) 

czwartek, 21 stycznia 2016

Kobieto! Maluj się!


Na co dzień jesteśmy umalowane (w większości). Pokazujemy się światu w perfekcyjnie wytuszowanych rzęsach, dobrze wyrysowanej kresce tuż nad okiem, przypudrowanym noskiem. Aż pewnego dnia jedna z drugą wrzucają na insta lub fejsa fotkę z rana. Wory pod oczami, szara cera, oczy malutkie, brak (!) rzęs i brwi... Brrrr.... zombie. I jeszcze ten podpis w stylu: "takie tam z rana. lekki nie ogar". I co one chcą udowodnić? To, że są piękne także bez make up (choć w rzeczywistości straszą bardziej niż potwór z Loch Ness), że nie boją się swojego wyglądu (a wszyscy wokół zastanawiają się, czy jej lustro pękło na sam widok?)?

Nie jesteśmy piękne bez makijażu...
I nie bójmy się tego powiedzieć wprost. No dobra, są kobiety, które mają perfekcyjną cerę i bez make up naprawdę dają radę, a w lekkim makijażu oszołamiają podkreśloną jeszcze bardziej wspaniałą urodą. I zazdroszczę im okrutnie. Bo ja tak nie mam :( I nie potrzebuję niczyich zapewnień, że bez make up jest ok. Ja po prostu wiem, że nie jest. Nie bez powodu mamy w sklepach tyle różnorakich kosmetyków. Tak, oni wszyscy chcą na nas zarobić. Niestety każda chce się czuć dobrze, że wyglądać na zadbaną i jak najbardziej zbliżoną do ideału. Po to powstały kosmetyki, by ich używać. Z głową oczywiście.

Łatwo przekroczyć cienką granicę.
Tą miedzy delikatnym makijażem, podkreślającym naturalne piękno, a tym okrutnie sztucznym, przesadzonym, tworzącym maskę na kobiecej twarzy. Bez źle, ale z taką tapetą jeszcze gorzej.

Kiedyś nie miałyśmy wzorców, poza mamami, starszymi siostrami i ich koleżankami. Niektóre same nie wiedziały co z czym i do czego używać, więc same dobrze wykonanym makijażem nie grzeszyły. Teraz jest YouTube i internety, które aż kipią od poradników, tutoriali i wszystkich cennych rad. Jak się malować z klasą, bez kiczu i jak wyglądać przy tym dobrze.

Szczerze?
Naprawdę nie rozumiem, jak można doprowadzać się do TAKIEGO stanu i pokazywać się w nim ludziom. Straszyć ich i wzbudzać obrzydzenie. Jak? Pomijam stany cięższe, gdzie dolina jest większa, niż nie jedna kopalnia, bo przeziębienie, bo choroba, bo depresja. Wtedy wnet wskazane jest na kilka chwil przystopować i zająć się swoim zdrowiem. Nawet wyskakując do sklepu po bułki nie trzeba być miss świata, ale w każdym innym przypadku uważam to za karygodne! Trzeba o siebie dbać...

A Wy co o tym sądzicie?

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Jak uszyć ze spódnicy ozdobne poszewki na poduszki, bez guzików?


Czerwono białe poszewki na poduszki dodają kolorytu i uroku wnętrzom. To właśnie ich, brakowało w moim salonie. Mając materiał w postaci długiej spódnicy (której i tak nie nosiłam, jest nie w moim stylu), nie wahałam się ani chwili, by wykorzystać go do zacnego celu. Projekt własny - prosty, wykonanie minimalnie trudniejsze. Wieczór spędzony przy maszynie, a o owej przeróbce zapowiadałam już na moim instagramie. Ciekawi? Zapraszam :)


Do dyspozycji miałam 3 małe poduszki i jedną długą spódnicę. Dla jednej poduszki miałam już poszewkę kupioną za 90 gr w sh ;) pozostało obszyć dwie pozostałe.


Do dzieła!.
KROK 1
 W spódnicę wsadziłam poduszkę i szpilkami zaznaczyłam potrzebną ilość materiału.


