środa, 22 marca 2017

Jak zrobić legowisko dla psa?


Dobrze, gdy futrzak ma swój kąt w domu i przytulne spanko. Dlatego dziś pokażę Wam, w jaki mega szybki i prosty sposób zrobić legowisko - poduszkę dla psa.

Czego potrzebujemy?
* miara / centrymetr krawiecki
* nożyczki
* szpilki
* kredka do zaznaczenia materiału
* igła, nitka, opcjonalnie maszyna do szycia
* materiał
* wypełnienie poduchy - gąbka, koc, cokolwiek miękkiego.




Ja do wykonania legowiska użyłam gąbki ze starego łóżka. Jest w dwóch kawałkach, bo to po prostu pozostałe resztki od poprzedniego projektu. Mój pies bardzo upodobał sobie owy materiał i przeogromną chęcią na nim się wylegiwał, o czym przekonałam się tworząc zagłówek do łóżka. Myślę, że za jakiś czas pokażę Wam owe dzieło :)

Jako poszewka posłużyła mi ogromna, babcina spódnica o pięknym materiale, pasującym do wystroju pokoju. Wy możecie użyć prześcieradła, poszewki na poduszkę, koca lub czegokolwiek, co będzie w odpowiednim rozmiarze i stworzy poszewkę na legowisko.

Wymiary:
Polecam zmierzyć długość i szerokość pieska w czasie snu. U mnie wymiary legowiska to 45 cm na 75 cm. Czyli materiał potrzebny do obszycia to (liczę z zakładkami na obszycie) około 130 cm na 85 cm.

Ok! To do roboty! :)

Wewnątrz spódnicy włożyłam gąbkę i zaznaczyłam z trzech stron szpilkami i kredką boki poszewki. Zszyłam na maszynie, obcięłam i obszyłam boki. A co z czwartym bokiem? Zależało mi, żeby poszewka była ściągana w celu wyprania i żeby nie posiadała guzików, ani zamka. Obawiałam się, że piesek mógłbyś wpaść na pomysł obgryzienia zapięcia i cała robota poszłaby na marne :P Dlatego postawiłam na poduszkę zakładaną o tym, jak ją wykonać pisałam już kiedyś TUTAJ (krok 5).





Koszt wytworzenia legowiska w moim przypadku wyniósł 0 zł, poza poświęconym czasem, który był oczywiście przyjemnością. Polecam tworzyć legowisko w przypadku posiadania odpowiednich  materiałów. Wtedy naprawdę się opłaci. Bowiem widziałam w gazetce promocyjnej biedronki, że legowiska są w cenie od 40 zł. Zrobione z dużo lepszych materiałów, "dizajnerskie", wahają się w okolicach 100 zł.

I jak Wam się podoba? Mój piesek, co prawda nie jest najlepszym modelem, ale z chęcią wyleguje się na swoim nowym łóżeczku ;)




sobota, 18 marca 2017

Zdrowie na talerzu, czyli: fińskie masło, klasyczne i solone. Finuu.

Od dziecięcych lat jestem wielbicielką masła, takiego prawdziwego, klasycznego. Ale chyba nie muszę mówić, jak nadmiernie często używane niekorzystnie wpływa na wagę, wygląd i zdrowie. Co więcej? Klasyczne masło wypada trzymać poza lodówką, bo w zimnej temperaturze kostnieje i sprawia, że rozsmarowanie na bułce lub chlebie to nie lada wyzwanie. Finuu bez obaw możemy odstawić do lodówki. Nie zmieni swojej konsystencji, wciąż będzie zwarte i gotowe do działania ;)

W ramach kampanii streetcom, otrzymałam do testów fińskie masło Finuu w dwóch wariantach: klasycznym i solonym.




Finuu to połączenie fińskiego masła, oleju rzepakowego, oleju z lnianki, witamin A i D. Oleje z rzepaku i lnianki to bogate źródło kwasów omega-3.

Kiedy najczęściej używam Finuu?

Obawiałam się, że Finuu solone, będzie słone. Jednakże sól nadaje masłu po prostu delikatny i nieco inny smak, niż klasyczna wersja.
Przepysznie smakuje, jako po prostu maseło na kanapki z warzywami, z serem lub wędlinom.
Na instagramie pokazywałam Wam moje ulubione połączenie - kanapka z finuu, awokado, solom i pieprzem, pychota!!



Wychowałam się na wsi, więc smak młodziutkich i prosto z pola ziemniaczków z masełkiem, to jedno z najlepszych wspomnień. Teraz już mieszkając w mieście nieco trudniej o smak tych młodych, przepysznych warzyw. Ale ziemniaczki z koperkiem i masełkiem uwielbiam cały czas. Do tego kurczak w ziołach i sałatka z pomidorków. Palce lizać!