KROK 2

Następnie nożyce poszły w ruch...




KROK 3

Przewinęłam materiał na lewą stronę i obszyłam na maszynie. Brzegi zabezpieczyłam zygzakowym ściegiem.


KROK 4

Pozostała kwestia zapięcia. Nie lubię wszywać guzików i obszywać dziurek. Jest to dla mnie zbyt pracochłonne. Na szczęście spódnica była zapinana na zamek, który posłużył mi jako pomocne zapięcie :)

3/4 długości przedniej poduszki zaznaczyłam szpilkami, a następnie obszyłam na maszynie. Lepiej zobrazują ten krok zdjęcia:







Poszewka gotowa!

KROK 5

Teraz przyszedł na nieco trudniejszy etap. Została do obszycia druga poszewka, a materiału nieco mniej. Wyzwanie w sam raz dla mnie! Tym razem powstało zapięcie zakładane. W tym celu przyłożyłam poduszkę i do połowy jej szerokości i upięłam materiał, podwijając przy tym jeden z brzegów:


Materiał obszyłam i zabezpieczyłam na maszynie.





KROK 6 

Wywróciłam materiał na prawą stronę i wsadziłam w nią poduszkę, tak aby zaznaczyć ile materiału jest jeszcze potrzebne. Kieszonkę celowo pominęłam. Materiał upięłam szpilkami i znów przeszyłam i obzygzakowałam na maszynie.




 I gotowe!



Pora na efekty :)



Ja z efektu jestem mega zadowolona, a Wy? :)
Jeśli wykorzystacie mój pomysł podeślijcie zdjęcia, chętnie je opublikuję z zachowaniem Waszych praw autorskich :D

koc : pepco 24,99 zł

piątek, 15 stycznia 2016

Od dziś nie świętuję swoich urdzin - co myślisz o takim pomyśle?


W pewnym wieku człowiek patrząc w kalendarz krzyczy i zamyka oczy, bo wie, że nadchodzą jego kolejne urodziny, że znów się zestarzeje, że życie mu tak szybko ucieka i że... coraz bliżej na tamten świat. I co? Zamiast się cieszyć nachodzą go czarne myśli. A gdyby tak zatrzymać czas w danym wieku? I już nigdy więcej nie wyprawiać imprezy urodzinowej? Nie myśleć ile ma się lat i co wypada, a co nie? Żyć według własnej ideologii bez względu na wiek?


Metryczka niekoniecznie wskazuje prawdziwy wiek.
Bo wszystko zależy od tego, na ile się rzeczywiście czujemy. Możemy mieć 20stkę na karku, a myśleć, czuć się i zachowywać, jak 35-latek. I przeciwnie. To, że ktoś dobija metryką do 70-tki wcale nie oznacza, że nie może mieć sprawności umysłowej i fizycznej 30-latka. Samo nastawienie i to, jak sami siebie postrzegamy sprawia, jakimi jesteśmy naprawdę. 

Wyobraźcie sobie, że właśnie macie 85-lat. 
Na samą myśl, aż coś mi strzeliło w kolanie... I nagle zaczęłam myśleć, w co ubrać się do trumny. A teraz spójrzcie na tych, którzy nie przejmują się wiekiem. Podróżują, piszą, śpiewają, spotykają się z przyjaciółmi, żyją tu i teraz, bez względu na swój wiek. Ich nie do końca obchodzi to ile mają lat, tylko to, co mogą zrobić, by dzień, który się zaczyna był szczęśliwym.

Nie myśl o tym co wypada robić, a co nie.
Mając 24 powinno się kończyć pisać ostatnie zdania magisterki, mając 25 stać na ślubnym kobiercu, koniecznie z dzieckiem w ciele kobiety. Po 30stce już tylko pieluchy, wrzeszcząca banda dzieciaków i mąż, któremu trzeba usługiwać na każdym kroku. Skończmy raz na zawsze z tym, co nam wypada robić a co nie. Posłuchajmy siebie i swoich odgłosów z głębi serca.


A teraz wyobraź sobie, że nie ma imprezy urodzinowej.
W dniu urodzin otrzymujesz znikomą ilość życzeń lub wcale. Nie obchodzisz urodzin, nie dostajesz prezentów, nie liczysz przeżytych lat. Nie czujesz upływającego czasu. Bo wciąż masz swoje x(wymarzonych) lat. Obchodzisz za to popularne w Polsce imieniny. Przyjmujesz masę życzeń, słuchasz, jak rodzina i przyjaciele śpiewają ci sto lat. Odpakowujesz prezenty i jesz tort... imieninowy.

To pewnie trochę takie jakby wypieranie rzeczywistości. Nie akceptowanie aktualnego stanu rzeczy. To też nieco może wpędzić w kompleksy. Bo ciało 50-latki nigdy nie będzie takie, jakie było u 20-stki. 

Chodzi o to, by przeżyć życie po swojemu, po prostu. Wybrać odpowiedni dla siebie wiek i czas. I zachować ten stan, aż do późnej starości. A jak to zrobić? Badania dowodzą, że kluczowy jest tutaj samorozwój. Ciągle trzeba się uczyć, trenować umysł, mieć obok siebie wspaniałych przyjaciół, poznawać nowych ludzi. Nie zamykać umysłu hasłem "mam tyle i tyle lat, więc ja już wiem wszystko. Ktoś kto jest młodszy wiekiem, nie wie tyle, ile wiem ja".

Ja dopiero dojrzewam do tego, by odpuścić sobie urodzinowe dyrdymały. Bo gdy już zdążę zaakceptować swój wiek, nagle przychodzi kolejna data urodzin i dostaję kopniaka w twarz. Zamiast się cieszyć, czuję ścisk w żołądku.

A jak jest u Was? :)

wtorek, 12 stycznia 2016

"Praktykant" - czyli opowieść o tym, jak nie dać się starości.

Nancy Meyers (reżyserka i scenarzystka), wiedziała dokąd zabrać nas w zimny, styczniowy wieczór. Pozwoliła poznać Bena, 70-latka, wdowca. Mężczyznę na emeryturze, za którym 40 lat pracy. Po tylu latach spędzonych na etacie, Ben nie za bardzo wie, co może ze swoim życiem zrobić. Wydawać by się mogło, że ogłoszenie o pracę - "poszukujemy praktykanta na emeryturze" jest dla niego szansą, której nie może zaprzepaścić.

Zakasa rękawy i bierze się do pracy.

Pokonuje rywali, nie straszny mu postęp techniki i dorównuje kroku młodym współpracownikom. Mimo wieku, szybko się uczy. Niestety mimo starań nie wszystko idzie tak, jakby tego chciał... Walczy ze stereotypem starego człowieka, który... nadaje się tylko do tego, by siedzieć na emeryturze.

Aż chciałoby się, by film był prawdą.

By miał odzwierciedlenie w polskiej rzeczywistości. Wielu z nas na tą chwilę nawet nie wie, czy dożyje emerytury. A jeszcze bardziej smutne jest to, że nawet jeśli dotrwamy do owego wieku to od ZUS-u prawdopodobnie nie dostaniemy, ani grosza. Mimo, że nasze składki teoretycznie powinny "gwarantować" nam emeryturę. I znów pojawia się hasło: jeśli nie zadbasz o siebie sam, państwo nie zapewni ci godnego życia. Wracając do tematu - ilu z nas, przechodząc na emeryturę będzie nadal chciało pracować? Pomijam tzw. 'szczęściarzy', których praca cieszy, którzy robią to, co kochają i robić zamierzają do końca swoich dni. Ilu z nas dopisze zdrowie i hart ducha, by powrócić na etat?


A ilu z nas będzie Benem?