O dziwno, finuu można używać do smażenia. Jajecznica na solonej wersji to niebo w gębie! Dodaje delikatności, maślany smak zamienia zwykłą jajecznicę w mistrzostwo :D

Produkt rekomendowałam rodzinie i znajomym, wszyscy zgodnie ze mną uznani, że #pyszniebozfinnu #naturalnieismacznie i #bezkonserwantów :)

poniedziałek, 13 marca 2017

Zapomniany przyjaciel.

Weronika pocierała palcem klawiaturę swojego telefonu. Ile to już minęło lat? - Pytała w myślach samą siebie. Kiedyś łączyło ich wiele, niemal wszystko. Wspólne wieczory, obejrzane filmy, litry lampek wypitego wina, mokre od łez ramiona i policzki, pękające z bólu od śmiania się do rozpuku. Aż w końcu coś zawsze szło nie tak...

Odległość.
Z Eweliną drogi rozeszły się bo... Weronika sama do końca nie zna odpowiedzi. Obie zaczęły licea w różnych miastach i jakoś tak... bardzo łatwo się od siebie oddaliły. Potem narastała złość i żal. Bo gdy jedna chciała nadrobić stracony czas, druga nie mogła ugasić bólu odrzucenia, gdy potrzebowała przyjaciółki w najgorszych chwilach. I jakoś tak od słowa do słowa, przestały odpisywać na swoje smsy. Nie dzwoniły, życie popłynęło dalej, a w umysłach pozostały wspomnienia kilku lat dobrej i wspaniałej przyjaźni. To z nią smakowała pierwszej wódki i opowiadała o pierwszych pocałunkach. To z nią potrafiła przegadać całe noce i dnie. I opowiedzieć o wszystkich, nawet najgłębszych sekretach. I tak wiele się zmieniło, że to wszystko co było, a czego już nie ma nagle zaczęło blaknąć. Bo ile warta jest przyjaźń, która tak nagle się kończy?

Zazdrość.
Parę lat temu połączyła ich wspólna pasja. Później poróżniło życie. Dorota nie chciała się ustatkować, szalała i skakała z kwiatka (chłopaka) na kwiatek. I gdzieś czuła w sobie zazdrość, że Weronika ma inne plany. Że ma inne życie. Mniej szalone, ale stabilne. Kochającego faceta, plany o domu, rodzinie. Że lada moment stanie na ślubnym kobiercu. I wbijała kolejne szpilki w serce Weroniki. Aż Werka nie wytrzymała i nie pozostawała dłużna tym wszystkim ciosom. Zniknęła szczerość, a koniec przyjaźni przypieczętowało wyznanie Doroty, która ze skruchą wyznała, że szydziła z przyjaciółki, bo zwyczajnie była zazdrosna. I chciała choć przez chwilę poczuć się tak samo, jak ona... Weronika nie umiała wybaczyć. Nie wierzyła, że Dorka kiedykolwiek się zmieni. I niestety miała rację.


Miłość.
Weronika nigdy nie wierzyła w przyjaźń damsko-męską. Dopóki, dopóty nie poznała Dawida. Fajny kumpel. Miał dziewczynę dziecko, a ona narzeczonego. Było fajnie, miała wrażenie, że znają się od zawsze. Uwielbiała z nim rozmawiać. Opowiadać mu o błahostkach. Czasem miała wrażenie, że dawał jej to, czego nie otrzymywała o swojego faceta... I już prawie, gdy zaczęła czuć, że wszystko wymyka się spod kontroli Dawid pocałował ją na jednym ze spotkań. Dla Werki to był strzał w policzek. Wyznaczyła granice, bo kochała nad życie swojego faceta i straciła przyjaciela. Nagle oświadczył jej, ze jego dziewczyna pewnie jest zazdrosna i musi zakończyć tą znajomość. Tak nagle, z dnia na dzień. Czyli sam pogubił się, zadłużył i liczył tylko na jedno...

Mówi się, że nie warto oglądać się za przyjaciółmi, którzy odeszli. Bo nie byli nas warci, bo to zupełnie nic nie warte relacje. Bo jeśli coś nie jest w stanie przetrwać próby czasu i przeciwności losu, nie zasługuje na naszą uwagę. Ale ile w tym prawdy? Gdy ból straconych przyjaciół rozszarpuje serca na kawałki. Bo przecież wina była po obu stronach. Ludzie przychodzą i odchodzą, tylko dlaczego tak boleśnie? - pytała samą siebie Weronika.

Wprowadzam na blog nowy cykl opowiadań. Obok cyklu "kobieta, która..." pojawią się nowe. Opowiadania krótkie lub długie. Szokujące lub pozytywnie rozbrajające. Z morałami lub bez. Jestem ciekawa, jak Wam się spodoba. Czekam na Wasze opinie. ;)

piątek, 10 marca 2017

Bo w ciąży wszystko się zmienia.