Dżentelmenem, takim z prawdziwego zdarzenia. Mężczyzną nie tylko z zasadami i doświadczeniem, ale staruszkiem - przyjacielem. Nie wywyższającym się, że z racji wieku, na pewno wie więcej. Nie zrzędzącym, nie marudzącym, nie wtykającym nos w nie swoje sprawy, nie mówiącym innym, jak mają żyć, nie patrzącym na młodzież z góry... I wymieniać bym mogła jeszcze dłużej. Ilu z nas pozostanie lub stanie się miłym człowiekiem, z którym chce się spędzać czas zawsze i wszędzie?

Film przesyła pozytywną energię i umila wieczór.

Chwil do uśmiechu nie brakuje. Fabuła przewidywalna od niemal początku. Ale co z tego? Skoro główny bohater od pierwszych minut wzbudza prawdziwą sympatię i kibicuje mi się niemal na każdym jego kroku. Kto nie chciałby mieć takiego rodzica, dziadka, w takim wieku? Kto nie chciałby być pełnym energii i pozytywów Benem? Lekki, przyjemny, mający to "coś". Mimo prostoty, zapada w pamięć na długo. I co ważne - nie ziewa się przy nim, odliczając minuty.

Chce się po prostu więcej tego typu, pozytywnych produkcji! :)

A Wy? Widzieliście film? :))


sobota, 9 stycznia 2016

Ankieta bloggowa 2016

Chcę poznać Was i Wasze opinie na temat bloga. Jak Wam się go czyta, co Wam się podoba, a co Was zniechęca i nudzi? Proszę Was o wypełnienie ankiety. Wam zajmie to kilka minut, a mi pozwoli ocenić rozwój sytuacji :)) dzięki temu na pewno będziecie mogli liczyć na znaczną poprawę tego miejsca, a wszystkie dzięki Waszym sugestiom :)

środa, 6 stycznia 2016

O moim wybawicielu: czyli farba do włosów MARION, opalizujący blond, 693.


Przedstawione zdjęcie mogłoby opowiedzieć całą historię, ale... pozwólcie, że poza ujęciem dorzucę kilka zdań od siebie. "Tlenioną" blondynką jestem ponad dobre pół roku. Ombre hair, które tak dobrze wyszukuje się w sieci i eksperymenty z rozjaśniaczem w sprayu, były tylko nieśmiałymi krokami ku bycia blond. Cóż mogę powiedzieć - dobrze się czuję w tym kolorze, ale przez swoje przekonania zapędziłam się w błędne koło. Na szczęście owa farba mi pomogła z niego wybrnąć :)

Bez rozjaśniacza się nie da!
Jako, że moje naturalne włosy są bardziej w kierunku mocno ciemnego blondu/jasnego brązu sądziłam, że farbowanie muszę zaczynać od rozjaśniacza. Byłam wręcz przekonana, że zwykła farba blond mi nie pomoże. Jaki to był straszny błąd! Rozjaśniacz nie tylko okropnie zniszczył mi włosy, wysuszył, ale też sprawił, że niejednokrotnie zmuszona byłam sięgać po inne farby, bo miałam na głowie po prostu... kurczaka albo gorzej. Farbowaniem zajmuję się sama i tylko sama. Wierzcie mi, że bałabym się oddać moje włosy ręce kogoś innego... (w końcu jestem Zosią-Samosią ;) Uczyłam się z TEGO filmiku. Zaczynałam od tyłu głowy i nim przeszłam do przodu, te tylne pasma włosów były już żółte. A gdy nadszedł czas spłukiwania rozjaśniacza, włosy z tyłu głowy były niejednokrotnie platynowe :( I tak tym sposobem miałam nierówny koloryt włosów i musiałam eksperymentować dalej.



Aż w końcu trafiłam na ideał.
Szukałam u wujka Google porad, trafiłam na blog Very, gdzie prezentowała wspomnianą farbę. Byłam w szoku, nie wierzyłam i musiałam przekonać się na własnej skórze, czy rzeczywiście farba może rozjaśnić włosy. Pobiegłam do sklepu i kupiłam ;)

Farba MARION 693, kosztuje całe 4,99 zł (w porywach do 6 zł, w zależności od miejsca zakupu). W opakowaniu znajdziemy jednorazowe rękawiczki, farbę w saszetce, którą "wlewamy" do buteleczki z utrwalaczem. Całość mieszamy, otwieramy aplikator i jedziemy z tym koksem :D Instrukcję możemy znaleźć na TEJ stronie. Mimo, że jest to totalnie inna firma, metoda jest identyczna.


Osobiście wolę miksturę z farbą wymieszać w porcelanowej miseczce i nakładać na włosy pędzelkiem. Mam wówczas większą kontrolę nad tym ile jeszcze farby mi zostało i jak ją rozplanować na całą głowę. Tak - jedno opakowanie wystarczyło mi na pokrycie powstałych odrostów. A jak widać, były całkiem spore. Nie odświeżałam koloru na całej długości włosów - zwyczajnie nie widziałam takiej potrzeby.

Efekty?
Świetny kolor (taki - jaki chciałam), niezniszczone włosy, lśniące, miękkie. Po farbę sięgnęłam już po raz drugi, tylko w celu pokrycia odrostów, wciąż bez konieczności odświeżania koloru. ;) Za mną 3 miesiące świetnej znajomości xD. Zapach jest chemiczny, ale nie drażni nozdrza tak samo mocno, jak inne farby. Jestem w 100% zadowolona, szczególnie za tą cenę! :) Teraz to mój faworyt nr 1, czy cokolwiek będzie w stanie go pokonać?


 
A jak jest u Was? Jakie farby do włosów polecacie? :)

P.S. Tak, włosy na zdjęciach są tłuste, szczególnie te, których zdjęcia robiłam tuż przed farbowaniem. Takie fryzjerskie tricki ;))

niedziela, 3 stycznia 2016

A Ty jak zmarnujesz dzisiejszy dzień?


Po raz pierwszy od kilku miesięcy mam dzień, w którym po przebudzeniu wiem, że nie muszę niczego robić. Pranie zrobione przedwczoraj, zakupy dnia poprzedniego, obiad zrobi męska część naszego domu. Kurz nie ma miejsca bytu, a jakikolwiek nieład odszedł w zapomnienie w dniu wczorajszym. Wiem jednak, że mam do zbawienia cały świat. Bowiem książka się sama nie napisze, a ubrania same się nie przerobią. To co zrobić z tym dniem? – Pytam samą siebie leżąc pod ciepłą kołderką, zanim jeszcze otworzę oczy. 

Zmarnuję go tak bardzo, jak bardzo się da.

Najpierw potargana wbiję się w szlafrok i poczłapię do kuchni wyjmując jedną ręką chleb z chlebaka, a drugą stawiając wodę z czajnikiem na kuchenkę. Szybciej! – Popędzam samą siebie. Jest tyle rzeczy do zrobienia. Na talerz układam posmarowane masłem skibki chleba, na wierzch żółty ser, wędlina z kurczaka i plasterki awokado… - Mmmm… i jeszcze sól, i pieprz, co by śniadanie miało swój smak.


Ucztę zaczynam w łóżku.
Bo czego brakuje mi na co dzień? Śniadań, które mogę ze spokojem zjeść przed pracą leżąc w wygodnym łóżeczku, pod ciepłą kołderką. A w międzyczasie oglądam jeden z moich ulubionych seriali. Jeden odcinek, drugi, trzeci, aaa… niech będzie i czwarty. Muszę nadrobić zaległości!

No dobra, aż takim leniem nie będę.

Szybki prysznic i porządny krem na twarz sam się nie zrobi. Odświeżona wracam pod szlafrok. Turlam się do szafy i wybieram najbardziej wygodne, choć nienajgorsze ciuchy. Twarz przyodziewam w delikatny makijaż. Za oknem świeci piękne słońce. Było coś dla ciała, to niech i będzie coś dla ducha! Sprawdzam połączenia tramwajowe i wbijam, najpierw do parku na krótki spacer, a później second hand wita mnie szerokimi ramieniami dwuskrzydłowych drzwi. Jestem w raju! Zabierzcie mnie stąd, bo jestem w raju! – Mój rozsądek krzyczy sam do siebie. Koleżanka obok doradza, które rzeczy odwiesić na wieszak, a które chętnie będą gościć w mojej szafie. A później targam moje łowy do domu, niczym myśliwy upolowaną zwierzynę.



A po obiedzie, już tylko sjesta.

Już w progu witają mnie pyszne zapachy obiadku. Moja druga połowa wie, co tygryski lubią najbardziej. Pierś z kurczaka w chrupiącej panierce i ta mizeria mmm… czego chcieć od życia więcej? Później wspólny seans filmowy i winko. Pyszne słodkie winko. I nim się orientuję wybija godzina 18:00 Czyli? Czas na wieczorne wyjście!

Spacer po miejskiej dżungli zawsze ma swój urok.

Jeden pub ze znajomymi, kolejny klub i kolejni znajomi… Aż dzień kończy się o 3 rano. A ja znów budzę się z kacem. Nie, nie tym alkoholowym, ale moralnym. Bo tyle mogłam zrobić. A zmarnowałam kolejny dzień…

Marnotrawstwo to dobry stan, pod warunkiem, że nie zdarza się zbyt często. A jak Wy „marnujecie” swoje wolne dni? Tak, żeby odpocząć, odprężyć się, doładować akumulatory i czuć, że się żyje?

O MNIE

Moje zdjęcie
Kobieta pracująca. Żona. Zakochana w mężu i podróżach. W wolnych chwilach przerabia ubrania i grzebie w DIY. Lubi pisać, od zawsze. Zdarza jej się czytać bardziej lub mniej ambitne pozycje. A tutaj dzieli się z Wami swoimi przemyśleniami. Zapraszam do zakładki O MNIE. Przedstawiam genezę i cel prowadzonego przeze mnie bloga ;)

Łączna liczba wyświetleń

OBSERWATORZY

INSTAGRAM

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Tagi

022semilac (1) 114semilac (1) 183 metry stachu (1) acerola (1) addidas (1) aerozol do gardła (1) Afryka (1) Ameryka Południowa (1) Ameryka Północna (1) ankieta (2) antyperspirant w kluce (1) asymetryczne szorty (1) azja (1) badanie (1) balsam do ciała (2) balsam do ust (1) Bałtyk (1) beta glukan z owsa (1) biedronka (1) bieganie (1) bioliq (1) bionigree (1) bioton (1) bloker (1) blond (2) ból gardła (2) ból karku (1) ból pleców (1) brak objawów ciąży (1) bransloletka (4) bransoletka z zamka błyskawicznego (1) bransoletka z zawleczek (1) braun (1) brokatowy lakier (3) Bukowy Las (1) Burda Publishing Polska (1) care&go (1) cera problemowa (2) ciało (31) ciąża (7) ciąża latem (1) cienie do powiek (1) cisza pod sercem (1) copywriter (1) copywriting (1) Czarny Staw Gąsienicowy (1) Czarny Staw pod Rysami (1) czas wolny (1) czasopisma (1) Czerwone Wierchy (1) cztery pory roku (1) czyszczenie (1) czyszczenie zębów (1) czytnik ebook (1) depilacja (1) depilacja woskiem (1) dezodorant (1) dieta bez pszenicy (1) DIY (53) długie rękawiczki (3) Dolina Kościeliska (1) Dolina Pięciu Stawów Polskich. (1) dom (4) domowe ombre (1) dowartościowywanie (1) dylematy (1) edukacja (1) efektima (4) efektywny czas dnia (2) essence (2) etui filcowe (1) etui na aparat (1) etui na inkbook (1) etui na tablet (1) etui na telefon (1) etui z filcu (1) Europa (1) everest (1) eyeliner (1) farbowanie włosów (4) felieton (87) feminizm (1) finuu (1) fit (1) FM Group (27) forum dla przyszłych mam (1) garnier (2) gdzie nosić obrączkę (1) GEHWOL med (1) Giewont (1) gorvita (9) handmade (3) head&shoulders (1) horoskopy (1) horror (1) Inkbook (1) isana (1) iwostin (1) jak działa psychika psa (1) jak pokonać bezsenność (1) jak przedłużyć (1) jak przerobić (28) jak przestać być śpiochem (1) jak ruszyć z miejsca (1) jak skrócić (1) jak skrócić spodnie (1) jak stać się pewnym siebie (1) jak uszyć (13) jak uszyć legowisko (1) jak wychować psa (1) jak zacerować spodnie (1) jak zaszyć dziure w spodniach (1) jak zaszyć dziurę w jeansach" (1) jak zdać egzamin (1) jak zmniejszyć biustonosz (1) jak zrobić legowisko dla psa (1) jedzenie (2) Jelenia Góra (1) joanna (1) jogurt naturalny z dodatkami (1) Kalatówki (1) Karb (1) Karkonosze (3) Kasprowy Wierch (1) kąpiel (1) keczup (1) kierunek studiów (2) kobieta która... (7) kokardka na włosy (1) kolczyki (1) kołnierzyk bebe (1) komin (2) komin ze swetra (3) Kondracka Przełęcz (1) Kopa Kondracka (2) korektor rozświetlający (1) koronkowa wstawka (2) korpo biurwa (1) kosmetyki (1) kosmetyki do ciała (1) koszula damska (5) Kościelec (1) KPN (1) kredka do oczu (2) krem CC (1) krem do rąk (2) krem do stóp (2) krem do twarzy (3) krem pod oczy (2) krem przeciw blizom (1) krewniacy (1) książki (1) kuchnia (2) kulturalnie (1) kupujący (1) L'OREAL PARIS ELSEVE (1) lakier do paznokci (7) lakier do włosów (1) lampiony (1) legowisko dla psa (1) libster blog award (2) lifestyle (1) list do samej siebie (1) loreal (1) łagodzenie opuchnięć (1) łączenie kolorów hybryd (1) łupież (1) mahoń (1) malowanie paznokci (7) mała liczba gości na weselu (1) małe wesele (1) Małołączniak (1) Mały Kościelec (1) małżeństwo (1) manicure hybrydowy (5) marion (4) maseczka do stóp (1) maseczka do twarzy (3) maska do rąk (1) masło do ciała (1) masło fińskie (1) maść na bóle krzyżowe (1) maść na zakwasy (1) maść niedźwiedzi ząb (1) maść propolisowa (1) matowa pomadka (1) matowy lakier (1) maybelline (1) męska koszula (1) męska koszulka (1) męski sweter (1) mgiełka matująca (1) miasto 44 (1) mikroelemanty (1) million dollar lips (1) miłość od pierwszego wejrzenia (1) miodowy blond (1) miravena cosmetics (1) mleczko do demakijażu (1) moda ciążowa (2) Morskie Oko (1) motywacja (1) na której dłoni nosić obrączkę (1) na którym palcu nosić obrączkę (1) naturalny złoty blond (1) nawilżanie stóp (1) neutorgena (1) niebieski french manicure (1) niedoskonałości skórne (2) niepełni (1) no-scar (1) noscar (1) nowe mieszkanie (1) obrączka (1) oceania aromatic (1) odkurzanie (1) odkurzanie dla leniwych (1) odżywka do włosów (4) olejek (1) olx (1) ombre (3) opalizujący blond (1) opowiadanie (7) oral-b (1) Orla Perć (1) osuszacz do lakieru (1) pakowanie (1) palette (1) pantene (1) pastylki do ssania na gardło (1) paznokcie (21) pedi-spa (1) peeling do ciała (3) perfecta (1) perfumy (1) pewność siebie (2) philips (1) piąta pora roku (1) pielęgnacja paznokci (3) pielęgnacja twarzy (1) pierwszy raz (1) pierwszy trymestr (1) planowana ciąża (1) planowanie (1) platforma wiertnicza (1) płyn do higieny intymnej (1) płyn micelarny (2) płytka do zdobienia paznokci (2) pneumovit sept (1) podgrzewacz do wosku (1) podrażnione gardło (1) podróże (15) podszywanie prześwitującego materiału (2) podświadomość (1) pomadka (2) poradniki (1) poszewka na jaśka (2) poszewki bez guzików (1) poszewki na poduszki (1) pośrednicy nieruchomości (1) powerpro aqua (1) pozytywnie (1) pozytywny egoista (1) praca (2) praca w korpo (1) prayforparis (1) projekt denko (1) przedłużanie (1) przełęcz ocalonych (1) Przełęcz pod Kopą Kondracką (2) przemoc (1) przepis (2) przepowiadanie przyszłości (1) przeróbka (20) przeróbka spódnicy (1) przeróbki (2) przesuszone dłonie (1) przyjaźń (3) przyjaźń damska (1) przyjaźń damsko męska (1) psychologia (16) puder CC (1) pumice (1) pupa (1) pytania (1) recenzja (2) recenzja filmu (24) recenzja kosmetyczna (2) recenzja książki (14) recenzje kosmetyków do ciała (1) recykling (30) relacje (1) relacje partnerskie (3) revitol plus med (1) rękawiczki bez palcowe (2) rogowacenie skóry (3) rozdanie (2) rozjaśniacz w sprayu (1) rozjaśnianie (1) rozmyślenia (1) sakwa na biodra (1) Scholl (1) schwarzkopf (1) secondhand (8) sekret (1) semi hard white (1) semilac (9) seriale (1) serum do skóry głowy (1) skóra sucha (3) skóra szorstka (3) skóra tłusta (2) skóra wrażliwa (3) skromna sukienka ślubna (1) Smerczyński Staw (1) Smocza Jama (1) sny (1) sok (1) sok pomarańczowy (1) spinka do włosów (1) spodnie ciążowe (2) spodnie z dziurami (1) spodnie z koronką (1) spotkanie bloggerek (1) spódnica (1) spódnica maxi (2) spódniczka z paskiem (1) spray do gardła (1) sprzątanie (1) sprzątanie dla leniwych (1) stopy (2) streetcom (1) suche gardło (2) suche usta (3) suchy szampon do włosów (2) sweter (2) syoss (1) sypialnia (1) szampon (2) szampon koloryzujący (2) szczoteczka elektryczna (1) Szpiglasowa Przełęcz (1) Szrenica (1) szycie (17) ślub (5) ślub na głowie (1) Śnieżka (1) świeca zapachowa (1) świece (1) świecznik ze słoika (1) święta (1) tarka do stóp (1) Tatry (11) Tatry Wysokie (2) telewizja (1) top 5 (1) torebka (1) torebka na biodra (1) torebka nerka (1) TT hair (1) tunika (3) tusz do rzęs (2) tutorial (27) twarz (29) typy kupujących (1) urządzanie mieszkania (1) usta (1) utrata przyjaciela (1) uzależnienie od snu (1) venita (1) versatile blogger avard (1) vichy (1) walentynki (1) wax (1) wesele (1) wibo (1) wielkanoc (1) większa objętość (1) witamina C (1) witaminy (2) włosy (20) włosy wpadające (2) włosy zniszczone (3) Wodospad Kamieńczyka (1) wpadka (1) Wrota Chałubińskiego (1) wróżbici (1) wygładzanie włosów (1) wykroje (1) wyniki (1) wzorki na paznokciach (1) z przymrużeniem oka (1) Zadni Granat (1) zaginięcia (1) zalotka do rzęs (1) Zamek Chojnik (1) zauroczenie (1) zbiór truskawek (1) Zbójeckie Skały (1) zdrowa dieta (1) zdrowie (2) ziaja (3) Zielony Staw (1) złote myśli (1) zmniejszanie żakietu (1) zmywacz do paznokci (1) zniszczone dłonie (1) zott (1) zrób to sam (3) zrób to sama (36) zwężanie spodni (1) żel do higieny intymnej (1) żel do mycia twarzy (2) żel do stóp (1) żel do ust (1) żel mineralny (1) żel na opuchnięcia (1) żel na siniaki (1) żel pod prysznic (2) żona araba (1) żwyioł deepwather horizon (1) życzenia (1)