Tak mówią mamy, babcie, kobiety - matki pełną parą. Szczególnie te, które wyczekują dwóch kresek na teście ciążowym szczególnie mocniej, niż inne. Dziś przychodzę pochwalić Wam się nowiną i opowiedzieć, jak to było i jest ze mną ;)

Łaskawy czas.
Kiedy dobijam do końca pierwszego trymestru nie ukrywam, że powoli zaczynam oddychać z ulgą. Szczególnie, że dziecko rozwija się prawidłowo i szansa na poronienie z każdym dniem maleje. :) Nakarmiona opowieściami mam, koleżanek i scenami z filmów, byłam nastawiona na prawdziwy armagedon. A  co się okazało? Że na szczęście dla mnie, to wszystko było przereklamowane. Zero mdłości, zero zawrotów głowy, zero zachcianek, zero jakiegokolwiek dyskomfortu. Mniej więcej w 7-8 tc przestałam nawet tak często, jak przez poprzedzające 2-3 tygodnie odwiedzać toaletę i zniknęła bolesność piersi. W ciągu tych trzech miesięcy przytyłam 0,5 - 1 kg. Czyli tyle co nic :) Gdyby nie fakt, że ciążę potwierdziłam w prawie 5 tc i zniknął totalnie okres, mogłabym żyć w błogiej niewiedzy :)

A jak u Was drogie mamuśki? Jak Wam minął pierwszy trymestr? :)

piątek, 3 marca 2017

List pożegnalny.

 

"Gdy czytasz te słowa, mnie już nie ma. Jestem szczęśliwa. Jestem spokojna. Już nikt i nic nie może mnie zranić. Już nigdy mnie nie odrzucisz, już nigdy nie wywołasz u mnie łez. Mojego ciała nigdy nikt nie znajdzie. Choćby nawet, to nigdy go nikt nie rozpozna. Pokaż te słowa policji, niech zwrócą Ci wolność tu i teraz. Niech nie szukają, bo nie ma czego. Mnie już nie ma... W końcu odzyskałam spokój duszy i cała... Bądź szczęśliwy. Kocham Cię - M."

Eryk z nie dowierzaniem przecierał oczy. Nerwowo skakał wzorkiem literka po literce, nie mógł nic zrozumieć z poplamionej od łez kartki. Szybko chwycił telefon i wykonał połączenie do żony. Jej telefon odezwał się w salonie. Na stole leżała też jej torebka, a obok portfel z dokumentami. Dalej połyskiwała w promieniach słońca obrączka. - Gdzie ona do diabła jest?! - Wykrzyczał.

- Magda zaginęła, nie ma jej nigdzie, zostawiła list pożegnalny! - Nerwowo wypowiadał słowa przez telefon do swojej matki. - Co ja mam zrobić, co ja mam zrobić, gdzie ja mam jej szukać?!?!? - Krzycząc zwinięty w kłębek ronił łzy...
Próbował ponieść się z podłogi, ale coś kłuło go w klatce i nie pozwalało się ruszyć. To zawał? Czy atak paniki? Czy ja umieram? Gdzie moja ukochana?! - Krzyczał i płakał waląc głową o lite drewno.
I nagle wszystko ustało, ból, nastąpiła nicość i pustka.

Ciszę przerwał dziwny dźwięk. To budzik. Eryk usiadł zdyszany na łóżku. Obok smacznie spała jego żona. Wczoraj okropnie się pokłócili. Ona zasypiała zapłakana, a on czekał aż w końcu się uspokoi, nie miał nawet ochoty ująć jej w ramiona, a teraz... ten sen. Co by było gdyby...? Przecież ma tylko mnie... Może to znak? Przecież nie wie co kłębi się w jej głowie. Myśli Eryka wrzały w głowie i zalewały go niepokojem... Muszę wszystko naprawić, nie mogę pozwolić jej odejść - w pośpiechu biegł do kuchni przygotować śniadanie... Ja wszystko jej wynagrodzę, niech tylko zostanie ze mną na zawsze...

Wprowadzam na blog nowy cykl opowiadań. Obok cyklu "kobieta, która..." pojawią się nowe. Opowiadania krótkie lub długie. Szokujące lub pozytywnie rozbrajające. Z morałami lub bez. Jestem ciekawa, jak Wam się spodoba. Czekam na Wasze opinie. ;)

O MNIE

Moje zdjęcie
Kobieta pracująca. Żona. Zakochana w mężu i podróżach. W wolnych chwilach przerabia ubrania i grzebie w DIY. Lubi pisać, od zawsze. Zdarza jej się czytać bardziej lub mniej ambitne pozycje. A tutaj dzieli się z Wami swoimi przemyśleniami. Zapraszam do zakładki O MNIE. Przedstawiam genezę i cel prowadzonego przeze mnie bloga ;)

Łączna liczba wyświetleń

OBSERWATORZY

INSTAGRAM

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *